Skocz do zawartości


Zdjęcie

beleczki miedzyramkowe na zime


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
15 odpowiedzi w tym temacie

#1 adam111

adam111
  • Użytkownik
  • 138 postów

Napisano 04 październik 2015 - 19:38

hej mam pytanie czy na zime zostawiacie zalozone beleczki miedzyramkowe? 

Mam ule warszawskie zwykle. w jednym ulu zotawilem zalozone beleczki miedzy wszystkimi ramkami. zdjolem jedynie miedzy dwoma srodkowymi ramkami. 
Mam pytanie czy sotawic na zime zalozone beleczki miedzy ramkowe, czy powinienem je zdjac wszystkie?.



#2 Piotr_S

Piotr_S
  • Moderator
  • 1021 postów
  • Lokalizacjakoło Radomia

Napisano 04 październik 2015 - 20:33

W warszawskim zwykłym, jeśli masz dość pokarmu na ramkach, możesz pozostawić beleczki. To ul, w którym pszczoły dobrze się z beleczkami czują. Taki tylko warunek, by w ciągu zimy nie wyjadły wszystkiego znad siebie i nie "zabiły się o beleczki", ale wyjęcie dwóch środkowych ich przed tym nie zabezpieczy. Jak już - możesz je wszystkie pozostawić. Tylko odpowiednia ilość pokarmu nad głową jest warunkiem dobrej zimowli z beleczkami.



#3 Andrzej 44

Andrzej 44
  • Użytkownik
  • 45 postów
  • LokalizacjaWładysławów woj. mazowieckie

Napisano 08 październik 2015 - 11:24

A co da zdjęcie beleczek , pszczoły po zjedzeniu pokarmu na ramkach obsiadanych przez czerw pójdą na ramki sąsiednie???

Zawsze zimuję z beleczkami . Adan 111 te środkowe beleczki też załóż, po co ciepło z kłębu ma wydostawać się z ula. Przecież to uplastycznia zasklepy na pokarmie i łatwiej jest pszczołą odsklepić je gdy będą potrzebować.



#4 Karpacki

Karpacki
  • Moderator
  • 1527 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 08 październik 2015 - 12:45

Chciałem w tym temacie wkleić artykuł który mam w swoich zasobach komputerowych i nie udaje mi się.

Jak zimować pszczoły?

 

 

Zimowanie pszczół jest jednym z najtrudniejszych elementów gospodarki pasiecznej. Od pewnego czasu duża ilość pszczelarzy z coraz większą obawą oczekuje tego okresu, kiedy to pszczoły muszą zmierzyć się z warunkami, jakie przynosi ta pora roku, a coraz więcej trudnych do przewidzenia w skutkach elementów tego, co nazywamy przygotowaniem pszczół do zimowania.

Niektóre z tych utrudnień mają związek z warrozą i wszystkimi elementami z nią związanymi.

Jest to nie tylko destrukcyjna działalność samego pasożyta w rodzinie pszczelej, ale także skutki uboczne walki z nim. Pomimo upływu ponad 25 lat od momentu, kiedy pojawiła się w naszym kraju warroza, wciąż jeszcze przeważająca większość pszczelarzy jako główny a często jedyny sposób na walkę z tym pasożytem używa środków chemicznych. Znane są negatywne strony stosowania tych środków dla samych pszczół jak również i dla jakości produktów pozyskiwanych z ula i nie chodzi tu tylko o miód, o którym właściwie tylko myśli się przy zaleceniach stosowania chemii w ulach. Zagrożone są wszystkie inne a miód także, jako że pozostałości tychże środków odkładają się w plastrach i mogą przenikać do miodu, pierzgi, propolisu ale także negatywnie oddziaływają na rozwijające się w komórkach plastra larwy pszczele.

Pszczelarze zaczęli poszukiwać, więc sposobów na warrozę takich, które ograniczałyby jej rozwój już od wczesnej wiosny, poprzez pełnię sezonu aż, po okres późnego lata i jesieni.

Wiele z takich sposobów zostało opracowanych i z powodzeniem oraz korzyścią dla pszczół jest stosowane w wielu pasiekach. Niestety, wprowadzenie refundacji leków chemicznych wstrzymało ten pozytywny trend a w niektórych przypadkach spowodowało nawrót do tych środków przez niektórych pszczelarzy, którzy już byli skłonni zaprzestać ich stosowania.

Mamy tu do czynienia z socjotechniką no, bo jak mogłoby być coś szkodliwe, skoro państwo do tego dopłaca? Także jakość pokarmu, jakim musimy pszczoły dokarmiać też nie jest bez znaczenia. Coraz więcej zastrzeżeń jest do jakości cukru a także wykonywanych z niego syropów i mieszanek pokarmowych.

Te problemy będą niestety jeszcze przez pewien czas towarzyszyły nam w pracy pszczelarskiej gdyż rozwiązanie ich wymaga wielokierunkowych działań nie tylko środowiska pszczelarzy, ale także placówek naukowych i służb weterynaryjnych.

Są jednak także zagrożenia dla dobrego zimowania pszczół wynikające z tego, co czyni w tym zakresie pszczelarz. Tutaj potrzebna jest dobra znajomość biologii rodziny pszczelej i wynikających z niej potrzeb, aby maksymalnie pomóc i umożliwić pszczołom przetrwanie przez nie okresu zimowego. Bardzo duża różnorodność rodzajów uli, materiałów, z jakich są one wykonywane, rozmiarów ramek, szczegółów konstrukcyjnych powoduje, że aby dobrze przygotować pszczoły do zimy należałoby prawie w każdej pasiece opracować program indywidualny, niemniej jest kilka elementów wspólnych, które są ważne bez względu na czynniki, o których wspomniano wcześniej.

Wielkość gniazda.

Ustalając wielkość gniazda a więc ilość ramek, na których pozostawiamy rodzinę na okres zimowy, musimy podchodzić do każdej rodziny z indywidualną oceną. Ramek pozostawiamy tyle ile pszczoły dobrze obsiadają. Doświadczony pszczelarz potrafi to ocenić z pewnym wyprzedzeniem i jest to bardzo korzystne po to, aby można było rozpoczynać karmienie wtedy gdy ustalimy liczbę ramek dla tej rodziny a pozostałe odbierzemy z ula. Błędem jest wcześniejsze rozpoczynanie karmienia i w miarę ubywania pszczół odejmowanie ramek częściowo już zalanych pokarmem, nie do końca jeszcze przerobionym, który nie wiadomo czy przechowywać czy odwirować i wracać pszczołom a przy którym już pszczoły zmarnowały wiele energii tak bardzo potrzebnej im na czas zimy. Nie należy pozostawiać na okres zimy nieobsiadanych przez pszczoły ramek gdyż pokarm w nich złożony będzie w okresie zimowym wchłaniał wilgoć, robił się niebezpiecznie podatny na fermentację i „wylewanie się” z komórek. W następstwie tego atmosfera w ulu będzie dla pszczół niedobra zwłaszcza wtedy, kiedy w połączeniu z osypem na dnie ula może rozpocząć się pleśnienie, co powoduje wydzielanie się szkodliwych toksyn.

Miejsce na uwiązanie kłębu.

Jednym z istotnych warunków dobrego zimowania jest, aby pszczoły w obrębie, jaki zajmują na plastrach miały do dyspozycji niezalane pokarmem części plastrów. Przekarmienie i zmuszenie pszczół do zimowania na zalanych do samego dołu plastrach jest dla nich ogromnym utrudnieniem w utrzymaniu temperatury oraz z możliwością ogrzania się pszczół poprzez zmianę miejsca w kłębie. Pszczoły stygnące na skraju kłębu powinny mieć możliwość przemieszczenia się do takiego miejsca w nim gdzie jest wyższa temperatura, a taka może utworzyć się tylko w tej części gdzie plaster nie jest zalany pokarmem. Tam tylko mogą pszczoły poprzez bliskość ją utrzymać wchodząc częściowo w komórki, kiedy mogą wzajemnie przekazywać wytwarzane przez ich organizmy ciepło we wszystkich kierunkach a także odbierać je od swoich towarzyszek, które w tych kierunkach się znajdują. Przy uliczkach szerokości jednego centymetra, jedna pszczoła na pewno nie jest w stanie podzielić się ciepłem z drugą znajdującą się po drugiej stronie zalanego pokarmem plastra. Należy, więc stworzyć pszczołom warunki, aby przynajmniej jedna trzecia wysokości plastra nie była zalana pokarmem a mimo to wystarczyło go do wiosny i nie groził im spadek z głodu. Do tego jednak potrzebny jest …

Spokój i zacisze w ulu.

W wielu pasiekach sen z oczu pszczelarza spędza problem wilgoci powstającej w ulu w czasie zimowym i wszystkie negatywne skutki, jakie może ona przynieść w efekcie końcowym.

Problem ten stał się bardziej ostry, kiedy zaczęto stosować do budowy uli materiały nie wchłaniające a więc tworzywa sztuczne jak styropian, poliuretan, płyty pilśniowe czy inne, których można by wiele wymieniać, ale które powodują, że ul „nie oddycha”. Im bardziej szczelny i „nieoddychający” ul, tym większe znaczenie, jeśli chodzi o występowanie wilgoci mają wszystkie te błędy w przygotowaniu warunków zimowania, o których była mowa powyżej.

Można też zastosować takie pomocne pszczołom rozwiązania, które pozwolą na nie tylko poprawienie warunków samego bytowania pszczół, ale także na możliwość oszczędności w ilości zadanego pokarmu a tym samym także energii pszczół potrzebnej do jego przerobienia a w dalszej kolejności potrzeby jego ogrzewania i utrzymywania w dobrej jakości.

Wielu pszczelarzy stosuje różne w tej materii czynności. Podstawianie drugich korpusów, stosowanie wysokich dennic, osłanianie zewnętrzne uli od wiatru, to tylko niektóre z częściej stosowanych, które jednak nie zawsze przynoszą oczekiwane efekty a które przyczyniają się do szybszego zużycia sprzętu w postaci korpusów, które mogłyby w tym czasie być przechowywane w suchym pomieszczeniu i nie niszczeć niepotrzebnie często przysypane śniegiem i zawilgocone. Opisywałem już kiedyś na łamach tego czasopisma wkłady, jakie umieszczamy na dennicy na okres zimy a które dostatecznie poprawiają warunki zimowe w ulu tak, aby pszczoły spokojnie zimowały, zużywały mniej pokarmu a wiosną wychodziły z większym zapasem energii, którą dzięki temu zaoszczędziły. Szczegóły budowy takiego wkładu przedstawiają zdjęcia. Taki wkład nazywany przeze mnie „wiatrołapem” wkładamy do ula po zakończonym karmieniu i przerobieniu przez pszczoły pokarmu. Szczególnie chodzi tu o odparowanie go do należytej gęstości,co byłoby trudne gdybyśmy zbyt wcześnie taki wkład umieścili w ulu. Wspomnę też, że również na łamach pasieki pozytywnie na temat stosowania tych wkładów wypowiadali się pszczelarze, którzy podczas pobytu w mojej pasiece je zobaczyli i u siebie zastosowali.

Możliwość komunikacji.

O warunkach dobrego zimowania można by jeszcze wiele mówić a temat na pewno jest zbyt obszerny, aby zamknąć go w jednym artykule. Jednak jest jeszcze element, który jest niezmiernie ważny a o którym wielu pszczelarzy w okresie ostatnich lat jakby zapomniało.

Dawniej we wszystkich typach uli przewidziane były deseczki powałkowe a w ulach korpusowych jednolite powałki umożliwiające pszczołom przechodzenie z uliczki do uliczki nad ramkami. Od czasu, kiedy ktoś wpadł na pomysł zastosowania listewek między ramkowych

rozpoczęła się zimowa gehenna pszczół. Wyobraźmy sobie, że pszczelarz „nie żałował” pszczołom pokarmu i zalał plastry prawie do dołu. Że nastąpił dłuższy okres mrozów, co zmusiło pszczoły do skupienia się bliżej środka ula i oddalenie się od jego zimnych ścian. U góry ramek zamknięte listewkami przejścia nie zawsze dobrze zakitowane, gdyż ciekawy pszczelarz jeszcze do późnej jesieni „grzebał” i coś tam chciał pszczołom „poprawiać”.

Jak więc w takim wypadku przebiega zimowla?  W miarę normalnie zimuje tylko jedna uliczka, najczęściej środkowa i to ta gdzie znajduje się matka. Pozostałe nie tylko, że mają ogromne kłopoty z utrzymaniem temperatury i brakiem możliwości wzajemnego ogrzania się to na dodatek czują się jak bezmatki. Pszczołom w okresie zimowym też potrzebna jest świadomość, że jest matka w ulu a dowiadują się o tym, kiedy rozprowadzany jest wśród nich hormon substancji matecznej. Jednak w tym przypadku czynność ta nie jest możliwa i pszczoły z uliczek, w których nie ma matki zaczynają się niepokoić, zaczynają jej szukać, rozchodzą się po plastrach i wiele z nich stygnie na jego skrajach lub ściankach ula. I celowo napisałem wcześniej, że tylko jedna uliczka zimuje „w miarę normalnie”. A to, dlatego że chociaż tam matka jest to i tak pszczoły te są niepokojone odgłosami, jakie dochodzą z uliczek odczuwających brak matki.

Konieczna, więc jest komunikacja między uliczkami taka, aby przez cały okres zimowania pszczoły mogły się nawzajem informować o stanie rodziny a główną informacją pozwalającą utrzymać spokój jest możliwość rozprowadzania między pszczołami substancji matecznej.

Kolejnym pozytywem wynikającym z takiej komunikacji jest możliwość dzielenia się zapasami gdyby z jakiegoś powodu w którejś z uliczek go zabrakło. Gdyby udało się policzyć ile pszczół, jeśli nie całych rodzin spadło w polskich pasiekach, dlatego że pszczoły nie miały możliwości przejścia na sąsiednie uliczki gdzie był pokarm a one zostały unieruchomione przez warunki tam gdzie go zabrakło, poznalibyśmy znaczenie tego elementu zimowli.

O ile,więc ktoś używa w ulach listewki między ramkowe w okresie sezonu, to na okres zimy koniecznie powinien założyć powałki. Powałki zresztą mają wiele pozytywnych możliwości dla dobrej opieki nad rodziną tak, że powinny jak najszybciej wrócić do łask pszczelarzy. Listewki ogromnie zwiększają pracochłonność prac pasiecznych a jedynym tłumaczeniem, jakie mają pszczelarze, którzy je stosują to łatwiejsze zapanowanie nad pszczołami, które nie wychodzą z kilku uliczek na raz, z czym nie zawsze umieją sobie poradzić zwłaszcza mniej doświadczeni z nich. Zastosowanie chociażby tych dwóch elementów omówionych powyżej a więc wkładów dennicowych oraz powałek pozwoli nam także na szybkie i efektywne wykonanie prac wczesnowiosennych jak i tych, które mają zadanie pomocy pszczołom w szybkim rozwoju .     O tym jednak już w następnym opracowaniu.

 

 

                                                                               Czesław Jung   

 

A jednak mi się udało. Być moze ktoś więcej skorzysta z tego tekstu bo jest on na czasie. Pozdrawiam.



#5 Stefan

Stefan
  • Użytkownik
  • 29 postów

Napisano 26 listopad 2015 - 15:12

hej mam pytanie czy na zime zostawiacie zalozone beleczki miedzyramkowe? 

Mam ule warszawskie zwykle. w jednym ulu zotawilem zalozone beleczki miedzy wszystkimi ramkami. zdjolem jedynie miedzy dwoma srodkowymi ramkami. 
Mam pytanie czy sotawic na zime zalozone beleczki miedzy ramkowe, czy powinienem je zdjac wszystkie?.

Samo wyjęcie kilku beleczek i położenie na ramkach ocieplenia nic nie pomoże pszczołom, a raczej zaszkodzi. Konieczna jest powałka, która umożliwi przejście pszczołom górą na obsiadane ramki obok. Najszybciej znika pokarm w środkowych ramkach kłębu.

Mam ule wlkp i na czas karmienia zakładam beleczki, bo mam podkarmiaczki ramkowe. Po nakarmieniu zdejmuję je jednak i zakładam powałki. Tak lepiej zimują. Unikać przeciągu przez gniazdo, a taki będzie, gdy zabierzesz beleczki i nie dasz powałki.



#6 robinhuud

robinhuud
  • Użytkownik
  • 2795 postów
  • LokalizacjaPoznań

Napisano 27 listopad 2015 - 04:51

Kolego Stefanie

Ja swoje beleczki co do których dałem się namówić jako młody pszczelarz dawno wyjąłem i połamałem. Nie mając  powałek na zimę, ochoty ani kasy na ich zakup, kładę dwie połówki złamanej beleczki nad środkiem prognozowanego kłębu zimowego w poprzek ramek w odległości powiedzmy 2 cm, na to folia, poducha i daszek. Na wszelki wypadek zaginam tylny narożnik folii na długości 5 -7 cm uwzględniając obrys drewnianej ramy poduchy  (by jednak poducha gdzieś była lekko wentylowana i nie przypominała zapomnianej prezerwatrywy - tu można uwzględnić konkretne usytuowanie ula i przewagę w Polsce zachodnich wiatrów, by ustawić szczeliny wentylacyjne na boku daszku i zagiąć folię nad statystycznie zawietrzną częścią poduchy). Jeżeli nie zimuję na 10-ciu ramkach (wlkp) - zaginam folię nad matą z lekką szczeliną w stronę gniazda I gitara. Na przedwiośniu pszczoły nie muszą latać tyle po wodę, bo ta im kondensuje samoregulująco na suficie z folii (im więcej czerwiu, tym więcej wody). Jeżeli jest taka konieczność, połamane półbeleczki rozsuwam i wkładam między nie wałek ciasta (gęstego i na oddzielnym kawałku filii lub w rozciętym woreczku!), które powiększa międzyuliczkowe przejście dla pszczół, szczególnie po częściowym skonsumowaniu. Zauważyłem, że pszczoły same regulują przejście umiejętnie wygryzając ciasto.  Bardzo ważna sprawa - poducha nie może sięgać do daszka, a sam daszek ula musi być wentylowany bocznymi otworami właśnie w tej luce powietrznej między górą poduchy a dołem stropu daszka. Tędy z ula wyłazi wilgoć. W sumie ta złamana beleczka + folia to taka bidapowałka. Ale działa! A jak upraszcza robotę! - można po uniesieniu poduchy przez folię szybko ocenić sytuację nie grzebiąc bez sensu w ulu i nie schładzając czerwiu.

Ważne.

Poducha musi być flaczasta, nie może być nabombana izolatorem tak, by się nie ugięła nad półbeleczkami i ciastem i traciła swą ramą kontakt z rantem korpusu. Izolator winien być higroskopijny (mech, paproć). "Flaczastość" poduchy oceniam maksymalną odległością między złamanymi beleczkami by pod jej zwisem jednak przelazła pszczoła.

Swoją drogą praktyczna termodynamika i aerodynamika wnętrza zimowego ula to dalej terra incognita i brak grantów w tym kierunku.


  • Stefan lubi to
Prezydent pięciu pni.

#7 Stefan

Stefan
  • Użytkownik
  • 29 postów

Napisano 02 grudzień 2015 - 21:29

Witam. Sam już przekonałem się że beleczki utrudniają pracę i lepsza jest powałka, lub jak piszesz Robinchuudzie folia. Kiedyś też trochę  używałem folię, ale wydawało mi się że było za dużo zimą wilgoci. To fakt, że ładnie przez nią widać kłąb, ale i tak zimą nie zaglądam do gniazda. Nigdy jeszcze wiosną nie musiałem ciastem dokarmiać pszczoły, bo nie żałuję im syropu gdy karmię na zimę.

Jeżeli mają dostateczną ilość pokarmu, to i pod beleczkami dobrze przezimują.  Poduszki stopniowo wymieniam na dywaniki z pociętych kołder, które można tanio kupić w sklepach z używaną odzieżą. A powałki można łatwo zrobić samodzielnie. Zrobiłem z jednym pajączkiem, gdzie wczesną wiosną daję wodę w słoiku. Podczas miodobrania w miejsce pajączka przykręcam 4 śrubkami przegonkę, a na górę ramek na ten czas kładę wówczas folię (przydało by się jeszcze zrobić oddzielne powałki z przegonkami). Dobrze też sprawdzają się wysokie osiatkowane dennice.

Moje pszczelarzenie, to ciągłe poszukiwanie czegoś nowego, by ulżyć sobie w pracy.



#8 robinhuud

robinhuud
  • Użytkownik
  • 2795 postów
  • LokalizacjaPoznań

Napisano 06 grudzień 2015 - 04:55

Chyba nie do końca mnie zrozumiałeś. Według moich obserwacji zakitowane beleczki niczym się nie różnią od folii i w ulu też jest wilgoć.
Jeżeli ramki zawalone pokarmem nie mają przejść pod górną listewką i ty takowych im nie zrobisz - pszczoły tylko w jednej uliczce nie czują się sierotami i tylko tam w miarę normalnie zimują.W miarę, bo dochodzą je niepokojące dźwięki z sąsiednich uliczek, gdzie brak mamusinego smrodku jest powodem płaczu. (czytałeś wcześniejszy post Karpackiego?)
Dlatego z boku kłębu zaginam folię prostopadle do ramek, żeby ul "oddychał" częścią uliczek przez poduchę. Powiedzmy 20% pszczelego sufitu to sufit tekstylny.
Aby pszczoły nie kitowały tam poduszki - podkładam jednorazową szmatkę. Poducha musi być higroskopijna, wtedy wciąga wilgoć swymi "kapilarami" i ta przechodzi na drugą jej stronę, gdzie w wentylowanej  wolnej przestrzeni pod daszkiem paruje, lub gdy zimą zamarznie - sublimuje jak pranie na mrozie. Dlatego tak ważna jest ta wentylowana luka nad poduchą. Sprawdzaj czym te tanie kołdry są wypełnione.  Jeżeli ciągną wodę jak knot w lampie naftowej - to OK. Ja tam tradycyjnie używam mchu i pociętych paproci.
 Jeżeli plastikowymi włóknami "odpychają" wodę (przypomnij sobie o menisku wklęsłym i wypukłym) to daj sobie z nimi spokój. Co do pokarmu - zgoda. Ale przekarmienie też jest szkodliwe, bo wiosną spracowane przerobem syropu pszczoły nie mają pałeru do karmienia czerwiu (chodzi o mleczko). Jak przesadzisz z syropem, to będziesz go dodatkowo miał wiosną w nadstawce z miodem.
Pamiętaj też, że pszczoły podczas mrozu mogą się przesuwać tylko pionowo do góry wyjadając sobie drogę w uliczce do beleczek. Dalej stop i śmierć głodowa, mimo że obok pełno pokarmu.
W poziomie pszczoły mogą się przemieszczać tylko podczas odwilży i gdy mają "ciepła śluzę" - przejście międzyuliczkowe górą (między moimi połamanymi beleczkami foliowej "powałki").


Prezydent pięciu pni.

#9 Andrzej 44

Andrzej 44
  • Użytkownik
  • 45 postów
  • LokalizacjaWładysławów woj. mazowieckie

Napisano 07 grudzień 2015 - 11:06

 

Chyba nie do końca mnie zrozumiałeś. Według moich obserwacji zakitowane beleczki niczym się nie różnią od folii i w ulu też jest wilgoć.
Jeżeli ramki zawalone pokarmem nie mają przejść pod górną listewką i ty takowych im nie zrobisz - pszczoły tylko w jednej uliczce nie czują się sierotami i tylko tam w miarę normalnie zimują.W miarę, bo dochodzą je niepokojące dźwięki z sąsiednich uliczek, gdzie brak mamusinego smrodku jest powodem płaczu. (czytałeś wcześniejszy post Karpackiego?)
Dlatego z boku kłębu zaginam folię prostopadle do ramek, żeby ul "oddychał" częścią uliczek przez poduchę. Powiedzmy 20% pszczelego sufitu to sufit tekstylny.
Aby pszczoły nie kitowały tam poduszki - podkładam jednorazową szmatkę. Poducha musi być higroskopijna, wtedy wciąga wilgoć swymi "kapilarami" i ta przechodzi na drugą jej stronę, gdzie w wentylowanej  wolnej przestrzeni pod daszkiem paruje, lub gdy zimą zamarznie - sublimuje jak pranie na mrozie. Dlatego tak ważna jest ta wentylowana luka nad poduchą. Sprawdzaj czym te tanie kołdry są wypełnione.  Jeżeli ciągną wodę jak knot w lampie naftowej - to OK. Ja tam tradycyjnie używam mchu i pociętych paproci.
 Jeżeli plastikowymi włóknami "odpychają" wodę (przypomnij sobie o menisku wklęsłym i wypukłym) to daj sobie z nimi spokój. Co do pokarmu - zgoda. Ale przekarmienie też jest szkodliwe, bo wiosną spracowane przerobem syropu pszczoły nie mają pałeru do karmienia czerwiu (chodzi o mleczko). Jak przesadzisz z syropem, to będziesz go dodatkowo miał wiosną w nadstawce z miodem.
Pamiętaj też, że pszczoły podczas mrozu mogą się przesuwać tylko pionowo do góry wyjadając sobie drogę w uliczce do beleczek. Dalej stop i śmierć głodowa, mimo że obok pełno pokarmu.
W poziomie pszczoły mogą się przemieszczać tylko podczas odwilży i gdy mają "ciepła śluzę" - przejście międzyuliczkowe górą (między moimi połamanymi beleczkami foliowej "powałki").

 

Chyba mamy inne pszczoły ? W pierwszej części zwrócę uwagę że, pszczoły w naturalnych warunkach ( barcie i dziuple ) nigdy nie miały nic takiego jak powałka , folia i inne gadżety :P . Zawsze nad plastrami mocno poszerzonymi i przylepionymi mocno do bocznych ścian znajdowało się twarde drzewo. Powałka pomaga pszczelarzowi w pewnych operacjach typu podkarmianie wiosenne przy małej utracie ciepła, łatwy sposób na podglądanie pszczół. Dzięki stosowaniu powałki mamy inne efekty specjalne : ramki poklejone woskiem, nadbudowane przy beleczce górnej woskiem często uzupełnionym pokarmem na zimę. Pojawiają się mostki łączące ramki do siebie. Przy beleczkach te przestrzenie są czyste, po ich wyjęciu mamy do dyspozycji czystą beleczkę ramki, za którą miło podnieść ramkę bez narażania się na uklejenie pokarmem. Z beleczek sukcesywnie można odzyskiwać kit tak cenny do nalewek , maści i mikstur spirytusowych. W ulach Warszawskich Zwykłych górna beleczka miała często szerokość 3.5 cm i jedna ramka ściśle łączyła się z drugą.

Podstawowym problemem jest nieumiejętne dopasowanie ilości pszczół do wielkości gniazda już w okresie zakarmiania zimowego. Mam ule Warszawskie poszerzone i Warszawskie zwykłe z beleczkami i właśnie w tym typie ula zimuję matki zarodowe, gdyż warunki zimowli są w nich najlepsze. Dopasowane gniazdo w tych ulach powoduje złożenie dużej ilości pokarmu na uwiązanym kłębem i nie ma problemu. Z boku ramek pszczoły spokojnie kontaktują się z innymi uliczkami. Kłąb dokładnie obstaje ramki, a nawet jeżeli idzie do góry jedną stroną to przejście pomiędzy woszczyną , a boczną beleczką ramki jest wystarczający. Usuwając beleczki górne nie poprawimy komunikacji, gdyż na tych ramkach pszczoło wiążą kłąb poniżej beleczki górnej. Mam też ule wielkopolskie. W tych ulach maszerowanie pszczół do góry jest prawie znikome. Podczas zakarmiania zimowego, bez względu na ilość pszczół zacieśniam pszczoły do jednego korpusu. Zakarmiam do momentu wypełnienia ramek pokarmem do pełna, a zaczynam podkarmianie 10-15.09. Gdy już ostatnich dawek pokarmu nie chcą pobrać, czekam 2-3 dni i wstawiam półnadstawkę pod korpus. Uzupełniam podkarmiaczki do 3 litrów pokarmu który jest przenoszony przez pszczoły do półnadstawki. Jeżeli rodzinka mniejsza nie obsiada 10 ramek, to przy obsadzie 6-7 ramek , dostają w ostatnim etapie taką samą ilość ramek nadstawkowych pod spód . Efekt jest taki że pszczoły do górnrej beleczki mają blisko, tworzą kłąb w formie kuli i nie zalega im pokarm na bocznych ramkach. Zakładam beleczki górne, zostawiając wolne przejście przy ostatnich ramkach w celu zapewnienia wentylacji. Ocieplenie górne zakładam dopiero po oblocie wiosennym.

Robinhuud jak wspomniałeś podczas niskich temperatur pszczoły nie przechodzą do boku, dojdą do powałki i STOP. Na boki się nie przemieszczą dopóki się nie ociepli, a często do pierwszego obloty. Jednak dopasowane pszczoły do ilości ramek, po oblocie, rozpoczynają grzanie całego gniazda i chodzą po wszystkich ramkach do woli. Dlatego wiosną przy spadku części pszczół lub znalezieniu w gnieździe ramki nie zaczerwionej, a wyjedzonej z pokarmu, warto ją postawić za zatworem. Zimowanie na nadmiernych ramkach i czekanie na wiosnę do momentu wzrostu siły rodziny w celu zagospodarowania wszystkich ramek gniazdowych, opóźnia rozwój rodziny pszczelej.

Podkarmianie wiosenne.

Przy pierwszych przeglądach wiosennych zawsze naruszam zasklepy widelcem do odsklepiania. Jednak ta forma pomocy nie odniesie pożądanego skutku jeżeli pogoda nie pozwoli pszczołą na wykonywanie lotów po wodę. Dlatego na ramkach wolnych częściowo od pokarmu i nie zaczerwionych warto " złożyć" zapas wody. Robię lekki roztwór wody z cukrem i przy pomocy ręcznego opryskiwacza wtryskuję syrop cukrowy w wolne komórki w pobliżu pokarmu. Reakcja jest natychmiastowa.

Przy takim pobieraniu nie mówmy o zużywaniu  pszczół. Pszczoła wypracowuje się przy wychowie czerwiu, a to ma robić i to jak najszybciej i w jak największych ilościach, żeby doprowadzić rodzinę pszczelą do dużej siły jeszcze przed rzepakiem. Straty pszczół podczas lotów po wodę w okresie wiosennym  są znacznie większe.  Proponuję sprawdź tą metodę i gwarantuję ci że różnicę zobaczysz gołym okiem. Potraktuj tak kilaka rodzin i zwróć uwagę czy zaszkodzi im takie działanie. Tak robię od wielu lat i nie mam sytuacji że na rzepaku rodziny dopiero nabierają mocy i efekty są mierne. Oczywiście nic z tego nie wyjdzie jeżeli w rodzinkach nie będzie zapasu pierzgi . :)  ;)



#10 robinhuud

robinhuud
  • Użytkownik
  • 2795 postów
  • LokalizacjaPoznań

Napisano 07 grudzień 2015 - 12:11

Beato i Andrzeju – wiecie, rozumiecie - oboje macie demokratyczną rację, bo w dwójkę zawsze mnie przegłosujecie. :(

Ale:

Ja swego postu nie adresowałem do starych wyjadaczy, a do początkującego pszczelarza, który trzyma pszczoły w widerce z beleczkami i nie dostosował (bo nie wie jak) przegrodą pojemności ula do siły rodziny przed zimowlą. (nie piję tu do Stefana, biorę pod uwagą najgorszy wariant) Poza tym nie widziałem dziupli, gdzie sufit i ściany byłby z litego drewna. No może świeżo wydziana barć, do której pszczoły wcale się nie pchają. Zawsze w dziuplach jest dużo próchna, w którym owady czują się jak w raju. Nie tylko pszczoły.

Szerszenie nie wypacając wosku z zazdrości budują sobie gniazda właśnie z próchna. A dokładnie robią to o czym piszecie – zacieśniają wybrane gniazdo (często dziuplę) do siły rodziny specyficznym zatworem - kulistą obudową tekturową podobną do balonu braci Mongolfier na ogrzewane od dołu powietrze. Są o tyle mądrzejsze od pszczelarza, że wiedzą, że ul w kształcie kuli ma najlepszy stosunek objętości do pola powierzchni, a więc najlepiej trzyma ciepło. Pszczoły też o tym wiedzą, zawiązując kulisty kłąb, który pszczelarz trzyma w prostokątnym ulu, by mieć ładne ramki do dyspozycji i do wirowania i czyste paluszki. Trzmiele też nie wyganiają dzięciołów z świeżo zrobionych dziupli.

Co do karmienia na zime, to już nie obowiązuje teoria, że pszczoła która przerabiała sacharozę na glukozę i fruktozę już nigdy nie wyprodukuje mleczka tak potrzebnego wiosną na wymianę pokolenia? Ja tam karmię natychmiast po ostatnim miodobraniu w sierpniu, by styrać tą robotą syropową na śmierć te nadprodukcyjne pszczoły, które w sierpniu tworzą brody pod ulem i nie mając już pożytku – wyjadają miód z plastrów. Albo latają na rabunek i roznoszą warrozę. Moja pszczoła do zimowli dopiero się rodzi i leniuchuje słodko, bo zanim wydorośleje - wszystko już jest gotowe.

Z tego co piszecie, strasznie dużo grzebiecie w tych ulach na przedwiośniu. Ja tego unikam jak ognia. Co do warszawiaków, to mają swoje wady i zalety, ale i tak zgodnie z prawami fizyki lepsza od warszawiaka do zimowli wydaje się nierefundowana okrągła słomiana kószka wysmarowana z wierzchu krowim gównem i wysuszona.

Myślę, że takiej należałoby życzyć na zimę wszystkim matkom reprodukcyjnym z okazji św. Ambrożego.


Prezydent pięciu pni.

#11 Andrzej 44

Andrzej 44
  • Użytkownik
  • 45 postów
  • LokalizacjaWładysławów woj. mazowieckie

Napisano 07 grudzień 2015 - 12:48

Karmiąc pszczoły we wrześniu przy utrzymaniu czerwienia do momentu zakarmiania i tak na pokarmem pastwi się stara pszczoła, błędem było że nie ująłem rodzaju pszczół. Mamy Buckfast KB i Włoszki, czyli pszczoły w nowym typie utrzymujące długo czerwienie na wysokim poziomie. Ta metoda zakarmiania nie może dotyczyć ras które w sierpniu zmniejszają czerwienie do minimum. A zakarmianie wcześniejsze pszczół mocno rozwojowych powoduje często powrót do czerwienia. A to już porażka. Ja tylko wyraziłem swoje zdanie względem prac w naszej pasiece, ale dzięki ingerencji wiosennej mamy takie efekty że pszczoły już w kwietniu zaczynają wypacać węzę, hodować trutnie, a to pozwoliło nam w tym roku bez obaw założyć pierwsze hodowle matek 20.04 , a 08.05 trafiły do rodzinek weselnych w ulach odkładowych, bowiem mieliśmy dostatecznie duże rodziny by móc je podzielić i odebrać pszczołę do odkładów. Produkcja miodu jest u nas na drugim planie. Nie piszę że źle piszesz, ale pracując przy ulach  bez rękawic, ciapanie się w miodzie przy górnych beleczkach nie jest przyjemne. Twoja wypowiedź i moja dadzą do myślenia wielu naszym kolegą, albo coś ciekawego z tych dwóch komentarzy wyciągną, albo zawróci im się w głowie i wpadną w refleksje " co z tym fantem zrobić "  :D  ;)



#12 Karpacki

Karpacki
  • Moderator
  • 1527 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 07 grudzień 2015 - 19:36

Szanowni koledzy i koleżanki. Jak widzę, muszę jeszcze kilka słów do tematu wtrącić, ponieważ czuję się w pewnym sensie odpowiedzialny za jego stan, gdyż umieściłem w nim jeden ze swoich artykułów, jaki wydawał mi się właściwym. Z tego co piszą dyskutujący na ten temat koledzy, każdy ma swoje racje , i dla każdego kto zabiera głos są one właściwe. Pokazują jednak , szczególnie w wypowiedziach Beaty i Andrzeja, trochę inną sytuację, głównie dotyczącą zarówno, linii posiadanych pszczół jak i warunków w których funkcjonuje pasieka. Ja pisząc na ten temat, zmuszony jestem brać pod uwagę, nie tylko miejsce gdzie stoi moja pasieka, ale szerszą perspektywę, tak aby pszczelarze z innych terenów, też mogli z tego skorzystać. Pierwszą "ciekawostką" o jakiej chciałbym wspomnieć jest fakt, że beleczki między ramkowe, to pomysł polskiego pochodzenia. Nigdzie na świecie  nikt nie stosuje tego typu rozwiązania. Nie spotkałem tego w żadnej zagranicznej literaturze. A więc - Polak potrafi. Dysponując przedrukiem książki pszczelarskiej "Pszczoła i ul" Langstrotha z 1870 roku,uważanej od dawna za klasyczne dzieło w temacie, można tam w opisie ula poznać i zobaczyć - powałki. A także miodarki promieniste.

Ale nie będziemy tu opisywać historii pszczelarstwa.  Trzeba jednak stwierdzić, że listewki między ramkowe, tym bardziej będą utrudniały pszczołom zimowlę, im szersza ramka będzie zastosowana w używanym ulu. I oczywistym jest, że ramka Langstrotha jak i Dadanta należą do najszerszych ramek jakie się spotyka , więc nie ma się co dziwić że w tych ulach listewki nie powinny być stosowane. W ulach z ramkami wąsko wysokimi ich zastosowanie nie będzie takie szkodliwe.

Trzeba jednak nadmienić, że także u nas różnice klimatyczne, wynikające z miejsca położenia a także wysokości nad poziomem morza powodują, że terminy niektórych prac pasiecznych a także ich wpływu na stan rodziny pszczelej jest duży. 

Ponieważ mam jedną pasiekę w górach /700 mnp/, a drugą na Lubelszczyźnie w okolicy Kazimierza Dolnego, tę różnice widzę jak na dłoni. Kiedy tam pszczoły noszą już pyłek i należy myśleć o węzie, u nas w górach ule jeszcze całe pod śniegiem i narciarze pięknie szusują.

Opisując więc stosowane przez siebie metody gospodarki, należy podać gdzie stoi pasieka i w jakich ulach.

Posiadane rodzaje pszczół, to już całkiem odrębny temat, tak jak wynikające z tego "niespodzianki" zarówno pozytywne jak i negatywne.

Pozdrawiam.


  • Andrzej 44 i grybos1 lubią to

#13 Andrzej 44

Andrzej 44
  • Użytkownik
  • 45 postów
  • LokalizacjaWładysławów woj. mazowieckie

Napisano 07 grudzień 2015 - 20:06

Brawo kolego Karpacki, nic dodać nic ująć  :)  :wub:



#14 robinhuud

robinhuud
  • Użytkownik
  • 2795 postów
  • LokalizacjaPoznań

Napisano 07 grudzień 2015 - 21:19

Ja bym tylko nieśmiało dodał, że z punktu widzenia pszczoły przygotowującej się do zimowli  (odpowiedzialnej za całość mamusi mądrzejszej od pszczelarza) w kószce przerobiony z wielkim trudem i kosztem wiosennych karmicielek pokarm zimowy w nieobsiadanych przez kłąb zimnych  narożnikach nie pleśnieje, bo tych narożników nie ma. To taka pszczelarska kwadratura koła.

Matematycznie można to ująć tak – dla rodziny o określonej liczebności  (średnicy kłębu zimowego) jest tylko jedna optymalna szerokość ramki do zimowania.  Przy narzuconej typem ula szerokości ramki – jedna optymalna ilość ramek. Dobrze jest , gdy obie te wartości wyrażone w cm mają przybliżoną wartość  (to ten od góry kwadrat z wpisanym okręgiem  kłębu).  Dla prostokąta – zawsze dwie boczne ścianki są ciepłe - suche, a dwie zimne - mokre.

Dalej kószka ma przewagę nad ulem w kształcie kostki, bo zwęża się do góry uwzględniając osyp w międzyczasie. (przy przyjętym z góry mało prawdopodobnym brakiem osypu zimowego – optymalną  będzie kószka walcowa).


Prezydent pięciu pni.

#15 Karpacki

Karpacki
  • Moderator
  • 1527 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 07 grudzień 2015 - 21:37

I tymi przemyśleniami, trafił kolega w sedno sprawy. Ilekroć zaczynamy zastanawiać się nad sprawami, utrudniającymi naszym pszczołom życie, po rzetelnej ocenie, zostajemy sprowadzenia do , natury.  Dzieje się tak dlatego, że człowiek konstruując ul i jego wyposażenie, ma na celu przede wszystkim swoją wygodę i praktyczność. W hierarchii celów gdzieś daleko dopiero dostrzega lub nie, biologiczne potrzeby rodziny pszczelej. Następnie , o ile jest wnikliwym obserwatorem, stara się poprawiać swoje błędy, mając jednak 

na względzie głównie to, aby jak najmniej stracić z własnej wygody. Trzeba cieszyć się, że chociaż to stara się robić. Gorzej było by , gdyby bezkrytycznie trwał w tych błędach, nie licząc się w ogóle z potrzebami pszczół, które w tym przypadku są jednak najważniejsze. Kto o tym zapomina, temu przyroda potrafi czasem boleśnie przypomnieć. 

Pozdrawiam.


  • Andrzej 44 i Stefan lubią to

#16 Stefan

Stefan
  • Użytkownik
  • 29 postów

Napisano 09 grudzień 2015 - 21:56

I tymi przemyśleniami, trafił kolega w sedno sprawy. Ilekroć zaczynamy zastanawiać się nad sprawami, utrudniającymi naszym pszczołom życie, po rzetelnej ocenie, zostajemy sprowadzenia do , natury.  Dzieje się tak dlatego, że człowiek konstruując ul i jego wyposażenie, ma na celu przede wszystkim swoją wygodę i praktyczność. W hierarchii celów gdzieś daleko dopiero dostrzega lub nie, biologiczne potrzeby rodziny pszczelej. Następnie , o ile jest wnikliwym obserwatorem, stara się poprawiać swoje błędy, mając jednak 

na względzie głównie to, aby jak najmniej stracić z własnej wygody. Trzeba cieszyć się, że chociaż to stara się robić. Gorzej było by , gdyby bezkrytycznie trwał w tych błędach, nie licząc się w ogóle z potrzebami pszczół, które w tym przypadku są jednak najważniejsze. Kto o tym zapomina, temu przyroda potrafi czasem boleśnie przypomnieć. 

Pozdrawiam.

Myślę, że każdy pszczelarz przez cały czas swej przygody z pszczołami coś zmienia, niezalężnie ile lat się nimi zajmuje.Ja już od lat 80-tych ciągle się "przepoczwarzam" :P . Wiele już w tym wątku napisano i uważam że każdemu mógłbym przyznać rację. Każdy jest dla siebie ekspertem. A ja czytam i kombinuję co by jeszcze ulepszyć.

Gdybyśmy trzymali się tylko natury, to dalej wspinalibyśmy się na drzewa.

Teraz , gdy mam część uli styropianowych (12), po miodobraniu podkarmiam pobudzająco. Na początku września karmię na maksa, ale przedtem sprowadzam pszczoły do 1 korpusu (10 r.) i zabieram powałkę a daję beleczki do 9tej ramki i dostawiam drugi pusty korpus, a do niego podkarmiaczkę. Po zakarmieniu robię ostatni przegląd, zabieram beleczki i do tego pustego korpusu przenoszę zwykle 8 pełnych ramek, a w dolnym zostawiam 2 ramki z największą ilością czerwiu (bez okrywowych) i daję powałkę.

Matka na dole nie będzie już czerwić, a u góry tylko środkowa zwykle ma trochę czerwiu lub jest nie pełna. W tym stanie ul pozostaje do wiosny.

Wczesną wiosną korpus z gniazdem przekładam na oczyszczoną dennicę, zabieram korpus z dwoma pustymi ramkami, czyszczę dennicę i podchodzę do następnego ula. Gdy przyjdą cieplejsze dni, robię pierwszy przegląd. Ramki nie odsklepiam, tylko odwracam 1 z czerwiem o 180 stopni, bo zwykle z jednej strony ramki jest więcej zapasu. Z tej i sąsiednich 2 ramek znika zapas a matka zaczerwia ramki od lewego do prawego boku ramki. Przy następnych przeglądach, tak robię z co drugą ramką, lub dokładam puste ramki.Na rzepak mam pełen korpus pszczół.

Pozostałe ule mam drewniane 12 ramkowe, też wlkp, ale praca przy nich wygląda już inaczej.

Może się to komuś nie spodoba, ale mi to odpowiada.

Pozdrawiam


  • Andrzej 44 lubi to




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych