Skocz do zawartości
michalowy

Targi pszczelarskie Bee Fest, 10-11 stycznia 2026

123 postów w tym temacie

Rekomendowane odpowiedzi

Mój obecny wpis, nie jest reakcją na jeden konkretny fragment, ale na kilka wyrażeń jakie znalazły się w kilku wyżej umieszczonych wpisach. Ogólnie dotyczą one "szumu" jaki próbuje robić wokół siebie  pan "michałowy" Chciał by on być uważany, za poważnego naukowca a w rzeczywistości nie pokazał żadnego elementu, który pozwalał by czytającym ten wątek , aby tak uważali.  Już w powyżej umieszczonym wpisie pan Atena pisze. "efekt pana prac".  Sam pan "michałowy " pisze "

W dniu 22.01.2026 o 12:33, michalowy napisał:

Badania naukowe, które analizowałem, dotyczyły rodzimych podgatunków pszczół w Europie Centralnej i Zachodniej. 

A więc to nie on prowadził badania, tylko analizował badania prowadzone przez kogoś innego. Wielu z nas , analizuje wiele prac naukowych, pisanych , wygłaszanych na różnych konferencjach, czy publikowanych w różnego rodzaju wydawnictwach.  Analizowanie czyjejś pracy wcale nie czyni z nas współautora tej pracy. W następnym zdaniu pisze że, "Porówywano rojliwość, miodność, obronność i przeżywanie " Zachodzi pytanie  , skąd były brane dane do takiej oceny i jakiej pszczoły dotyczyły? Jaka była ich interpretacja w stosunku do czasu ich prowadzenia?. Czy wszystkich .ras które wtedy ???  Pytanie kiedy??? były na terenach obejmujących badania ??? Jak podchodzić do wiarygodności takich wyników ??? Bo nie wiemy jakie one były.?  Podam przykład. wymieniona tu na pierwszym miejscu "rojliwość " , w pewnym okresie była cechą pożądaną, a w innym szkodliwą.  Wiemy  że w przeszłości zmieniały się cechy prezentowane przez ówczesne pszczoły których oczekiwali od nich pszczelarze.  Ale do tego , trzeba znać, kiedy i gdzie  działy się rzekomo oceniane przez potencjalnych naukowców  okoliczności ?? Pisze "michałowy" na potwierdzenie konieczności napisania swojej książki że,  "stosowałem tę praktykę ok. 5 lat , zanim nie zacząłem  myśleć o opisaniu jej w książce" .  Jaką praktykę ??? ani słowa na ten temat pan nie pisze. Czyżby była to forma kryptoreklamy ? Czy po takim zdaniu spodziewa się pan nagłego wzrostu ilości chętnych do zakupu tej książki ?  Skrytykował mnie pan kiedy umieściłem  zdjęcie dwóch regałów z książkami. Zrewanżował się pan zdjęciem pasieki. No fajnie. Tylko warto było by napisać co ono przedstawia ? Czy to pana pasieka, czy może tych którzy prowadzili  badania  które pan analizował ?  A może któreś elementy tego zdjęcia , mają uprawdopodobniać pana wypowiedzi w temacie ?  Jeśli tak, to które?  Nie chciał bym, aby myślał pan że się czegoś czepiam. Piszę to dlatego, aby panu wskazać że jeśli chce pan zbudować sobie jakiś rzeczywisty autorytet i podzielić się z użytkownikami tego forum czymś do czego pan doszedł i uważa że warto, to obrał pan sposób niezbyt szczęśliwy.   Pisze pan gdzieś, że posiada  na FB konto dotyczące tego czym się pan zajmuję i ma tam zarejestrowanych około 6000 użytkowników. Czy w takim gronie nie lepiej było by szukać chętnych do wymiany myśli i poglądów ??  A może ich wszystkich już pan przekonał do swoich innowacji, a teraz szuka już tylko możliwości poszerzenia grona czytelników ??  Piszę celowo "czytelników" a nie dyskutantów. Bo dyskutować to tu nie ma o czym.  Nawet nie ma określonych konkretnie  celów, jakie miały by wypływać z analizy badań o których pan tu wspomina, a o które podobnie jak ja, bezskutecznie też prosi  pan Atena. Jeżeli chce pan być poważnie traktowany w tym co uważa że robi, to proszę też poważnie traktować tych do których kieruje pan swoje teksty. To taka rada od pszczelarza praktyka który, nawet po 65 latach pracy z pszczołami, nie uważa się za naukowca, a jeśli podejmuje się prowadzić wykłady dla pszczelarzy , to raczej w zakresie , który może im coś pomóc  w codziennej pracy w pasiece. Pozdrawiam.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, Karpacki napisał:

Chciał by on być uważany, za poważnego naukowca

Nie.

4 godziny temu, Karpacki napisał:

to nie on prowadził badania, tylko analizował badania prowadzone przez kogoś innego.

Tak.

 

4 godziny temu, Karpacki napisał:

Skrytykował mnie pan kiedy umieściłem  zdjęcie dwóch regałów z książkami. Zrewanżował się pan zdjęciem pasieki. No fajnie. Tylko warto było by napisać co ono przedstawia ? Czy to pana pasieka,

Ojtam od razu skrytykował. Pan tego zdjęcia użył żeby wesprzeć tezę o wyginięciu pszczół rodzimych. To skrytykowałem. Fotka przedstawia jeden z toczków z moimi ulami, w których są pszczoły. Ciepły zimowy dzień. Oblatywały się.

 

4 godziny temu, Karpacki napisał:

Piszę to dlatego, aby panu wskazać że jeśli chce pan zbudować sobie jakiś rzeczywisty autorytet i podzielić się z użytkownikami tego forum czymś do czego pan doszedł i uważa że warto, to obrał pan sposób niezbyt szczęśliwy. 

W sumie nie wiem jak się to wszystko zaczęło. Chyba kol. Atena mnie poprosił żebym napisał parę słów o Bee Fest. 

Co do autorytetu, to najgorzej jest zacząć od niezgadzania się. Z doświadczenia widzę, że to przekreśla szansę na bycie takim kimś. Tak że staram się nie mieć złudzeń. 

4 godziny temu, Karpacki napisał:

Nawet nie ma określonych konkretnie  celów, jakie miały by wypływać z analizy badań o których pan tu wspomina

Tak, zgadza się. Nie ma. Badania nazywały się Genotype - Environment Interactions, czyli Oddziaływanie genotypu i środowiska. 

Być może celem było sprawdzić, czy istnieją takie oddziaływania i czym skutkują. 

Projekt objął 21 pasiek i 621 rodzin pszczelich, ale jedna z nich (w Tuluzie) wypadła i zostało 20 pasiek i 597 rodzin. 

Musi mi pan wybaczyć, bo mam po pierwsze ograniczenia czasowe, a po drugie dylemat, jaki kawałek książki przekopiować tak, żeby było trochę inaczej niż w książce, ale z zachowaniem faktów. Nie chcę też wyjść na akwizytora, co to tylko wabi podając kawałki treści, by potem odesłać do księgarni. 

No i tak źle, i tak niedobrze. 

Owe 597 rodzin to było 16 różnych genotypów pszczół. 

Pierwszym zaskakującym wnioskiem było dla mnie to, że genotyp o wdzięcznej nazwie w tym projekcie "MelP", który miał być augustowską (skrót od "Mellifera z Polski"), okazał się dziwnie rozstrzelony pomiędzy rodzinami. Z ośmiu biorących udział w eksperymencie "Augustowskich" analiza genetyczna wykazała 4 - Apis mellifera mellifera, 1- krainki, 3 - macedonki (co w ogóle jest dziwne). 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

   Kilka razy przewinęła się ksywa "Ateny" więc wypada mi  się do tego jakoś odnieść.  Prawdopodobnie nieco podniosłem przez to temperaturę dyskursu, choć czy we właściwym kierunku - tu mam wątpliwości...

    Zacznę od inicjatywy badawczej p. michalowy - uważam że jest godna uznania, za to że coś drąży, próbuje, docieka... Czy współpracując /zapewne/ z wieloma niewątpliwie fachowcami, dopracował się jakichś efektów? Czy wiekopomnych  - nie wiem, nie potrafię obiektywnie ocenić. Historia uczy że pracując nad jednym czasem otrzymuje się genialne wynalazki w innych tematach - że przywołam sprawę gumy, penicyliny czy porcelany miśnieńskiej.  Stąd pochwała za inicjatywę bo jakoś nie słyszę o jakichś rewelacjach w tematyce pszczelarskiej z instytutów czy uczelnianych katedr.  Pardon - chyba rodzynkiem godnym uwagi jest WAXO!  I co z tego że istnieje - kurzem obrasta  a  zwiastunem postępu w dziedzinie analiz wosku/węzy stała się ... latarka p . Nik-a z Białorusi. Dzięki p. Nik...

Dlaczego o to tak jest???  Widzę kilka fundamentalnych przyczyn  ale, w tym wpisie ich nie przedstawię. Zaczekam na reakcję i diagnozę innych...   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Atena napisał:

   Kilka razy przewinęła się ksywa "Ateny" więc wypada mi  się do tego jakoś odnieść.  Prawdopodobnie nieco podniosłem przez to temperaturę dyskursu,  

Faktem jest że w ostatnich postach, "przewinęła się ksywa Ateny. Ale na pewno nie "podniósł pan przez to temperatury dyskursu".  Wręcz przeciwnie. Ja uważam że emocje znacznie opadły. Udało się spokojnie wyjaśnić kilka spraw, które pojawiły się w początkowej fazie tego tematu. Po pierwsze, "michałowy" wyjaśnił, że nie chce uchodzić za wysokiej klasy naukowca. Po drugie przyznał, że tylko analizował pracę innych naukowców, a nie brał w nich czynnego udziału.  I to jest już coś . Chwała mu za to. Mam nadzieję że przemyśli on także tą część swojego wpisu, gdzie pisze, :"Ojtam, od razu skrytykował"  Bo jak inaczej niż krytykę, rozumieć jego wypowiedź, że "żyję w jakimś fałszywym mniemaniu  i powinienem odrobić pracę domową". ?  Ta wypowiedź dotyczyła , jak sam przyznaje , nie wyników jego pracy, tylko tezy, jaką określił na skutek analizy pracy , którą opublikował ktoś inny ??  Nie podał jednocześnie , na czym miało by polegać to "odrobienie pracy domowej"?  Ja oceniłem to jako zarzut braku wiedzy i z tego powodu trwanie po omacku w przeświadczeniu że ktoś coś badał, sam badający nie sformułował wniosków praktycznych dla pszczelarzy po tych badaniach , a ja z tego powodu miał bym trwać w jakimś "fałszywym  przeświadczeniu"?  Z takim stwierdzeniem nie mogę się zgodzić. Zwłaszcza, że zostało ono napisane bez zapytania o moje zdanie, jakie mam w temacie i które potrafię uzasadnić.   Tym bardziej należało wstrzymać się z wyrokiem, że tematyka pracy na którą powołuje się " michałowy", ma ścisły związek z szerokim działem wiedzy, jakim jest genetyka pszczół. Temat jest tak skomplikowany że wgłębianie się  w niego  jest dużym wyzwaniem , zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację kiedy dotyczy ona przedmiotu, który jest obecnie niedostępny, bo żył w dawnych czasach i nie da się obecnie wykonać badań , które można by pokazać jako bezdyskusyjną prawdę. Na ten temat można by napisać wiele tysięcy stron, ale po co ?  wyniki prac w tej materii zawsze będą zawierały granice błędu , wynikające z tzw. zmienności genetycznej, nie tylko w obrębie rasy, linii, ale także pojedynczej  rodziny pszczelej. Mógł bym na ten temat wiele napisać , ale nie zrobię tego chociażby dlatego , aby  kogoś nie zanudzać, bo czasem jest to niebezpieczne. Wspomnę w tym momencie tylko o jednym zdarzeniu, jakie miało miejsce na prelekcji w jednym z Kół  pszczelarskich. Zaproszono tam uznanego naukowca, właśnie z dziedziny genetyki , którego nazwisko miało zrobić na słuchaczach  duże wrażenie. Nie wzięto pod uwagę że poziom przygotowania  wielu z tych słuchaczy nie dawał pewności czy są oni gotowi na wykład na takim poziomie naukowym. Nie powinno więc nikogo dziwić , że po pewnym czasie trwania tego wykładu , jednego starszego pana zmogła chęć zmrużenia oczu.  Efektem tego, bezwiednie ten pan, osunął się z krzesła na podłogę na tyle nieszczęśliwie, że zranił się w głowę o kant stołu przy którym siedział. Konieczna była interwencja medyczna, i dobrze że była w pobliżu apteczka , gdyż w innym przypadku trzeba by było dzwonić po pogotowie. Sytuacja była tragi-komiczna.  Jeszcze jako młody pszczelarz byłem zafascynowany wszystkimi sprawami, które miały świadczyć o postępowości i dążeniu do naukowych rozwiązań. Jeżeli więc wielu autorów w swoich podręcznikach pisało , że należy w pasiece prowadzić szczegółowe notatki o wszystkim, co i kiedy wykonuje się przy ulach , ja też się tym przejąłem i stosowałem się do tego przez kilkanaście lat.  Żeby ułatwić sobie robienie tych notatek, kupowałem co roku kalendarz w formie książkowej i zapisywałem wszystko co zalecały podręczniki, nie wiedząc początkowo kiedy i co z tego może mi się przydać?  Po kilkunastu latach kiedy stos tych kalendarzy zaczął być dość duży i coraz bardziej zaczął przeszkadzać w pomieszczeniu w którym był zgromadzony, przyszło samoistnie  pytanie. Ile razy powstała sytuacja , która spowodowała by że trzeba było sięgnąć do tych zapisów, aby wiedza ta dała odpowiedź na jakieś wątpliwości które się pojawiły i wymagały rozwiązania ??   I okazało się że nigdy. Każdy kolejny sezon przebiegał inaczej, każda rodzina  i jej rozwój prezentowała swoje indywidualne cechy, i decyzje jakie musiały być podejmowane w danym momencie , nie wymagały szukania podpowiedzi  w zapiskach z poprzednich lat. Decyzja jaka wtedy nastąpiła , była jedna.  Stos tych kalendarzy przestał rosnąc, a w to miejsce pojawiła się dość duża ilość czasu jaki kiedyś był używany właśnie do robienia tych zapisków. W swojej Ostatniej wypowiedzi "michałowy" napisał, "Musi mi pan wybaczyć, bo mam po pierwsze ograniczenia czasowe" . Otóż moim zdaniem, takie wyrażenie jest błędne.  Ci którzy jeszcze żyjemy , wszyscy czasu mamy tyle samo. Nie ma takich którzy mają go więcej  ani innych którzy mają go mniej. Problem polega na tym jak potrafimy posiadany czas zagospodarować, i ile jakich celów na siebie przyjmować i oczekiwać , że wszystkie uda nam się zrealizować .Jeśli stwierdzamy że, na coś zaczyna  nam czasu brakować, to można godzinę wcześniej wstawać, jeśli to nie pomoże , możemy godzinę później iść spać.  Jeśli i to nie rozwiąże problemu to musimy pomyśleć które z nałożonych na siebie zadań są ważniejsze, a które można odłożyć na dalszą perspektywę.  I ta ocena to jest coś, co możemy nazwać "życiową mądrością" . I do tego warto dążyć.  Pozdrawiam. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, michalowy napisał:

Pierwszym zaskakującym wnioskiem było dla mnie to, że genotyp o wdzięcznej nazwie w tym projekcie "MelP", który miał być augustowską (skrót od "Mellifera z Polski"), okazał się dziwnie rozstrzelony pomiędzy rodzinami. Z ośmiu biorących udział w eksperymencie "Augustowskich" analiza genetyczna wykazała 4 - Apis mellifera mellifera, 1- krainki, 3 - macedonki (co w ogóle jest dziwne).

Ale dobra. 

Poza tym, że w "augustowskiej" był bałagan, badanie przeprowadzono mniej więcej tak:

597 rodzin pszczelich, każda miała przypisany jeden z 16 genotypów. 

Rozwiezione po 20 pasiekach w całej Europie. 

Trzymane bez zwalczania warrozy dwa lata i 5 miesięcy. 

Pośród tych 16 genotypów były trzy Apis mellifery mellifery. Jedną z Polski już omówiłem - nie taka mellifera wyszła, jak się spodziewano. Druga była z Danii, trzecia z Francji. 

I wnioski były takie, że Augustowska była jedną z najmniej rojliwych. Duńska była jedną z najbardziej łagodnych. Francuska - jedną z najbardziej miodnych. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Atena napisał:

  Pardon - chyba rodzynkiem godnym uwagi jest WAXO!  I co z tego że istnieje - kurzem obrasta  a  zwiastunem postępu w dziedzinie analiz wosku/węzy stała się ... latarka p . Nik-a z Białorusi. Dzięki p. Nik...

 

Ateno, badanie wezy ultrafioletem to stara sprawa. Pierwszy raz spotkałem się z nią w ruskiej sieci jakieś 6-7 lat temu, co nie oznacza, że gdzieś tam nie została opisana wcześniej. Kupiłem sobie wtedy latarkę UV i rozpocząłem próby. Wyniki wyszły niejednoznaczne i dałem sobie spokój. Badanie powtórzyłem na profesjonalnym czytniku UV do banknotów. Raz wychodziła "parafina", a raz nie. Nie mogłem powtórzyć wyniku badaniem inną metodą, gdzie zawsze wychodziło mi, że parafiny jest akurat na dopuszczalnej granicy z odpowiednim dla dokładności metody marginesem. Prawie jednakowo we wszystkich wysyłanych próbkach. Wtedy ściągnąłem węzę z całej Polski, zrobiłem próbkę wg mej oceny reprezentatywną dla całego kraju i zbadałem ją równolegle w różnych laboratoriach. Opis eksperymentu znajdziesz w pierwszym wątku forum. Wtedy stwierdziłem, że w Polsce nie jest problemem ani parafina, ani stearyna, ani cerezyna, a coś innego (jakieś inne woski), z którymi ani polskie ani niemieckie laboratoria sobie nie radzą.  Dlatego z bezsiły od kilku lat sam robię sobie węzę z własnego wosku. Nie mogę znaleźć w sieci tego pierwszego ruskiego tropu z UV, ale szukając znalazłem coś tam sprzed 5 lat:

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

    Przy ogólnonarodowej bezsilności w/s wosku to; "na bezrybiu i rak ryba," którego Nik podaje... a skoro nie ma tego co by się chciało mieć to się lubi co można mieć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli jeszcze mogę wtrącić zakończenie o tych badaniach, które analizowałem. 

Poza tym, że Apis mellifera mellifera wyszła zróżnicowana pod względem cech miodności, rojliwości i obronności, coś bardzo ciekawego pojawiło się, kiedy zgrupowano rodziny pod względem lokalizacji. Okazało się, że bez zwalczania warrozy wyraźnie lepiej przeżywały pszczoły, których nie wywieziono do innej lokalizacji. Analizowane w miejscu pochodzenia. 

Pod koniec eksperymentu żywych rodzin lokalnych było trzy razy więcej, niż przeniesionych. Właśnie dlatego, w czasach gdy "radzenie sobie" przez pszczoły, jest coraz ważniejszym tematem w pszczelarstwie, podczas moich piętnastu minut na scenie, zasugerowałem że posiadanie lokalnych / rodzimych pszczół w pasiece może być dzisiaj innowacją, tak jak w XIX wieku było nią posiadanie włoszek. 

Na wykresie jest liczebność rodzin w eksperymencie. Na osi X czas (dni) obserwacji.

Liczebność rodzin pod koniec eksperymentu wyniosła 94. Z tego przewiezionych ok. 24, a pozostawionych w miejscu pochodzenia - ok. 70. 

gcpMLO6.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyznam, że opowieść o kapsule czasu w której zakonserwował się cały rój sprzed 1300 lat działa na wyobraźnię i może uwieść, może też dać nadzieję*.

Z ostatecznymi osądami wolę się jednak wstrzymać do raportu w publikacji naukowej, póki co mamy tylko ustne zapewnienia, jeszcze nie do końca pewne.

Zastanawia mnie natomiast o jaką to innowację koledze chodzi? Po tak długim wielowątkowym wywodzie na koniec prezentujesz nam wykres z którego wynika (te pikujące prawie pionowo w dół linie), że zarówno te rodziny, które miały reprezentować hodowlę miejscową zachowawczą, jak i te w których prowadzono gospodarkę wędrowną, gdy są nie leczone przeciwko warrozie, to osypują się prawie w tym samym czasie. Na tym ma polegać ta innowacja - nie leczyć, tylko sprzątać martwe roje? Chyba tylko po to żeby mieć łatwiejszy dostęp do eksponatów przyszłej kolekcji skrzydełek i dalszych jakże frapujących pomiarów z których w praktyce nic dla nas nie wynika. No ale chyba nie wymagasz od nas, że gremialnie zaczniemy kleić taśmą skrzydełka i oglądać je pod mikroskopem w poszukiwaniu analogii i różnic w użyłkowieniu.

--------------------------------------------------------------

*to do Pana Ateny, który takie krokodyle łzy wylewa w licznych swoich wpisach poświęconych dziupli, tej w której rój się ponoć pancerny zagnieździł, a mimo jego zaklęć, próśb i apeli nikt nie chciał się tym fenomenem zainteresować. Panie Ateno przypatrz sie dobrze tej dziupli w której żył rój, może ona zaczyna też zarastać? A wtedy przy sprzyjających okolicznościach może też trafi Ci się kapsuła czasu. Na wiosnę dorzuć tam dobrze zalakowaną butelkę ze swoim imieniem i przesłaniem dla potomnych, spryskaj dziurę rojowabikiem i czekaj skutku, a nuż zacznie zarastać, już wy sadownicy macie na to swoje sposoby...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

   Przyznam że poziom, skierowanej pod moim adresem porady/konsultacji, porównałbym  do sugestii aby się leczyć ... salcesonem. Temat wart co najmniej grantu!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, czarg napisał:

z którego wynika (te pikujące prawie pionowo w dół linie), że zarówno te rodziny, które miały reprezentować hodowlę miejscową zachowawczą, jak i te w których prowadzono gospodarkę wędrowną, gdy są nie leczone przeciwko warrozie, to osypują się prawie w tym samym czasie.

Nie osypują się w tym samym czasie. 

A co do pochyłości wykresów, to kolega niech na to nie patrzy. Pochyłość to rzecz względna. :)

Zt2b2MZ.png

11 godzin temu, czarg napisał:

Na tym ma polegać ta innowacja - nie leczyć, tylko sprzątać martwe roje? Chyba tylko po to żeby mieć łatwiejszy dostęp do eksponatów przyszłej kolekcji skrzydełek i dalszych jakże frapujących pomiarów z których w praktyce nic dla nas nie wynika.

 

Nie. :)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolego michałowy. Podchodzę do podanych informacji pragmatycznie jak matematyk amator. Jeżeli wędrownych rodzin było 24, to padnięcie jednej rodziny oznacza na wykresie "ząbek" trochę ponad 4% (pod koniec eksperymentu). Na pokazanym wykresie naniesiono ząbki o wiele drobniejsze, co pozbawia ten wykres wiarygodności. Poza tym muszę się domyślać, że wbrew opisowi 1 oznacza 100% (oś y). Jakiś amator to robił? Poza tym ule musiały stać na kilku pasieczyskach, bo przy 100 ulach pszczoły padałyby nie tylko od warrozy. W opisie tego doświadczenia nie widzę cech działalności naukowej (powtarzalność wyników, grupa kontrolna itd).

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, robinhuud napisał:

Jeżeli wędrownych rodzin było 24, to padnięcie jednej rodziny oznacza na wykresie "ząbek" trochę ponad 4% (pod koniec eksperymentu)

Jedna rodzina na tym wykresie powinna robić nieco mniejszy ząbek, bo na początku było chyba ok. 299 rodzin przewożonych.

Generalnie pierwszy raz ten wykres widziałem na prezentacji Ralpha Buchlera. Polecam:

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, michalowy napisał:

Nie osypują się w tym samym czasie. 

A co do pochyłości wykresów, to kolega niech na to nie patrzy. Pochyłość to rzecz względna. :)

Zt2b2MZ.png

 

 

 

Aha, jeśli fakty przeczą wcześniej przyjętym tezom, to tym gorzej dla faktów. Można i tak. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, czarg napisał:

jeśli fakty przeczą wcześniej przyjętym tezom, to tym gorzej dla

Jakie są "fakty" dla przeciętnego polskiego pszczelarza? Ile rodzin pszczelich powinno żyć po 3 zimowlach bez zwalczania warrozy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
19 godzin temu, michalowy napisał:

Jakie są "fakty" dla przeciętnego polskiego pszczelarza? Ile rodzin pszczelich powinno żyć po 3 zimowlach bez zwalczania warrozy?

 Trzy zimowle, 365 x 3 = 1095 dni. Wg Buchlera wszystko powinno być osypem. To leży w głębokiej sprzeczności z obserwacją Ateny. Przy czym prawdopodobieństwo zaistnienia obserwacji Ateny jest znikome - tym mniej prawdopodobne, im więcej rodzin badał Buchler. Należałoby użyć określenia: cud.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  No cóż, pszczoły nie wyszły z dziupli/barci wiosną ub.r.  Gospodarz przeniósł się na niebiańskie łono w lipcu ub.r.  Lipa pozostała, rośnie dalej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, robinhuud napisał:

Trzy zimowle, 365 x 3 = 1095 dni. Wg Buchlera wszystko powinno być osypem

Tylko tak doprecyzować muszę:

Tam było krócej niż 3 pełne lata.

Były trzy zimowle, ale wykres kończy się na nieco ponad 900 dniach. Czyli pewnie zaczęli obserwować jakoś na jesieni, a skończyli na wiosnę.

"Wg Buchlera wszystko powinno być osypem". 

- nigdzie dr Buchler takiej tezy nie postawił. Jeśli już, to raczej  kol. Wiktorze "Wg przeciętnego pszczelarza wszystko powinno być już osypem". 

Jeśli tak to sformułujesz, to mi zaimponowałeś i masz mój szacunek jako osoba odważna by stanąć w prawdzie. Nikt chyba jeszcze z "klasycznych pszczelarzy" tego w dyskusji ze mną nie przyznał. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja podchodzę do tematu jako matematyk amator (miałem z matmy 5). Przyjąłem, że na wykresie mam do czynienia z uśrednioną funkcją liniową, bo nie widzę tu jakiejś asymptoty, granicy itp. Uśredniona prosta przecina oś x w punkcie około 1050 i dalej to już tylko szlaban - ujemne życie pszczół. Podaj mi uśrednioną hipotetyczną y=f(x), a wszystko ci powyliczam. (krzywa, czy prosta Buchlera?)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, robinhuud napisał:

Ja podchodzę do tematu jako matematyk amator (miałem z matmy 5). Przyjąłem, że na wykresie mam do czynienia z uśrednioną funkcją liniową, bo nie widzę tu jakiejś asymptoty, granicy itp. Uśredniona prosta przecina oś x w punkcie około 1050 i dalej to już tylko szlaban - ujemne życie pszczół. Podaj mi uśrednioną hipotetyczną y=f(x), a wszystko ci powyliczam. (krzywa, czy prosta Buchlera?)

 

No to wyrażajmy się precyzyjnie. Na wykresie są dwie linie trendu. Obrazują obserwowaną liczbę żywych rodzin jako procent liczby początkowej. Żadna nie przecina osi X. Jeśli wyobrazić sobie ich przedłużenie, to tak, będzie przecinało, z grubsza tam gdzie napisałeś. 

Ale trochę dygresja.

Czyli nie podpiszesz się pod stwierdzeniem, że według przeciętnego pszczelarza po trzeciej zimowli wszystkie powinny być osypane?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, michalowy napisał:

No to wyrażajmy się precyzyjnie. Na wykresie są dwie linie trendu. Obrazują obserwowaną liczbę żywych rodzin jako procent liczby początkowej. Żadna nie przecina osi X. 

Po 900 dniach obserwacji żadna z obserwowanych grup nie osypała się w 100% i to ma być argument, że te pszczoły potrafią oprzec się inwazji warroa? Dlaczego ten Pan dr Buchler nie poprowadził eksperymentu do końca?

Wiadomo - bo za kilka miesięcy najprawdopodobniej ani z jednej, ani z drugiej grupy rodzin nic by nie zostało.

Gdyby ten znakomity naukowiec i selekcjoner-hodowca wykazał, że po okresie upadku nagle rodziny zaczęłyby się odradzać, dochodzić do pełni sił i wydawać nowe roje, to można byłoby się zastanawiać nad słusznością jego tez i metody, a tak to mamy do czynienia tylko z czczym gadaniem i opowieściami z mchu i paproci tzn. z dziupli i barci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, michalowy napisał:

No to wyrażajmy się precyzyjnie. Na wykresie są dwie linie trendu. Obrazują obserwowaną liczbę żywych rodzin jako procent liczby początkowej. Żadna nie przecina osi X. Jeśli wyobrazić sobie ich przedłużenie, to tak, będzie przecinało, z grubsza tam gdzie napisałeś. 

Ale trochę dygresja.

Czyli nie podpiszesz się pod stwierdzeniem, że według przeciętnego pszczelarza po trzeciej zimowli wszystkie powinny być osypane?

Na wykresie niestety nie ma linii trendów. Gdyby były - z pewnością przecięłyby oś x. Mamy dwa zbiory punktów pomiarowych ręcznie połączonych linią zygzakowatą. Gdybym miał te zbiory na arkuszu kalkulacyjnym, to bym wyznaczył profesjonalnie linie trendów, czy uśrednioną linię trendu dla dwóch serii pomiarów. Myślę, że gdybym dostał od Buchlera te notatki pomiarów - w miarę profesjonalnie dokończyłbym tą sprawę za niego. Tak mogę tylko  przyjąć założenie, że w tym przypadku linie trendu będą liniami prostymi lub prawie prostymi, bo za cholerę nie przypomina mi to hiperboli. Jest to dla mnie bardzo dziwne, że rodziny padały prawie równomiernie tak podczas sezonu jak i zimowli. Czy Buchler codziennie sprawdzał zimą ilość żyjących rodzin? Nie mogę zaliczyć się do średnich pszczelarzy. Uważam, że ten eksperyment mogło przeżyć wiele rodzin z ujemnym prawdopodobieństwem tego faktu (lubiłem liczby urojone).  Mam tylko 5 uli i mam wątpliwości czy w ogóle jestem pszczelarzem. Niestety nie mamy w Polsce definicji pszczelarza, bo państwo polskie często uważa za pszczelarzy ludzi z Polskiej Izby Miodu co mi ubliża. Ale to inna bajka.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, robinhuud napisał:

Na wykresie niestety nie ma linii trendów. Gdyby były - z pewnością przecięłyby oś x. Mamy dwa zbiory punktów pomiarowych ręcznie połączonych linią zygzakowatą.

OKej, tak, to się zgadza. Dzięki za doprecyzowanie. 

9 godzin temu, robinhuud napisał:

Uważam, że ten eksperyment mogło przeżyć wiele rodzin z ujemnym prawdopodobieństwem tego faktu (lubiłem liczby urojone).

Tego nie rozumiem. Liczby urojone to dla mnie coś innego niż rachunek prawdopodobieństwa. A szanse na coś kończą się dla mnie na "zero".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sam tu niedawno publikowałeś (o pszczołach z Iławy i Lublina) kółeczka i elipsy, gdzie centrum oznaczało prawdopodobieństwo 1, a obwód - 0. Czy punkty leżące na zewnątrz tych zamkniętych figur nie mają ujemnego prawdopodobieństwa? W prawdziwej matematyce wszystko jest możliwe. Liczby zespolone w rachunku prawdopodobieństwa? - Czemu nie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie

×
×
  • Dodaj nową pozycję...