Skocz do zawartości

robinhuud

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    3217
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O robinhuud

Informacje o profilu

  • Płeć
    M
  • Lokalizacja
    Poznań
  • Zainteresowania
    Biografie prezydentów PZP
  • Przynależność
    TAK
  • Zgoda
    Nie

Ostatnie wizyty

1073 wyświetleń profilu
  1. robinhuud

    Polski wosk i polska węza

    Na następnych zdjęciach dwa krążki uzyskane z kupionej w internecie węzy o najgorszej „na oko” jakości pod względem koloru i zapachu. Awers i rewers, widoczna wyraźnie warstwa „gipsu” i jeszcze jakieś niezidentyfikowane śmieci. Poniżej arkusik węzy którą zakupiłem w Chinach tylko dlatego, że producent przyznawał się wzruszająco i bez bicia w ofercie, ze wyprodukował ją w 90-u %-ach z parafiny + dodatki barwiące.Wyraźnie widać „szklany blask” ścianek tej węzy. Muszę przyznać, że chińska węza ma najlepszą geometrię i z niej uzyskałem najlepsze odlewy matryc z żywicy poliuretanowej. Pod tym względem zdecydowanie przewyższa ona węzy krajowe, ale o tem potem. Jedynym problemem przy wyrobie matrycy jest jaj dostępność tylko w formacie 19,5 x 41,5 cm, co wyklucza wykonanie matrycy wielkopolskiej. Przychodzi często do Polski w fatalnym stanie zniekształcona i wymęczona transportem. Jeszcze z niej „przetopku” nie robiłem, ale przyjdzie na to czas. Dwa szare przetopki po prostu śmierdzą "petro".
  2. robinhuud

    Polski wosk i polska węza

    Na dwóch fotkach trzy krążki wosków trzech ogólnie znanych krajowych producentów uzyskane z przetopu ich węzy ogólniedostępnej w handlu (awersy i rewersy). Próbki stoją na krążku z wosku wzorcowego uzyskanego z zasklepów z własnej pasieki. U góry widoczna warstwa jakiegos jasnego osadu przypominającego osad wapienny. To odkłada się pod dolną krawędzią wolno studzonego wosku roztopionego w gorącej wodzie. Złośliwi moi znajomi mówią, że to gips w charakterze zbrojenia, zabezpieczający węzę przed spływaniem na drutach podczas upałów. Widać dużą różnicę w kolorach. Ten krążek z odcieniem pomarańczowym uzyskałem przetapiając około 10-letnią węzę trutową znanego producenta, którą wykorzystałem do wytworzenia matrycy trutowej. Taką mi dostarczył kolega. Być może jest to jakiś przyczynek do szarości pozostałych, produkowanych metodą ciągłego odlewania płynnego wosku lanego na chłodzone walce. Ten „pomarańczowy” mogł być wytwarzany kiedyś metodą walcowania na zimno z gładkiej taśmy. Kiedyś, kiedy zawartość wosku w wosku była większa. Wszystkie trzy próbki mają ponad miesiąc i powinna na nich wytworzyć się warstwa patyny przypominająca posypanie pudrem, co jest cechą czystego wosku pszczelego. Niczego takiego nie widać.
  3. robinhuud

    Dolnośląskie piekiełko

    Amatorska analiza prawna: http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19971110724/U/D19970724Lj.pdf Art.1. 1. Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę. 2.W sprawach nieuregulowanych w ustawie do zwierząt stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy. Art.2. 1. Ustawa reguluje postępowanie ze zwierzętami kręgowymi, (pogrubienia z podkolorowaniem moje) w tym zwierzętami kręgowymi wykorzystywanymi w celach naukowych lub edukacyjnych w zakresie nieuregulowanym w ustawie z dnia 15 stycznia 2015 r. o ochronie zwierząt. Pszczelarz może w pasiece dowolnie eksperymentować na pszczołach jak dr Mengele i zielonym ani weterynarii nic do tego, chyba że mu pokażą, że pszczoła ma kręgosłup. Rolnik może dowolnie truć owady, byle zgodnie z ulotką na opakowaniu, czego nikt nie jest w stanie sprawdzić i udowodnić. Jakieś tam chciejstwa róznych ważniaków w postaci rozporządzeń mających niższy status niż ustawa, a dotyczące przykładowo rejestracji pasiek są tylko zwykłym chciejstwem, bo nie dotyczą kompetencyjnie bezkręgowców. Post ten dedykuję działaczom pszczelarskim biernie przyglądającym się sejmowej i senackiej batalii nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt
  4. robinhuud

    Dolnośląskie piekiełko

    Odpowiem przekornie. Swego czasu w poważnym gronie konferencyjnym publicznie nie uzyskałem odpowiedzi na pytanie: czy trucie owadów to jest sprawa weterynarzy, czy policji i prokuratora?. Przecież zatrucie to nie choroba. Na dzień dzisiejszy pszczoła poza ulem jest prawnie przedmiotem bez właściciela i wartości. Pszczołom nic nie zagraża, bo pszczół i pszczelarzy jest coraz więcej mimo histerycznych reakcji pszczelarzy niszczących sobie nawzajem pasieki w walce o przepszczelone pastwiska owadzie, do których pszczelarze nie mają prawa kradnąc tak naprawdę cudzy pyłek i nektar. Dlaczego służby państwowe miałyby się zajmować pszczelarzami i ich urojonymi problemami z CCD i z truciem pszczoł, gdy w tym czasie państwo i UE o wiele bardziej sowicie dotuje zakup środków trucia owadów zwanych dla jaj środkami ochrony roślin i zakup opryskiwaczy?. Ostentacyjnie deroguje również zabronione w cywilizowanej Europie neonikotynoidy jednocześnie fakując pszczelarzy środkowym palcem. Nie wiadomo również kto to jest pszczelarz. Niby rolnik, ale ziemi kupić nie może. Ot taki gołodupiec, co nie potrafi się zorganizować w jakiejś poważanej organizacji. We władzach organizacji pszczelarskich mamy ludzi żerujących na pszczelarzach, co stawia pod znakiem zapytania pszczelarskość organizacji pszczelarskich. Jeżeli istnieje zawód pszczelarza, to dlaczego nie ma związku zawodowego pszczelarzy, a jakieś gówniane rolnicze zrzeszenia branzowe z abstrakcyjnym Serafinem na czele? Wracając zaś do legalnych procedur trucia owadów wspomaganych przez państwo polskie i UE to czego się spodziewacie? Że państwo zrobi z siebie przestępcę ekologicznego w nowelizowanej ustawie o ochronie zwierząt, gdzie pszczoła taktycznie raz jest zwierzęciem, raz nie?. Czy weterynaria polska nerwowo reagująca na wwóz do kraju kiełbasy z Białorusi (ASF) ma podobnie reagować na wwożony masowo do kraju wosk pszczeli i niepasteryzowane mieszaniny miodów niejasnego pochodzenia? (AFB). Czy moralnym jest wymaganie od tych służb podobnej reakcji proceduralnej na dwie choroby zwalczane z urzędu podczas gdy wosk jako produkt odzwierzący przetworzony nie podlega nadzorowi weterynaryjnemu? Aż dziw, że głupie państwo dopłaca w ramach KPWP do tego pszczelarskiego biznesu, którego nie ma i że nikt nie rozróżnia dotacji dla pszczelarzy krajowych od dotacji dla handlarzy miodem. Oj, nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu. Miłego snu panie prezydencie wszystkich pszczół, byle do odwołanego Ambrożego…
  5. robinhuud

    Dolnośląskie piekiełko

    Ateno, mój stosunek do tego konkursu jest „zaczepny” z innego powodu. Jako człowiek ostrożny chciałbym wiedzieć z kim mam do czynienia. Chciałbym poznać statut fundacji, skład Kapituły konkursu. Odwiedziłem wyszukiwarkę KRS i stwierdziłem, ze w zarządzie fundacji sa dwie osoby mi nieznane na niwie pszczelarskiej. W radzie fundacji jest kilka pań o jakby podobnych do członków zarządu nazwiskach i dwóch panów, w tym jeden jakby obcokrajowiec. Wygląda to na jakąś koligację rodzinną. Fundacja jest zasilana w kasę przez wymienionych na witrynie sponsorów i są wśród nich producenci środków ochrony roślin, oraz członkowie stowarzyszenia ich skupiającego - PSOR. Kiedyś dzwoniłem i pytałem się jeszcze pani prezes czy przyjmą do PSOR organizację pszczelarską, która też statutowo chroni rośliny. Spotkałem się ze stanowczą odmową i wyjaśnieniem, że członkami PSOR mogą być tylko truciciele owadów. PSOR oficjalnie propaguje wśród dzieci i nie tylko filmy stwierdzające, że za trucie owadów w większości przypadków odpowiedzialni są niechlujni pszczelarze, a błędy rolników zdarzają się bardzo rzadko i nie stanowią problemu. Stowarzyszenie skupia się na zwalczaniu dzikiego importu podróbek śor nie ze względu na dobro pszczół, a chodzi raczej o kasę i monopol potentatów chemii rolniczej zasilającej strumykiem pieniędzy PSOR. Co do kapituły konkursu, to praktykuje się często, że z automatu wchodzą do niej ubiegłoroczni laureaci. Tutaj ani słowa o składzie, ani nie można doszukać się statutu. Byłbym spokojniejszy, gdybym wiedział, że w kapitule był przykładowo Henryk Stokłosa, ubiegłoroczny laureat, który potrafi bezbłędnie odróżnić miód spadziowy jodłowy, od miodu spadziowego trzcinowego z Doliny Noteci. Dyskrecja medialna w sprawie składu kapituły obniża niestety prestiż nagrody. Za stary już jestem, żeby przy pandemii jeździć do sądu w Toruniu by wydłubać z akt ten statut, zresztą zmieniony w kwietniu tego roku. Statut fundacji Apimondia uzyskałem w sądzie krakowskim, spółdzielni Apis w sądzie lubelskim – oba z trudnościami nie związanymi jeszcze wtedy z covid. Nie za bardzo widzę sens jechać do Torunia, może ktoś z Torunia byłby chętny zrobić mi tą uprzejmość i pobrać statut z sądu. Co to jest, że niektóre organizacje boją się opublikować swoje statuty w necie. Te wątpliwości nie mają nic wspólnego z Panem Podgajnym, którego znam z publikacji w prasie pszczelarskiej i szanuję za solidność i rzeczowość. Fundacja AKADEMIA PSZCZELARSTWA I ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU 87-840 Kubień Kujawski, ul. Wojska Polskiego 29a KRS: 0000838832
  6. robinhuud

    VitaeApis new

    Otrzymałem odpowiedź na list do prezydenta Gdyni w sprawie zaległego rozliczenia fundacji Baltech za 2019 rok. Pani wiceprezydent raczyła mi zasugerować grzecznie, że mam wystąpić na ścieżkę ministerialną, ponieważ władze Gdyni nie są zainteresowane wiedzą jak są wydawane pieniądze z miejskiej kasy. Dziękuję za trafną sugestię i tak chyba zrobię. Władze Gdyni nie przejmują się również za bardzo tym, że taka wiedza może zainteresować gdyńskiego podatnika. Chyba, że dla niego te 5, czy 6 dużych baniek z miejskiej szkatuły to małe piwko przed śniadaniem. Piwko w towarzystwie beneficjenta - przewodniczącego Rady Uniwerku Gdańsk i konsula honorowego WB nadzorującego dziwne wydawanie tej kasy w Baltechu.
  7. robinhuud

    Ciekawostki z życia warrozy

    Chyba na dziś trzeba zweryfikować dane literaturowe i przyjąć, że podtruta amitrazem warroza jest w stanie przeżyć poza rodziną pszczelą (tu dennica i bagażnik samochodu w październiku bez przymrozków) przez nawet tydzień. Wysypywanie osypu z dennicy przy ulu pod nogi jest zawsze dużym błędem.
  8. robinhuud

    Ciekawostki z życia warrozy

    Dziwna sprawa, problem tylko z jednym ulem – zewnętrznym w szeregu. We wszystkich stosowałem jednakowe zabiegi w jednym czasie. W tym tylko ulu zaskakująco duży i niespodziewany osyp około 300 samiczek. Pozostałe ule OK. Okazuje się, że warto skontrolować inną metodą coś co wydaje się opanowane. Nie załączam zdjęcia dennicy, bo na razie nie potrafię przerzucić go ze srajfona do komputera nie tracąc na rozdzielczości. Jak opanuję – dołączę. Tymczasem portret amatorski varroa w awersie i rewersie. Całkiem sympatyczne zwierzątko, ma włoski - więc futerkowe. Podobno jest szykowany ustawowy zakaz hodowli takowych😄.
  9. 16 październik 2020 - około południa kontrolne odymianie 1 tabletka apiwarolu; 20 październik 2020 - kontrola osypu. Zebrałem znalezione na dennicy samiczki do woreczka strunowego, by je obejrzeć spokojnie pod mikroskopem. Ale nie miałem czasu i woreczek przeleżał w bagażniku samochodu do... ...dziś wieczór - 23 październik godz. 22.00. Losowo podsunięta pod obiektyw powiększenie 60x samiczka żyje! Udało się nakręcić filmik - patrz łapki środkowej aktorki. Mam na dysku dłuższe klipy z ruchami kilku łapek, ale forum ma ograniczenie do 8,5 MB varroa.mp4
  10. robinhuud

    Polski wosk i polska węza

    Na pierwszym zdjęciu trzy wytopki awersem do góry. Na drugim zdjęciu - rewersy do góry. Na spodzie wytopek wzorcowy z własnego wosku, na nim przetopiona węza dwóch ogólnie znanych producentów. Wszystkie wytopki uzyskane z czyściuteńkiej węzy jednakową, wcześniej opisaną metodą. Tutaj węza w obu przypadkach uzyskana metodą lania roztopionego wosku na chłodzone walce. Nie jestem chemikiem i niczego nie stwierdzę. Mogę tylko pytać. Dlaczego na dwóch wytopkach widać wyraźnie warstwę o innym odcieniu?. Raz od dołu, drugi raz od góry wytopka. Dlaczego na jednej na wierzchu tyle piany? Z czego ta piana? Dlaczego na spodzie obu wytopkow występuje jakby wapienna struktura gąbczasta? Czy jest ona z gipsu, z ziemi okrzemkowej, a może z czegoś innego? Czemu ten dodatek ma służyć? Zapobiegać spływaniu węzy? Odcienia „wosków” się nie czepiam, ponieważ łatwo to można „na odpierdziel się” wytłumaczyć wiekiem plastrów z których wytopiono wosk. Na koniec planuję wrzucić próbki (małe kawałki) na rozgrzaną blachę i powąchać czym palona węza pachnie. Ale to na koniec, po pokazaniu zdjęć wszystkich próbek. Mógłbym wysłać próbki do badania do Puław, ale to kilka stówek za próbkę, z miesiąc czekania i badanie bez akredytacji, czyli dla cwaniaków bez wartości dowodowej w sądzie. Poza tym puławskie badanie jest nakierowane na węglowodory i widocznych minerałów nieorganicznych ze struktury gąbczastej zapewne nie określi. Zabawa nie na budżet rencisty. Wypada tylko pocierpieć, bo cierpienie jak wiadomo pszczelarza uszlachetnia. Może ktoś z forumowiczów chce się przyłączyć do zabawy i ma większe możliwości analityczne niż ja? Próbki z próbek mogę udostępnić, lub uzyskać jeszcze raz po zakupie węzy u tego samego producenta. Darowanemu wielkopolskiemu koniowi tym razem w zęby zaglądał nie będę. Cdn.
  11. robinhuud

    Polski wosk i polska węza

    Chciałbym w tym wątku podyskutować o polskim wosku i węzie w oderwaniu od konkretnych producentów i lobbingu. Nie chcę narażać się na ataki sądowe, a poza tym zdaję sobie sprawę z tego, że producent węzy nie ma stałej jakości, bo produkuje z tego wosku co skupi. Pszczelarz kupuje produkt wykonany z tego wosku co sprzeda i tak się zamyka pętla: biedny bo głupi i głupi bo biedny. W tej konwencji chciałbym wprowadzić określenie: Polski Bank Wosku Pszczelego (dalej PBWP) jako naszą i pszczół współwłasność i wspólne dobro narodowe. Wosk kiedyś był walutą, a zgodnie z prawem Kopernika – kiepska waluta wypiera dobrą.W ten sposób PBWP przekształca się w bank „mieszanin wosków pochodzących i niepochodzących z krajów UE” Sprzyja temu bałagan prawny, bo w kraju nie obowiązują żadne normy na wosk i węzę. W rozmowie z inspektorem weterynarii na Wielkopolskę dowiedziałem się, że węza pszczela jako produkt odzwierzęcy przetworzony nie podlega pod nadzór weterynaryjny i w tym zakresie żadnej pomocy od weterynarii nie mogę się spodziewać. Sprawa ta w odniesieniu do inspektorów granicznych weterynarii i importu wosków spoza UE jest dla mnie niejasna. W każdym razie rynek cywilizowanego kraju należącego do UE jest zalany woskiem i węzą z krajów UE i spoza UE obklejonych dowolnymi certyfikatami według życzenia klienta, nawet z Bremy i Hamburga. Porządnej zaś węzy nie kupisz. Świat zdziczał, celnicy weterynaryjni są najdelikatniej mówiąc nieskuteczni. Cierpią na tym pszczoły, mimo że na pomoc rzucili się politycy rozdający w ramach kampanii wyborczych darmową węzę niejasnego pochodzenia (odnośnie wosku). Krajowi producenci węzy prowadzą z sobą wojnę konkurencyjną nie stroniąc nawet od sabotażu. Organizacje pszczelarskie w tej sprawie milczą, udając że problemu nie ma i unikając nazywania problemu po imieniu. W PBWP zachodzą w sposób ciągły dwa procesy: cały czas wosk jest paprany ulepszaczami i oczyszczany wsadem czystego wosku dodanego przez pszczoły. Te dwa procesy zachodzą z nieznaną na dzis prędkością i o zgrozo – nikogo nie interesuje określenia stanu na dzień dzisiejszy, ani prognoza na przyszłość. Udowodniono, że podając pszczołom węzę odpowiednio grubą zupełnie rezygnujemy z doniesionej przez pszczoły czystej frakcji rozcieńczającej „ulepszczacze” wosku narodowego. Postaram się tą tezę dalej udowodnić. Nauka nie chce pomóc. Na handlowej węzie można znaleźć nieobowiązkowe, przyklejane dla samouspokojenia certyfikaty i wyniki badania węzy na obecność zarodnikow zgnilca. To dokumenty niewymagane prawnie (wg wielkopolskiego WIW) i dołączane przez producentów dla samouspokojenia swego i pszczelarzy – klientów. Tak załatwiono problem B (biologia węzy) Nikt nie bada i nie certyfikuje węzy na zanieczyszczenia fizyczne (F) parafiną, stearyną, cerezyną i Bóg wie czym jeszcze, oraz na zanieczyszczenia chemiczne (C – ciężka chemia pozostałosci insektycydów i trucizn przeciwko warrozie). Tak więc legalnie mamy pozornie załatwione problemy B, F i C węzy pszczelej. W kraju szaleje zgnilec nad którym nikt nie panuje i nie chce zapanować, ani nie kojarzy z dzikim importem wosku. Dzieje się to w tle koronawirusa i ASF i czyni problem pszczół problemikiem. Dało to się zauważyć wyraźnie podczas batalii o nowelizację ustawy o ochronie zwierząt. W świetle tej ustawy pszczoła poza ulem nadal prawnie pozostaje przedmiotem bez własciciela i może być truta masowo legalnymi środkami derogowanymi w Europie tylko w Polsce przez zdymisjonowanego ministra. Zabawna i infantylna w tym świetle wydaje się być moda na ekopszczółki, owadzie hoteliki, pasieki na dachach i w pryskanych monokulturach sosnowych zwanych lasami, do której to propagandy lgną producenci chemii rolniczej i plantatorzy niektórych roslin korumpujący polityków. Gołodupcy pszczelarze nie mają się jak temu przeciwstawić.
  12. robinhuud

    Polski wosk i polska węza

    Dzisiaj było niezbyt dobre światło. Zdjęcie zbiorcze prawie całej kolekcji "wytopków" (brakuje 3 szt). Największy krążek centralny dla porównania - własny wosk z odsklepin. Nazwijmy go porównawczym. Pozostałe będę fotografował zawsze z nim w tle, by było porównanie koloru, nalotu itp. Wszystkie krążki zostały uzyskane z przetopu gotowej węzy handlowej różnych producentow i co najwyżej oczyszczone poprzez zabranie z topionej węzy składników rozpuszczalnych w wodzie, w której ta była roztapiana. Woda ta po ochłodzeniu krążków poszła do zlewu, wszystko pozostałe zostało rozwarstwione w widocznym na zdjęciach wytopku.
  13. Od pewnego czasu wystraszony jakością dostępnej na rynku węzy produkuję ją sobie sam z własnego wosku. Zakup walców w przypadku mojej 5-ulowej pasieki byłby nieuzasadniony ekonomicznie, więc robię to przy pomocy własnoręcznie wykonanych matryc, gdzie do ich wytworzenia używam niezdeformowanej węzy różnych producentów. W Poznaniu mam pod nosem hurtownię Łysonia, gdzie mogę kupić tylko węzę Łysonia, którą doskonale poznałem, więc staram się o zakupy gdzie indziej. Tutaj wypadało by powiedzieć, że nie chodzi mi o recenzję produktów konkretnych producentów, po prostu szykam węzy z byle czego, byle miała prawidłową geometrię. Próbowałem nawet z importowaną plastikową, ale ta nie nadaje się do wyrobu matrycy z powodów wad geometrycznych o których później. Kupuję więc po kilka arkuszy na Allegro, na OLX, Aliexpressie, poprzez internet w sklepach kilku producentow krajowych itd. Jak dotychczas najbardziej zadowolony jestem z węzy chińskiej, bo ma najlepszą geometrię komórki, chociaż nie tyczy się to wszystkich producentów, a właściwie sprzedawców. Węza chińska jest robiona z dziwnego wosku i ostatnio po raz pierwszy spotkałem się z zapewnieniem producenta (przyjaznym przypomnieniem), że jest to wyrób składający się w 90-u% z parafiny i z barwników (patrz automatyczny translator). Jej jedyną wadą przy produkcji matryc jest dla mnie to, że przychodzi źle opakowana, zgięta w pół i dostępna jest tylko w jednym praktycznie formacie. Wzruszyłem się chińską szczerością ogromnie, bo w Polsce jest ona niespotykana. Po odlaniu matrycy z żywicy poliuretanowej zużyta na jej rdzeń węza jest wrzucana do kubka z nierdzewki z wodą, doprowadzana do wrzenia (woda) i następnie wlewana do plastikowego naczynia o stożkowej ścianie. Naczynie stawiam na arkuszu styropianu, przykrywam drugim naczyniem tak by wytworzyć warstwę izolacyjną powietrza i kładę na to kilka kurtek zimowych. Chodzi oczywiście o jak najpowolniejszą krystalizację połączoną z sedymentacją. Mam kilkanaście takich krążków z węzy, czyli podobno z wosku pszczelego. Będę sukcesywnie umieszczał zdjęcia tych „wytopków” w odniesieniu do krążka wzorcowego z wosku z odsklepów, z którego robię swoją węzę. Zobaczycie jakie to interesujące doświadczenie i co oprócz wosku odkryłem w węzie. Zdjęcia postaram się zrobić jutro, wszystkie jednym aparatem, w jednych warunkach oświetlenia, żeby porównanie miało sens. To zrzut ekranu Aliexpressu:
  14. Nigdzie nie spotkałem opisu budowy zbiorniczka nasiennego matki ani mechanizmu jej chciejstwa sprawczego w złożeniu jaja zapłodnionego, lub nie. Niektórzy twierdzą, że zależy to od przednich łapek. Jak mamusia się rozkraczy na małej komórce - składa jajko zapłodnione, jak na dużej - trutowe. Ale ona nie łazi i jajkuje na oślep, tylko jakoś wybiera na jaką komórkę chce trafić. Z tego wynika, że pokazane wcześniej na filmach „falowanie” plemników nie dotyczy mamusinego zbiorniczka po awiaorgietce zwanej przegrą, a zostało sfilmowane banalnie - w probówce. Może matka pszczela tak jak zajęczyca - ma wielokomorową macicę, gdzie jednocześnie rozwija się kilka płodów zajączkow w różnym wieku?. Tu analogia dotyczyłaby tego, że sperma nie może przemieścić się z jednego zaułka zbiorniczka nasiennego do drugiego i wymieszać się z garniturem genetycznym innego tatusia. Wypływamy na głębokie wody apiginekologii amatorskiej. To są bardzo smiałe tezy stojące w jawnej opozycji w stosunku do tez niektórych klonownikow matek. Nie używam celowo nazwy „hodowców”, bo chodzi mi o tych producentów matek, u których nie ma elementów uporczywej, konsekwentnej i długotrwałej selekcji i doboru jako niezbędnych cech hodowli. Można się od nich spodziewać różnych teorii mających zwiększyć zapotrzebowanie na matki na cały sezon pasieczny, a szczególnie importów egzotycznych garniturów genetycznych.
  15. robinhuud

    VitaeApis new

    W Gdańsku kolejna afera z udziałem mecenasa dra Marka Głuchowskiego, naszego apidobrodzieja. Tym razem szemrana profesura jego fluorescencji rektora UG Jerzego Gwizdały. Pan mecenas wykazał się w uczelnianej kampanii wyborczej najwyższymi standardami etycznymi i moralnymi (jak w Baltechu) i wyjątkową delikatnoscią oraz zrozumieniem trudnej materii plagiatu. Czy w ten sposób pan mecenas nie podkopuje zaufania do swego doktoratu? Materiały prasowe - źródło: https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,26413537,jak-pan-moze-panie-profesorze-klopoty-rektora-gwizdaly-po.html?utm_source=mail&utm_medium=newsletter&utm_campaign=poranny&NLID=8bce2950eaba7b37d31e6602c666a89a33a0f8eb0b9d8b7835625284753dd030
×
×
  • Dodaj nową pozycję...