Skocz do zawartości
Piotr_S

Buckfast - tak czy nie

287 postów w tym temacie

Rekomendowane odpowiedzi

3 godziny temu, Atena napisał:

W Najjaśniejszej uchował się jeden PGR w Głubczycach /teraz w nowych formułach ekonomicznych/  i świeci przykładem dobrej gospodarki. 

I Buckfasty tam trzymają?

O Moresie/Temporesie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 Robin

Podniosłeś 20 zł/przezimowaną rodzinę z obiecywanych miliardów? Dziś ostatni dzień."

Nie zamierzam. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś Kolega z forum i jeden z pierwszych jak myślę Polankowiczów mówił mi że dobrą matkę buckfast miał przez kilkanaście lat w jednym ulu. Oczywiście że nie chodziło o tą samą matkę ale o córki po niej i wnuczki itd. To świadczy o wartości tej pszczoły. Bez rójek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
32 minuty temu, robert napisał:

Kiedyś Kolega z forum i jeden z pierwszych jak myślę Polankowiczów mówił mi że dobrą matkę buckfast miał przez kilkanaście lat w jednym ulu. Oczywiście że nie chodziło o tą samą matkę ale o córki po niej i wnuczki itd. To świadczy o wartości tej pszczoły. Bez rójek.

Ale musiał trafić na pasujące trutnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 2.07.2021 o 20:42, jjb napisał:

Ale musiał trafić na pasujące trutnie...

Pierwsze matki buckfast w okolice Krosna dotarły w 1974 roku . Czy się mylę ? 1977 ?  Widziałem taki skan przesyłki . Daty mogłem pomylić bo z pamięci. Więc i trutnie jakieś są.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właściwie szło mi o to, że pogłowie trutni w okolicy ma duże znaczenie, bywa tak, że wprowadzamy jakoweś pszczoły i uzyskujemy bardzo dobre i stabilne efekty, ale bywa tak, że pojawia się duży rozrzut w pokoleniach następnych.

Kiedyś, kogo nie spytałem w okolicy to miał jakoweś Sklenary. Ja miałem głównie CJ10, CT46. To był bardzo stabilny układ. Miałem też i nadal mam H47. Ale znam też takie sytuacje/miejsca, że po jednodniówkach od tej samej reproduktorki  pszczoły bardzo się różniły.

Pytanie podstawowe, czy taka przewidywalność, powtarzalność cech, nie jest ważna? A tu jesteśmy w dużej mierze zależni od otoczenia. Jeżeli oczekujemy heterozji to musimy się liczyć z rozrzutem cech.
Ja akuratnie kiedy chcę jakąś linię sobie opatrzeć to biorę  wcześnie jednodniówki i kiedy taka matka się rozczerwi to staram się wychować od niej córki i pod koniec lipca mam rodziny z pokoleniem wnuczek. Można coś zauważyć - pozostaje jeszcze kwestia zimowli do sprawdzenia.

Innymi słowy, wydaje mi się, że trudno patrzeć na linie pszczół w oderwaniu od tego co nam fruwa w okolicy, chyba, że oprzemy się na matkach inseminowanych, albo unasienianych na stabilnych trutowiskach.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z wykładu wczorajszego u S. Bartnika .

Spieprzyć geny "w powietrzu" można łatwo ,odkręcić bardzo trudno .

Wiem że to o wiele za późno ale zawsze dobrze przypomnieć .Fantastom .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, baru napisał:

Z wykładu wczorajszego u S. Bartnika .

Spieprzyć geny "w powietrzu" można łatwo ,odkręcić bardzo trudno .

Nie byłem słuchaczem tego wykładu, ale po takich słowach jak powyżej mam pytanie. Aby coś spieprzyć "w powietrzu", to wcześniej to "coś" powinno być dobre.  Jeżeli było dobre, to czy wykładowca powiedział słuchaczom, co robić , aby tego "nie spieprzyć"? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, jjb napisał:

Właściwie szło mi o to, że pogłowie trutni w okolicy ma duże znaczenie, bywa tak, że wprowadzamy jakoweś pszczoły i uzyskujemy bardzo dobre i stabilne efekty, ale bywa tak, że pojawia się duży rozrzut w pokoleniach następnych.

Kiedyś, kogo nie spytałem w okolicy to miał jakoweś Sklenary. Ja miałem głównie CJ10, CT46. To był bardzo stabilny układ. Miałem też i nadal mam H47. Ale znam też takie sytuacje/miejsca, że po jednodniówkach od tej samej reproduktorki  pszczoły bardzo się różniły.

Pytanie podstawowe, czy taka przewidywalność, powtarzalność cech, nie jest ważna? A tu jesteśmy w dużej mierze zależni od otoczenia. Jeżeli oczekujemy heterozji to musimy się liczyć z rozrzutem cech.
Ja akuratnie kiedy chcę jakąś linię sobie opatrzeć to biorę  wcześnie jednodniówki i kiedy taka matka się rozczerwi to staram się wychować od niej córki i pod koniec lipca mam rodziny z pokoleniem wnuczek. Można coś zauważyć - pozostaje jeszcze kwestia zimowli do sprawdzenia.

Innymi słowy, wydaje mi się, że trudno patrzeć na linie pszczół w oderwaniu od tego co nam fruwa w okolicy, chyba, że oprzemy się na matkach inseminowanych, albo unasienianych na stabilnych trutowiskach.

 

Nie dokonuję oceny terenowej bo mam zbyt mało pszczół. Ani moja wiedza o genetyce pszczół nie jest na wystarczającym poziomie. Genetyka zwierząt hodowlanych jest prosta. Ojciec i matka , czy odwrotnie aby nikogo nie urazić. U pszczół potrzebny jest co najmniej gen więcej. Z kilkunastoletnich doświadczeń jedynie oceniam że są linie buckfasta ustabilizowane , które cechy matki w zadowalający sposób powielają. A w większości tak nie jest. Prawdopodobnie hodowcy ( a myślę w większości "reproduktorzy") , uważają że wymieszanie genów spowoduje zadowalający efekt hodowlany jak to było w czasach gdy sprowadzono matki kaukazkie do Polski.

Jeżeli Kolega zechce to na pw mogę opisać co w moich warunkach i mojej gospodarce się najbardziej sprawdziło. Nawet prawdopodobnie jedną matkę UN w sierpniu przy łączeniu odkładów , mógłbym odstąpić, po matce unasiennionej u hodowcy. Ale tego na 100%. nie gwarantuję. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.07.2021 o 11:11, Karpacki napisał:

Nie byłem słuchaczem tego wykładu, ale po takich słowach jak powyżej mam pytanie. Aby coś spieprzyć "w powietrzu", to wcześniej to "coś" powinno być dobre.  Jeżeli było dobre, to czy wykładowca powiedział słuchaczom, co robić , aby tego "nie spieprzyć"? 

"Dobro" czyli lokalna pszczoła, ta która w kolejnym pokoleniu daje nam powtarzalne zadowalające efekty . "Nasze Dobro " to też "inwestycja" w trutnie ,prof. Chorbiński określił to tak ,cyt: "liczy się przewaga w powietrzu ".

Myślę że  w końcu ją osiągnąłem (po kilku latach nie wycinania czerwiu trutowego ) w ulach robi się ładnie, szaro ;) .

Zawiedziony jestem pszczołą Dobrą , córki jednodniówek w połowie są żółte ,co u innych pszczół w mojej pasiece się już nie zdarza , tak myślę, że nie dawno musiały mieć ich reproduktorki dolewane

"żółtej krwi"🤨 co według mnie nie przystoi takie pszczole .

Powoli staje się konserwatystom 🤫 z racji że mam sporą pasiekę to wpływ na okolice jakiś na pewno mam  ,wkurzało mnie zażółcenie u pszczół  bo wiązało się z uzłośliwieniem i w niektórych przypadkach, nabierania złodziejskich cech .

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, baru napisał:

"Dobro" czyli lokalna pszczoła, ta która w kolejnym pokoleniu daje nam powtarzalne zadowalające efekty . "Nasze Dobro " to też "inwestycja" w trutnie ,prof. Chorbiński określił to tak ,cyt: "liczy się przewaga w powietrzu ".

Myślę że  w końcu ją osiągnąłem (po kilku latach nie wycinania czerwiu trutowego ) w ulach robi się ładnie, szaro ;) .

Zawiedziony jestem pszczołą Dobrą , córki jednodniówek w połowie są żółte ,co u innych pszczół w mojej pasiece się już nie zdarza , tak myślę, że nie dawno musiały mieć ich reproduktorki dolewane

"żółtej krwi"🤨 co według mnie nie przystoi takie pszczole .

Powoli staje się konserwatystom 🤫 z racji że mam sporą pasiekę to wpływ na okolice jakiś na pewno mam  ,wkurzało mnie zażółcenie u pszczół  bo wiązało się z uzłośliwieniem i w niektórych przypadkach, nabierania złodziejskich cech .

 

 

Lokalna pszczoła nie istnieje, bo warroza ją zjadła. Co Kolega uważa za lokalne w swej pasiece sprowadzając matki z całego Kraju?

W następnych pokoleniach jest lokalna czy to szara czy zaźółcona jak to Kolega określił. Badania naukowe w Niemczech , przeprowadzone kilka dobrych lat temu z którymi Kolega jako bywalec internetu musiał się spotkać. Dowodzą że "mitem" jest uzłośliwienie pszczół z powodu chowy buckfasta w okolicy. Badania wskazują odwrotną tendencję. Na przykładzie Finlandii gdzie sprowadzono pszczoły włoskie już 100 lat temu i się zaadoptowały , Kolegi konserwatyzm wynika z własnego przekonania a nie podstaw naukowych. Choć i ten szanuję.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.07.2021 o 16:58, robert napisał:

... Z kilkunastoletnich doświadczeń jedynie oceniam że są linie buckfasta ustabilizowane , które cechy matki w zadowalający sposób powielają. A w większości tak nie jest. Prawdopodobnie hodowcy ( a myślę w większości "reproduktorzy") , uważają że wymieszanie genów spowoduje zadowalający efekt hodowlany jak to było w czasach gdy sprowadzono matki kaukazkie do Polski.

To dotyczy wielu linii pszczół, po prostu są nieustabilizowane cechy zależne od wielu genów. Bo to jest trudne,  ujednolicić, ale nie dopuścić aby inbred zabrał pszczołom chęć do życia. Cieszę się, że koledze udało się takowe pszczoły zdobyć. Jak widać w opiniach na forach pszczelarskich nie każdemu się udało trafić na takowe (pomijając grupę pszczelarzy, którzy mają swoje zdanie, bez swoich doświadczeń).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie

×
×
  • Dodaj nową pozycję...