Skocz do zawartości

Piotr_S

Moderator
  • Liczba zawartości

    1 540
  • Rejestracja

O Piotr_S

Informacje o profilu

  • Płeć
    M
  • Lokalizacja
    koło Radomia
  • Przynależność
    TAK
  • Zgoda
    Tak

Kontakt

  • Dane do pasieki
    Piotr Skorupa
    Ruda Wielka
    Tel. 692 49 52 01

Ostatnie wizyty

1 978 wyświetleń profilu
  1. Podzielam ten punkt widzenia i nie uważam, że na wyniki badań naukowych trzeba patrzeć z bałwochwalczą czcią. Zresztą niedowierzanie obok ciekawości jest chyba głównym motorem napędowym nauki. Z konkluzją jednak zgadzam się tylko częściowo. Rzeczywiście nie jest to idealne źródło poznania, ponieważ takich nie ma. Czy jest jedynie słuszne? - tutaj już uważałbym, ze tak. Że nie ma lepszego źródła poznania. Przekonuje mnie o tym historia nauki właśnie. Jej perypetii z ignorancją, dogmatyzmami a obecnie z teoriami spiskowymi a także i z własnymi słabościami, bo czymże innym jest przykład Andrew Wakefielda i jego artykułu w "The Lancet" opublikowanego na podstawie sfałszowanych badań? Za kilka tygodni będziemy mówić o badaniu zleconym przez firmę zainteresowaną ociepleniem wizerunku swojego produktu przy pomocy nauki. Przy całej niepewności, którą nauka przynosi ze sobą, sama jest jednak pewniejsza od wszystkich innych sposobów poznania. Rozumiem punkt widzenia. Gdyby wziąć pod uwagę to forum, można by przyjąć, że jest on powszechny. Nie jest. Obaj mamy dowody wsparcia od wielu widzów, ale też od kilku jak na razie, naukowców. Mamy nawet (bodajże 2) zapewnienia od ludzi nauki, że dadzą nam znać, jeśli zauważą, że jakieś dyrdymały opowiadamy. Tak więc, znów z pokorą, przyjmuję ten punkt widzenia i pewnie będzie on miał wpływ na kolejne programy, ale nie na całościową samoocenę tego, co robimy. Generalnie jesteśmy dość zadowoleni z efektu. Co do odkrywczych konkluzji, nie możemy ich oczywiście zagwarantować. Misją jest zaciekawić, zaintrygować, także skłonić do poszukiwań, pokazać co się dzieje w najnowszych artykułach... i tyle. Jeśli trafi się odkrywcza konkluzja, na pewno z radością ją przekażemy ale jedną z pułapek nauki (i publicystyki też) jest "cherry picking" - wyszukiwanie wisienek. Mam wrażenie że tego właśnie oczekujesz. No więc tego nie będzie o ile jakaś wisienka nie pojawi się samoistnie. Czasem będzie to więc wisienka a (być może) częściej takie coś, jak zanegowanie wyników Randy Oliviera sprzed roku 2017. Bo po roku 2019 zmienił nośniki i dawkowanie ale niestety nadal nie publikuje tych badań wg przyjętych standardów naukowych, czego żałuję, bo przecież nie trzeba być naukowcem z zawodu, by dokonywać naukowych odkryć.
  2. No nie skorzystam. Jak dla mnie, publikacje w pismach recenzowanych popychają naukę do przodu. W pewnym sensie ją tworzą. Pomimo wielu wad, nauka nie wypracowała lepszej metody samorozwoju. Publikacje, które przedstawiamy, są w większości BARDZO naukowe. Oczywiście wciąż namawiam do krytycznego spojrzenia na wszystko o czym mówimy, a także i na to, jak to robimy. Brakowało mi tego przez kilka miesięcy, a bez krytyki trudno się rozwijać.
  3. Jakby co, ten pierwszy like jest ode mnie.
  4. Przeczytam. Jeśli tak, przyznam rację choć i 85 pokoleń to nadal niewiele. Jednak Przy pełnej pokorze, że mam (pewnie więcej niż Jakub) sporo także do nauczenia się podczas tworzenia tego projektu, nawet w kolejnym odcinku, przy jednym z omawianych tematów, znów będę namawiał widzów do samodzielnego zapoznania się z materiałem. O ile bardziej komfortowo jest nie popełniać błędów niż się do nich przyznawać, naprawdę nie widzę nic złego w samodzielnym rozczytywaniu pracy naukowej o ile temat jest ciekawy. Sam to zresztą często robię przy okazji innych popularyzatorów nauki. Nawet dziś oglądając najnowszy wykład prof Marcina Majewskiego siedziałem z laptopem na kolanach i otwartą w drugim oknie wyszukiwarką by poszerzać sobie niektóre wątki. A przecież Profesor opowiada często o własnych badaniach a nie tylko o cudzych.
  5. Ani w jednym kawałku to nie jest "nasza analiza wyników badań nad wpływem pyłku pszczelego". To jest wyłącznie omówienie analizy wykonanej przez Michele Antonelli, Davide Donelli, Fabio Firenzuoli. To oni dokonali analizy tych prac i swoją pracę poddali recenzji zespołu ekspertów wynajętych przez "Phytotherapy Researach". No weź, gdzie moje kompetencje do dokonywania takich analiz? Już w tych 13 odcinkach poruszyliśmy liczbę tematów, których samodzielnie nie byłby w stanie zbadać żaden ze znanych mi profesorów. A czy coś Chyba warte, bo byśmy tak dużo na ten temat nie pogadali i nie potrząsali tak tym, ważnym w końcu, tematem.
  6. Nie załączników a źródeł. To prawda, nie czytałem żadnej z 5 prac, którą autorzy analizy zakwalifikowali. Ale też ich nie omawialiśmy. Jeśli będziemy którąś z tych prac omawiać, być może właśnie wskazaną, oczywiście całą przeczytam. Podzielam tu pogląd Jakuba i w pewnym sensie uznaję za swój. Sam wiesz, że nie możesz na etykiecie napisać niczego, co sugerowałoby lecznicze właściwości produktu. Z jakiego powodu? Przecież nie z takiego, że pyłek pszczeli nie działa. Obaj wiemy, że działa, nie wykonaliśmy jednak badań, które umożliwiłyby rejestrację mojego lub Twojego pyłku jako lek do zastosowania w konkretnych chorobach - z określeniem dawkowania, czasu terapii, spodziewanych działań ubocznych itp. Działa jednak dostarczając organizmowi substancji wspomagających także w sytuacjach chorobowych. A poza tym Potrafisz to przedstawić w sposób, który spowoduje, że farmakologia (albo jako nauka albo jako system dystrybucji substancji aktywnych medycznie) zaakceptuje? Póki co, ja nie potrafię.
  7. To akurat jest bardzo słuszna krytyka. Średnia geometryczna to oczywiście pierwiastek n-tego stopnia z iloczynu n liczb. Poniosła mnie tu pewna nieścisłość, bo w badaniu za pojedynczą wielkość uznawano pierwiastek z sumy kwadratów "długości" i "szerokości". Dla tych wielkości wyznaczano średnią już tym razem arytmetyczną. Jakiś element geometryczny w tej średniej jednak jest... niemniej mój błąd. Co do 85 pokoleń, jest to jednak wprost cytat z badania. To oni napisali o 85 pokoleniach więc kimże jestem, by to podważać? Nie wiem jak oblicza się liczbę pokoleń roślin dwuletnich w zadanym okresie. Sądzę, że jest to wartość większa niż n/2 przy n=liczba lat. Wszak rośliny o jedno pokolenie starsze krzyżują się też z roślinami o jedno pokolenie młodszymi, więc pokoleń genetycznych jest - jak sądzę - więcej niż n/2. Za autorami wierzę, że tutaj akurat 85.
  8. W tym poście jest trochę merytorycznej zawartości. Na tę merytoryczną treść odpowiem później. Sporo jest krytyki wynikającej chyba z niewiedzy na temat zakresu projektu, co widać też po innych wątkach w Twoich dzisiejszych wpisach. Zakres ten sprawia, że na pewno nie będziemy omawiać artykułów z DOZ z całym szacunkiem dla ich zawartości. Oczywiście nie uważam, że Pan dr Rokicki skąd ten pomysł? Mam w jakiś spektakularny sposób przekonywać, że cieszę się z zacytowania tutaj jego artykułu? - bardzo w tym kontekście na miejscu. Podobnie nie widzę powodu tłumaczenia się z Nie wiem, może omówimy. Nie jest to praca "najnowsza" do czego zobowiązaliśmy się w projekcie, ale może okaże się najaktualniejsza w swoim zakresie... Dlaczego mam tłumaczyć się z tego, że jej nie omówiliśmy po 13 odcinkach cyklu? Nie omówiliśmy jej podobnie jak tysięcy innych opublikowanych badań - bez żadnej intencji. Na koniec jeszcze jedna niekoniecznie merytoryczna rzecz: Skąd to przekonanie? Jeżeli w jakimś zbliżonym kontekście czegoś nie lubię, to jedynie połączenia rzeczownika "Polak" z przymiotnikiem "prawdziwy". Kiedy używałeś często tej frazy, bywało, że protestowałem, ponieważ Polak nie jest ani o odrobinę mniej polski od "prawdziwego" Polaka. Ale jeśli takie jest Twoje przekonanie, że nie lubię, śmiało, możesz używać słowa "rodzimy". Co prawda "rodzimy" może dla mnie znaczyć np. świętokrzyski i wolę "polski" jeśli odnosi się do szerszego kręgu, ale zapamiętam.
  9. Jest jeszcze jeden temat, na który możemy patrzeć nieco inaczej niż naukowcy. Oto on, w kolejnym odcinku cyklu:
  10. Stowarzyszenie sfinansowało ten wyjazd we własnym zakresie. To było ważne wydarzenie i mały krok w kierunku regulacji oznaczenia miodów, która dopiero po latach dobiega do mety.
  11. Ależ wynika. Członkiem EBA z Polski jest PZP. Któż inny mógłby ją w Polsce reprezentować?
  12. Piotr_S

    Definicja pszczelarza

    Każda taka definicja ma swoje niedostatki. To nie jest kwestia tytułu honorowego, więc Pana spod Piły nie można go pozbawić. Być może dałoby się go pozbawić tytułu pszczelarza roku, bo ten już jest honorowy, choć ta sytuacja chyba gorzej nawet o kapitule świadczy niż o nim.
  13. Piotr_S

    Definicja pszczelarza

    To ta definicja jest prosta. Pszczelarz to ktoś, kto zarejestrował pasiekę / pasieki z określoną liczbą rodzin pszczelich i dodatkowo może się wykazać dilerką w sposób dowolny byle zgodny z prawem. Tutaj Sprzedaż Bezpośrednia, Rolniczy Handel Detaliczny ani wykazanie się dowolnymi rachunkami za sprzedany miód nie są ani preferowane ani sekowane. Są więc 2 warunki, które muszą być spełnione wspólnie. Kwestię 50 zł na rodzinę, odbieram jednoznacznie pozytywnie choć bez związku z celami projektu określonymi przez ministerstwo. Trochę tak jak 500+, przepraszam, 800+ - totalna porażka patrząc przez pryzmat celów projektu i duży sukces patrząc przez pryzmat osiągniętych zmian społecznych. W pszczelarstwie osiągnięto coś innego, co przybliża nas do świadomego kierowania całym środowiskiem z Państwowego punktu widzenia. Policzono pszczoły i nieco je zmapowano, pasieki mają swoje adresy. Moim marzeniem jest pójście teraz o krok dalej. Naniesienie tych danych na geoportal napszczelenia. Odpalasz mapę i widzisz tereny przepszczelone oraz niedopszczelone. Jeśli jesteś pszczelarzem zarejestrowanym a nie posiadaczem "na własne potrzeby", możesz na tej mapie zgłosić chęć przewozu pasieki (określonej przez siebie liczby rodzin) na inne, dowolne miejsce. Jeśli miejsce docelowe nie będzie w konflikcie z terenami zapowietrzonymi, możesz to zrobić. Zresztą te tereny będą już na mapie oznaczone. Powiatowy LW jeden i drugi, jest już powiadomiony. Oczywiście każdy sam, jak teraz, załatwia sobie lokalizację itp. - żaden nadzorca z urzędu nie reguluje tego. Teren przepszczelony nie odbiera możliwości przewozu, ale czy jest sens? Na spadź i na wrzos owszem, przy innych pożytkach kto rozsądny zawiezie? Bez pomysłu na 50 zł by się to nie mogło udać - nie ma absolutnie niczego, co sprawiłoby, by pszczelarze zechcieli się sami policzyć. Co do innych programów - przy dopłacie bezpośredniej można z nich spokojnie zrezygnować, lub niektóre utrzymać. Właśnie dla wszystkich a nie tylko dla zarejestrowanych. Np. te leki, szkolenia, co tam jeszcze Państwo wymyśli, że może... Inwestycyjne można by spokojnie włączyć w PROW i mając nr EP pszczelarze mogliby korzystać z nich jak rolnicy. Import to jednak inna kwestia i nie mieszałbym do niej definicji pszczelarza. To, czy PIM i inne organizacje i stowarzyszenia to pszczelarze czy nie, nie powinno mieć związku z państwowym obowiązkiem ochrony konsumentów i wolnej konkurencji na terenie Państwa. Albo miód nie jest miodem i nie ma prawa wjazdu, albo działają jakieś kontyngenty lub też inne umowy międzynarodowe ale wtedy obowiązuje jednak obowiązek stosowania WŁAŚCIWYCH oznaczeń na poziomie produktu końcowego. Oba te warunki muszą być spełnione łącznie, by miód miał prawo wjechać z zewnątrz. Jak się ostatnio dowiedziałem, rozporządzenie krajowe o oznakowanych miodów dotyczy wyłącznie miodów rozlewanych w Polsce. Rozlane poza krajem (w UE) mogą sobie wjeżdżać na dotychczasowych warunkach. Oby unijne rozporządzenie pojawiło się jak najszybciej i by nie było sensu wyprowadzać rozlewni do Czech lub Słowacji.
  14. Piotr_S

    Definicja pszczelarza

    Nie neguję potrzeby precyzowania tego typu sformułowań, ale wyłącznie do jakichś celów związanych z naukami społecznymi (budowanie grup reprezentatywnych statystycznie), biznesowymi (określanie grup docelowych) czy z zamkniętymi grupami społecznymi (jak np. SEP, myśliwi) itp. W kwestiach prawnych, a nawet towarzyskich, próby określania cech w jakikolwiek sposób warunkujących przynależność są dla mnie podejrzane podobnie jak próba wydzielenia frakcji prawdziwych (!) Polaków z populacji. Widzę tylko jedną możliwość określenia grupy prawdziwych pszczelarzy o czym niżej. Używam pewnej analogii, ze pszczelarstwo potrzebuje prawa pszczelarskiego na podobnej zasadzie jak prawo łowieckie, ale nie oczekuję od przyszłej ustawy ścisłych definicji, które oddzieliłyby jednych posiadaczy pasiek od innych lub zabroniłyby posiadania pasieki jakiejś grupie spoza definicji. Jeśli już warunkować możliwość stania się pszczelarzem, to co najwyżej od jakiegoś rodzaju egzaminu z podstawowej wiedzy pszczelarskiej i fizycznej możliwości posiadania pasieki: odległości, zgody sąsiadów przy braku odległości itp. Docelowo: masz zarejestrowaną pasiekę = jesteś pszczelarzem. Trochę jak z wędkarstwem. Po egzaminie i uzyskaniu karty wędkarskiej potrzebne jest jeszcze zezwolenie na połów i zakup wędek by zostać wędkarzem. Acha i zakładam jeszcze depenalizację posiadania pszczół bez formalnych egzaminów. Ot, posiadanie małych dawek na własny użytek. Oczywiście bez możliwości dilowania swoich produktów i korzystania z ochrony Państwa. Przy pozycjonowaniu w systemie prawnym istotne jest konsekwentne przyporządkowanie określonych wyżej pszczelarzy jako posiadaczy zarejestrowanych pasiek albo do rolników (związanie z ARiMR i PROW) albo do struktur środowiskowych (i tutaj byłoby potrzebne wydzielenie pszczelarzy zawodowych, którzy zostają wtedy w sektorze rolnictwa).
  15. Piotr_S

    Definicja pszczelarza

    No to wypadam poza definicję, ponieważ swoje produkty sprzedaję na warunkach RHD. Niełatwo jest być pszczelarzem 😉
×
×
  • Dodaj nową pozycję...