Skocz do zawartości
Atena

Komisja Ochrony Środowiska, Zas. Naturalnych i Leśn.

63 postów w tym temacie

Rekomendowane odpowiedzi

 Podkomisja Stała d/s Ustawodawstwa w/s Zarządzania Zasobami Przyrodniczymi na posiedzeniu w dniu  04.12. zajęła się oceną stanu i kierunków rozwoju pszczelarstwa na terenach Lasów Państwowych oraz terenów przyrodniczo chronionych. 

   W trakcie posiedzenia członków Komisji, z udziałem vice prezydenta PZP p Badziocha przeanalizowano stan i zakres współpracy LP ze środowiskiem pszczelarskim. W podsumowaniu uznano że jest wiele problemów a kontakty w tej tematyce winne być kontynuowane.

    Wydaje się interesujące, i godne uznania, to że jakiś inny podmiot społeczno-polityczny podjął tematykę pszczelarską  w nieco innym kontekście, tj jako składnik Zasobów Przyrodniczych w ukierunkowaniu na leśnictwo niekoniecznie Lasy Państwowe. Lasy oraz inne tereny chronione przyrodniczo stanowię ok 1/3 powierzchni kraju stanowiąc poważne zaplecze dla rozwoju pszczelarstwa. Dotychczasowa współpraca pszczelarstwa z LP, w mojej ocenie, była nieefektywna, często nacechowana  formami współpracy z organizacjami niewiele mającymi wspólnego z efektywną gospodarką pszczelarską. 

 Nie wiem kto był inicjatorem spotkania  ale ... być może, inicjatywa ta spotka się z szerszym poparciem szczególnie tych pszczelarzy którzy postrzegają swoje zainteresowanie pszczelarstwem nie tylko po przez zainteresowanie maksymalizacją wydajności miodu z ula.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy to było to samo spotkanie, gdzie PZP "wyraziło zaniepokojenie" i postawiło tezę, że barcie w lesie będą coś roznosić, bo kontrola zbyt mało możliwa?

To już z samego początku, jak to mawiają Anglicy, zaczęliśmy ze złej nogi.

Polski Związek Pszczelarski niepotrzebnie się niepokoi, bo pszczoła jest zwierzęciem gospodarskim diametralnie różnym od krów, świń i owiec.
Pomijając liczbę nóg i skrzydeł, jest zwierzęciem przede wszystkim NIEMOŻLIWYM DO ODIZOLOWANIA od otaczającej natury. 
Jej dobrostan może brać się zatem tylko z odporności, witalności i elastyczności, które zapewniają że patogeny i choroby będą w większości pszczelim rodzinom niestraszne. Pokazały to dziesiątki przykładów pszczelich populacji na całym świecie.
Kłody i barcie zakładane w Lasach Państwowych są jednym ze sposobów na to, by naszą lokalną pszczołę przywrócić do tej jak najlepszej formy.
Wszyscy myślący inaczej są skazani na wieczne posypywanie świata wapnem.

 

Gdzie jest najwięcej zgnilca? Małopolska i Podkarpacie. 

Ile tam jest projektów bartniczych? O ile wiem, ZERO.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy to to spotkanie ale uważam że poprawę w ogólnym stanie polskiego pszczelarstwa można uzyskać po przez merytoryczną dyskusję fachowców z przedstawicielami organizacji i instytucji odpowiedzialnych za stan uregulowań prawnych. Uważam, że po takim spotkaniu winien być ogłoszony jakiś komunikat na temat ustaleń czy wniosków.  Pszczelarzy nie interesuje CZY I KIEDY ODBYŁO SIĘ SPOTKANIE ale  JAKIE PRAKTYCZNE WNIOSKI SĄ JEGO EFEKTEM i co będzie jego następstwem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiele "barci" (kłód bartnych) powstało z udziałem pieniążka publicznego, a programy miały oprócz skubania Brukselki czy funduszy norweskich ściśle określony cel. Niektóre kłody jak kiedyś liczyłem są warte po 4 tys/szt i więcej. Jak we wszystkich takich przypadkach beneficjenci winni nam są profesjonalne raporty i nie ma sensu intuicyjne powoływanie się amatorów i obserwatorów na Małopolskę, Podkarpacie i zgnilec AFB. Organizacje pszczelarzy winny żądać od beneficjentów i fundatorów takich raportów. Myślę również, że dzisiejsze plantacje celulozy nazywane na wyrost lasami nie są najlepszym środowiskiem dla pszczoły miodnej, szczególnie importowanych ras czy bf.

 

b1alp.jpg

barc3.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się że w LP wieje wiatr z nieco innej strony... i jest szansa na NOWE spojrzenie na współpracę na linii  LAS - PSZCZELARZE.  Jednocześnie niepokojące są informacje że w niektórych regionach próbuje się USUWAĆ  pszczelarzy z LASÓW PAŃSTWOWYCH. Jest to sygnał że istnieje potrzeba merytorycznej dyskusji nad tym; CO DALEJ?  Technologie stosowane w rolnictwie coraz bardziej ograniczają bazę pożytkową /vide rzepak/.  W tej sytuacji, tak sądzę, jakąś, choćby częściową szansą, jawią się lasy.  Ale ..."daj rządy mądrych i dobrych..."  którzy właściwie wyważą i wskażą kierunki  postępowania - bez błądzenia w ciemnym lesie. 

PS.  Na spotkaniu BYŁ przedstawiciel, vice... z PZP... ale się nie wtrącał, zaznaczając jednie  iż reprezentuje 37 000 pszczelarzy. Znamienne...

   

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Było poruszonych kilka kwestii, z pewnymi się zgadzam.

- są projekty bartne z pasji, są projekty bartne z pieniędzy wspólnych, z funduszy. Rzeczywiście z tymi drugimi można się domagać pewnych większych działań informacyjnych, niż tylko "wiszą i już". Być może powinno być jakieś zdefiniowanie wyników, miar 'sukcesu'

- jest intuicja, ale także jest dedukcja w oparciu o dostępne materiały naukowe, uznanych naukowców. Jeśli coś rozsiewa coś, to powinny być ogniska w pobliżu tego czegoś. Na tej zasadzie nie potrzeba Einsteina, żeby stwierdzić jaki będzie skutek wyjścia bez czapki i parasola na deszcz: mokre włosy*.

- po takich spotkaniach powinny być rzeczywiście punkty do wykonania. Czyli np. przywrócenie możliwości sytuowania pasiek - albo chociaż pasiek z pszczołą rodzimą - na terenie rezerwatów. 

- lasy są nie te same co kiedyś. Ale też nie wszędzie, a do tego pszczoły swoimi usługami zapylania powinny przyczyniać się do długoterminowej ewolucji ekosystemów w kierunku bardziej przychylnym pszczołom. W końcu całe to przymierze z roślinami kwiatowymi by zanikło, gdyby nie zapewniało jakiejś przewagi organizmom sprzymierzonym... 

 

*chyba że łysy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

   Na ponad 1600 rezerwatów TYLKO W SZEŚCIU są pasieki... i  są zakusy aby i te wysiudać... Nic z tego nie rozumiem... Na szczęście uczestniczący w spotkaniu posłowie wyrazili zaniepokojenie takim stanowiskiem,    pszczelarz również. 

 Lasy deklarują większe zainteresowanie obiecując zwiększenie ilości nasadzeń drzew miododajnych np. klony, czereśnia ptasia, i inne.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

   Przyznam, zainteresowanie tematem ... niewielkie...   Posłowie wyszli z inicjatywą... wyszli i wątpię czy wrócą - bo dla KOGO...???

    

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Atena napisał:

  Posłowie wyszli z inicjatywą...     

Inicjatywą... spotkania? 

Może wystarczy, że zanotowano sprzeciw wobec wywalania pasiek z terenów rezerwatowych. W sumie czegóż więcej trzeba? 

Te lasy to w większości sosny na piaskach, przydatne może do projektów biologicznych. Ogół pszczelarzy nic na tym nie zyska, tylko kleszcze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy wystarczy???  A dlaczego nie liczyć na WIĘCEJ  skoro wygląda na to że "klimat" temu sprzyja.  

Lasy sosnowe, czyli nieużytek pszczelarski to ok. 60% lasów tj ok 6 mln ha.  Pozostałe 3 mln to lasy o innej strukturze w tym mieszane, liściaste oraz tereny pod zalesienia.  Ok. 10% lasów /przede wszystkim mieszanych i starodrzewu/ ma być wyłączonych z eksploatacji czyli rżnięcia. 

 Moim zdaniem należy starać się o zacieśnianie współpracy pszczelarzy  z lasami bo TAM  jest jeszcze jakiś potencjał wzrostu terenów pożytkowych.  Zapytam wprost; JEŻELI NIE W LASACH TO GDZIE???  Opowiadanie bajek o miedzach, ogródkach - to dobre dla laików a nie praktyków.  

   Dlatego że "moi" leśnicy nasadzili trochę klonów 30 lat temu,  prawie co roku mam miód klonowy... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tyle różnych opinii na temat posiedzenia Komisji? Ciekaw jestem kto z dyskutantów wysłuchał w całości tego co tam naprawdę powiedziano?

https://www.sejm.gov.pl/sejm10.nsf/transmisje_arch.xsp?unid=D99FA485FA4B3174C1258D4D004F9F15

Jak się zakłada nowy temat, to na początku warto dać link do materiału źródłowego,  bo warto wiedzieć o czym się mówi, warto też dać innym możliwość zapoznania się z faktami, a nie tylko z subiektywnymi opiniami,.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  Na 300 wyświetleń trzech wyraziło swoje uwagi...  Widocznie byli zainteresowani... i ZNALEŹLI źródło informacji...

  Miarą zainteresowania tematem było "wystąpienie" p. vice... z PZP.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

   Bo całe "expose" , tego pana, trwało niewiele dłużej niż złożenie podpisu na liście obecności...  Nie mogłem się dopatrzeć  troski o interes pszczelarzy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ponoć mądrej głowie dość dwie słowie, boisz się, że przedstawiciele strony rządowej z ministerstwa klimatu, ochrony środowiska i nienaruszalności lasów nie zrozumieli przedstawiciela strony społecznej?

Nie podzielam Twojej opinii na temat wystąpienia pana Leszka Bodziocha, moim zdaniem odniósł się on właściwie do prezentacji urzędników.i do ich durnego projektu rekonstrukcji bartnictwa w Lasach Państwowych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja odniosłem wrażenie że trójka z Lasów Państwowych obecna na komisji bardzo oszczędnie gospodarzyła faktami i nie wyjaśniła, a wręcz okryła zasłoną fakt, że w LP wzięli się za owady w lesie na kilka równoległych sposobów. Że białostoccy leśnicy z prawnikami znaleźli dostęp do funduszy norweskich (albo nauczyli się skubać Brukselkę) i za dobrą kasę porozwieszali bardzo drogie kłody po lasach i zafundowali sobie wycieczki zagraniczne (Rosja Ural, Niemcy) dla propagowania bartnictwa utopijnego. Że równolegle ruszył program powrotu pszczół do plantacji celulozowych i jeszcze jakiś trzeci program wsparty stosownymi grantami. To wszystko z publicznego pieniazka, którego nie ma chęci rozliczenia ani wyciągnięcia wniosków na przyszłość. Również bez udziału organizacji pszczelarzy. Zabawnie przedstawiono sprawę opieki weterynaryjnej nad leśnymi (ale i miejskimi - dachowymi) pszczołami w kłodach bartnych poprzez weterynarzy nie mających uprawnień do pracy na wysokości. Nie wiadomo jak mają oni palić barcie ze zgnilcem przy wysokich stopniach zagrożenia lasu pożarami. Po tej działalności pozostały tylko oznaczone tabliczkami puste kłody bartne (patrz fotka z Borów Tucholskich w poprzednim poscie) porozwieszane na drzewach którymi to nikt się nie interesuje. No czasem zasiedli je rójka, którą pomału w ciszy leśnego uroczyska wykańcza niezgłoszony zgnilec lub warroza z dodatkami. Rójka rabowana przez pszczoły porządnego pszczelarza spod lasu. Czekam więc na oficjalne raporty o sposobie wykorzystania publicznego pieniążka i jakoś nie mogę się doczekać. Bez analizy takich raportów dalsza działalność nie ma sensu i może o to w tym wszystkim leśnikom chodzi. Oni bardzo chcą dłubać przy pszczołach bez pszczelarzy i dzielenia się łupem z publicznej kasy. Nie przeszkadza to leśnikom polewać lasy bartne chemią z samolotów. Dobry, utrzymany w niewiedzy pszczelarz reprezentujący w sejmie środowisko pszczelarskie nie wierzga i nie przeszkadza w pracy prawdziwym fachowcom od zapylaczy. Darz Bór! Darz Miód!

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś miałem kontrolę antyzgnilcową. To było po tym, jak pszczelarz miejski w Warszawie zgłosił u siebie zgnilca, a potem poszły strefy zapowietrzone na całą Warszawę, bo jeszcze jedna wykryli. Plotka głosi, że to był jakiś działacz pszczelarski, ze związku. Mnie kontrolowała pani, która tego samego dnia wykryła ognisko w Otwocku. Powiedziała, że pszczelarz - właściciel uli warszawskich poszerzanych - z dumą pokazał jej najlepsze rodziny w pasiece, a ona tam wykryła połowę znanych jej chorób pszczelich. 

Po tej opowieści poprosiłem ją o przeprowadzenie kontroli tak, żeby nic nie dotykała. Dałem jej gumowe rękawiczki i pokazywałem tylko ramki do obejrzenia. Jedynym obiektem wchodzącym w kontakt z moimi plastrami była zapałka wtykana do kilku odsklepionych poczwarek. Był wrzesień, a pszczoły czterech moich niezarejestrowanych sąsiadów, oczywiście wyposażonych w ule pudełkowe, zaczęły rzucać się do moich otwartych rodzin. Dopiero wystawienie syropu 50m od pasieki zaradziło tej presji.

Oczywiście moje pszczoły zgnilca nie miały. 

Ale mam parę wniosków.

1. Kontrola weterynaryjna jest możliwa bez dotykania podejrzanych uli, bez konieczności wspinania się.

2. Zamiast tworzyć wyimaginowane zagrożenia z kilkunastu oddalonych pasjonatów, lepiej wziąć się za swoje pudełka. To one są zagrożeniem epidemiologicznym.

3. Nawet tak bardziej radykalnie: Jeśli komuś leży naprawdę kwestia zgnilca na sercu, zamiast kierować uwagę w stronę która nie zagraża, powinien zacząć od siebie i pozbyć się swoich pszczół. Śmiem twierdzić, że wyeliminuje to więcej spor zgnilca, niż wykoszenie wszystkich barci z całej Europy.

Ten numer 3, to nie jest moja dedukcja, ale wynik pięcioletniego monitoringu patogenów w dzikich rodzinach zamieszkujących bliską nam klimatycznie Irlandię. Nie wykryto w nich Paenibacillus larvae (!).

Jedyny patogen, którego rodziny dzikie miały więcej, to marginalna dzisiaj kiślica (Melissococcus plutonius).

AVvXsEj_KXqBjMhjvFVJvewaLSTSU9aKoJrBfx2gY-mQUIMRqsG366WrsM2awN9osCi8Y45O9mYiDeC_k_947CMoI9c09YlIwqh9dHWKVYZAhle3lq27USBeSZvXuBIKfMytPdUaePMN6JFWFEAPhbGRSnshRlmFEfR4osLBYHubQ2vfLidwE7ZD5Bw-CcwrYhw

Wesołych Świąt!

https://michalowepszczoly.blogspot.com/2025/12/pereka-o-pszczoach-wolno-zyjacych.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś krążył taki kawał. Nie w Irlandii, a w Związku Radzieckim jako pierwszym kraju stosowano łączność bezprzewodową. Dowód? Przekopano całą Syberię i nie znaleziono nawet kawałka kabla. Fajnie - rozumiem entuzjazm bartnika, ale dalej mamy ten problem, że w Polsce dysponujemy amatorskimi raportami amatorów, a nie profesjonalnymi rozliczeniami publicznej kasy z programów "bartniczych". Naukowcy na razie milczą. Zawodowa pani weterynarz z Inspekcji która robiła u mnie zgnilcowy przegląd na koniec podziękowała mi za przekazaną praktyczną amatorską wiedzę i opowiedziała jak na uczelni studiowała choroby owadów, w jakim wymiarze godzin i przy jakim dostępie do pasieki. Szczególnie zimą, bo latem studenci mają długie wakacje. Również zdrowych i wesołych!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, robinhuud napisał:

Polsce dysponujemy amatorskimi raportami amatorów, a nie profesjonalnymi

Badania Pohoreckiej (publ. 2011), które wykazały spory zgnilca w co drugiej pasiece, to profesjonalny dowód na polskim podwórku, że jeśli już się czepiać, to należy zacząć od "pudełek". 

Jak rozumiem brakuje analizy polskich barci. Może i tak. Ale na podstawie czego padają stwierdzenia w stylu "porozwieszane na drzewach którymi to nikt się nie interesuje. No czasem zasiedli je rójka, którą pomału w ciszy leśnego uroczyska wykańcza niezgłoszony zgnilec" ??

Przez niejeden przykład innych krajów, gdzie pszczoły są tego samego gatunku, raczej a priori należy zakładać, że zgnilec dzikich pszczół NIE wykańcza. Przynajmniej dopóki ktoś tego nie zbada w Polsce i nie obali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z badań prof. Pohoreckiej wynika, a przynajmniej ja tak zrozumiałem, że zarodniki zgnilca znajdują się w każdym ulu/kłodzie/barci (niepotrzebne skreślić). O tym czy wystąpią kliniczne objawy decydują inne czynniki osłabiające rodzinę pszczelą. Od kilku lat stosuję u siebie własnej roboty węzę bez sterylizacji wosku i również zgnilca nie mam (objawów klinicznych). Tylko lajkonik - optymista będzie twierdził, że w jego pasiece/kłodzie/barci/apikonstrukcji dachowej w Polsce/Irlandii/Niemczech zarodników zgnilca brak. Wytwarzam dla siebie węzę tylko z wosku z odsklepin i zabudowy dziewiczej, nie handluję nią i stosuję tylko we własnej pasiece. Również nie pożyczam walców i innego sprzętu (matek, odkładów). Po wizycie w hurtowni Łysonia w Poznaniu w okresie gdy znajdowała się ona w strefie zapowietrzonej uznałem, że ulotki o sterylizacji i nieobecności na węzie zarodników zgnilca nie mają sensu, ponieważ hurtownię odwiedzają licznie pszczelarze i nie ma tam dla wosku ścieżki czystej i brudnej. To prymitywny chwyt marketingowy ograniczający konkurencję. Nikt też nie interesuje się zapowietrzeniem terenu. Wosk na wymianę na węzę jest ważony na tej samej wadze i tymi samymi łapkami co rozpakowana węza na wymianę. Przed hurtownią nie zauważyłem również żadnych środków dezynfekujących. Uznałem, że w tych okolicznościach własna produkcja węzy jest dla mych rodzin skuteczniejszą bioasekuracją od okolicznych rodzin niż zakup węzy w hurtowni (np loty trutni, rabunki). Pani profesor w rozmowie tlf potwierdziła słuszność mego rozumowania. Drugim czynnikiem przyjęcia takiego rozwiązania był fakt stwierdzenie na woskomacie waxo znacznego pogorszenia się jakosci wosku poddawanego podczas sterylizacji przegrzaniu. Tu chodzi nie tylko o zmianę koloru, a kilka grubszych spraw. Potwierdził to prof. Gagoś z UMCS.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, robinhuud napisał:

badań prof. Pohoreckiej wynika, a przynajmniej ja tak zrozumiałem, że zarodniki zgnilca znajdują się w każdym ulu/kłodzie/barci (

W większości uli - badała tylko pudełkowe - metodą badania miodu obecności spor zgnilca nie stwierdzono (63%). ALE trzeba odróżnić próbki i pasieki. Z jednej pasieki mogło być kilka próbek.  W połowie pasiek była przynajmniej jedna rodzina z tymi sporami. W Małopolskiem na przykład 71%. https://miesiecznik-pszczelarstwo.pl/artykuly/zakazenie-rodzin-pszczelich-sporami-paenibacillus-larvae-to-nie-zawsze-choroba-ale-juz-realne-zagrozenie-92012

W badaniu irlandzkich dzikich rodzin nie stwierdzono spor zgnilca nigdzie.  

Wosk to temat rzeka i na to forum trafiłem dzięki Twym badaniom opisanym w wątku "z czego jest robiona węza". Wcześniej stosowałem plastry z wprawionymi połówkami komercyjnej węzy, a ok. 2 lata temu przeszedłem na wytwarzane domowym sposobem tafle z własnego wosku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, michalowy napisał:

W badaniu irlandzkich dzikich rodzin nie stwierdzono spor zgnilca nigdzie.  

 

  Nie mam wiedzy o tym czy w Irlandii istnieją dzikie rodziny pszczele i co dla Ciebie to określenie oznacza. Przez wiele lat bardzo dużo przebywałem w lasach i nigdy nie spotkałem dzikiej rodziny pszczelej tak jak ja to rozumiem. Spotykałem wiele rodzin które co najwyżej mogłem uznać za osiadłe rójki z pasiek towarowych. W wielu takich rodzinach stwierdzałem wręcz obecność znakowanych matek. W Polsce jest niewiele lasów mogących być uznanymi za biotop pszczoły (las klimaksowy z naturalnymi dziuplami). Po eksperymentach radosnej genetyki które rozpoczął ksiądz Dzierżon i które wspierane (refundowane) przez państwo i UE trwają do dziś - naprawdę nie wiem czy jest najmniejsza szansa spotkać dziką polską pszczołę. W takim sensie mogę również bez badań stwierdzić, że w badaniach dzikich polskich pszczół również nie stwierdzono spor zgnilca nigdzie. Ani amerykańskiego, ani europejskiego. Są polskie badania (bodaj Oleksa) rodzin zamieszkujących starodrzewia przydrożne uznanych za dzikie, ale to tylko niepotwierdzona badaniem genetycznym hipoteza. Moim skromnym zdaniem nie ma już w Polsce dzikich pszczół, a to co się robi z hodowlą zachowawczą w rejonie Kampinosu czy Augustowa przypomina trochę odtworzenie dzikiego tarpana z przypominających oryginał mieszańców ze zwierzyńca hrabiego Zamojskiego. Nad tym wszystkim jak nad Ukrainą krążą trutnie - kundle i zapładniają co się da i czym się da. Z mojego punktu widzenia hodowla zachowawcza to skubanie Brukselki. Sam przeprowadziłem skromne badanie dla Wielkopolski, gdzie na podstawie bazy danych GIW stwierdziłem, że po kilku latach rozdawania za friko węzy (program poprawy warunków fitosanitarnych pszczół) ilość zgłoszonych przypadków zgnilca w Wielkopolsce podwoiła się. Ten wynik ze względu na cienkość statystyczną nie mogę uznać za reprezentatywny w temacie, chociaż wierzę w ponadprzeciętny wielkopolski porządek, dyscyplinę i odpowiedzialność pszczelarzy.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 26.12.2025 o 02:01, robinhuud napisał:

Nie mam wiedzy o tym czy w Irlandii istnieją dzikie rodziny pszczele

Tutaj jest opis jedenastoletnich badań i link do wystąpienia na Youtube.

https://michalowepszczoly.blogspot.com/2025/12/pereka-o-pszczoach-wolno-zyjacych.html?m=1

Pszczoły bez ludzkiej opieki w Irlandii. Ciekawe kiedy zostaną stwierdzone w Polsce. Słyszałem jeszcze o Serbii - Belgradzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  Co tam szukać w dalekiej Irlandii...  Kilkaset metrów od mojego miejsca zamieszkania w DZIUPLI  pszczoły żyły CO NAJMNIEJ  PIĘTNAŚCIE lat. Nikt ich NIGDY nie dokarmiał i nie leczył a one chyba(?) na złość żyły sobie, jedynie oglądane przez właściciela posesji.  Niestety padły w zimie 2024/25.  Wspominałem o tym  na TYM portalu ale NIKOGO TO nie zainteresowało... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie

×
×
  • Dodaj nową pozycję...