Skocz do zawartości
Gość robert

Sezon 2021

45 postów w tym temacie

Rekomendowane odpowiedzi

Gość robert

Rodziny miesiąc w stosunku do lat minionych spóźnione. Duża część, słabych.  Wystawiłem kilka ramek do obsuszenia w celu przetopienia i brak zainteresowania. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Schowaj kolego czym prędzej te ramki, bo inaczej nasypie do nich śniegu.  Jeśli nie, to szybko powstanie w pasiece rabunek.  A tak przy okazji , to skąd te ramki ?

Czyżby już były wirowane ? Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość robert

Szanowny Kolego , jeśli wypada mi się tak zwracać. Ramki do obsuszenia są po dwóch rodzinach w których matka gdzieś zimą straciła swój żywot. Ramki z pokarmem trafiły do innych rodzin a takie z małymi wianuszkami do obsuszenia. Choć jedna rodzina czeka na łączenie ale chyba ze względu na pogodę trzeba będzie ją rozgonić .

Taki eksperyment stosuję co roku,  obecnie moje spostrzeżenia mówią że prawdopodobnie wokoło ubyło bardzo znacząco pszczół.

Eksperyment polega mym zdaniem na pobudzeniu pszczół do zewnętrznego pożytku. I trwa jak mogę przebywać na pasiece.

Pozdrawiam .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 Szanowny Kolego. Oczywistym jest że na forum możemy się do siebie zwracać Kolego.  Z całym szacunkiem, ale w tym krótkim tekście , moim skromnym zdaniem , trochę za dużo "eksperymentów".  Nie trzeba eksperymentować aby wiedzieć że forma wystawiania ramek na zewnątrz "do osuszania" grozi wywołaniem rabunku, i stało by się tak bez względu na to , czy pszczelarz jest, czy nie ma go w pobliżu.  Na pewno nie jest to sposób na "pobudzenie pszczół do zewnętrznego pożytku" .  Czegoś takiego wcale nie trzeba robić. Pszczoły będą wylatywać w poszukiwaniu pożytku, kiedy tylko warunki na to pozwolą. Wszelka "pomoc" pszczelarza w tym zakresie , może tylko przyczynić się do strat, spowodowanych wylatywaniem z ula w niesprzyjających warunkach pogodowych. Ramki przeznaczone do osuszenia, należy umieścić w ulu , ale w takim miejscu, aby nie miały do nich dostępu pszczoły z zewnątrz, gdyż to też może wywołać rabunek.  Można takie ramki umieścić w górnym korpusie, jednak przejście do niego otworzyć w takim miejscu w ulu , aby były tam głównie pszczoły z tej rodziny, a nie takie, które przypadkowo do tego ula weszły.  Nie można w takiej sytuacji być spokojnym nawet , jeśli w pobliżu nie ma innych pasiek. Pszczoły z sąsiedniego ula , będą to traktować tak samo jak z sąsiedniej pasieki. Ja takie ramki w razie potrzeby, wiruję i plastry daję do przetopu. A odwirowany z nich pokarm przed wykorzystaniem do podkarmiania , przegotowuję. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podkarmiałem trochę rodziny, aby matki czerwiły. Z reguły to działało, ale w tym roku większość rodzin ogranicza  matki w czerwieniu. Musiałem pomanewrować ramkami, aby znalazło się miejsce do czerwienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość robert

U mnie sezon jest dziwny. Mam ponad 9 lat ramki w miodni 3,5 cm . W ubiegłym i tym roku są słabo sklepione a wilgotność uniemożliwia odebranie miodu. W sumie jest miodu dość jak na warunki bez spadzi. Czekam na urlop. Ale definitywnie poszerzane ramki na 3,5 cm po tym sezonie likwiduję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od paru osób z Podkarpacia słyszałem, że w sumie nieźle z miodem, od paru innych, że bryndza. U mnie kiepsko, ale coś się pojawiło, bo pszczoły nie są zainteresowane zaglądaniem do innych uli. Może odtwarza się trochę spadź liściasta, bo ruch jest rano i pod wieczór, kiedy jest większa wilgotność... Ale to taki rozwojowy pożytek...

Rodziny, które nie miały przerwy w czerwieniu traktuję kwasem mrówkowym. Nie widzę jednak spadłej warozy. Chyba trzeba poczekać na wygryzające się pszczoły, aby coś stwierdzić. Jeżeli jest to pod zasklepem, a prawie zawsze jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba paski z kwasem szczawiowym lepiej działają ,przynajmniej u mnie .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sezon 2021. Moje spostrzeżenia,  odnośnie mojego regionu to coraz słabszy pożytek rzepakowy. W tym roku nie można narzekać na akację.Spadź pojawiła się na krótko zabarwiając jedynie pożytki. Lipa była rekordowa i to koniec.Poza wystawionymi pasiekami na pożytki uprawowe przeważnie późna facelia i gryka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość robert
W dniu 26.07.2021 o 22:13, jjb napisał:

Od paru osób z Podkarpacia słyszałem, że w sumie nieźle z miodem, od paru innych, że bryndza. U mnie kiepsko, ale coś się pojawiło, bo pszczoły nie są zainteresowane zaglądaniem do innych uli. Może odtwarza się trochę spadź liściasta, bo ruch jest rano i pod wieczór, kiedy jest większa wilgotność... Ale to taki rozwojowy pożytek...

Rodziny, które nie miały przerwy w czerwieniu traktuję kwasem mrówkowym. Nie widzę jednak spadłej warozy. Chyba trzeba poczekać na wygryzające się pszczoły, aby coś stwierdzić. Jeżeli jest to pod zasklepem, a prawie zawsze jest.

Podkarpacie to szeroki teren. Od miejsc spadziowych gdzie stacjonuje masa uli , które trzeba karmić jak spadzi brak po tereny rolnicze z uprawami. Więc rozbieżność pożytków może być znacząca dodając do tego akację wokół kilku północnych części podkarpacia.

Leczenie kwasem mrówkowym zaczynam połową sierpnia ( bo liczę na spadź i zwlekam). W tym sezonie zauważam pszczoły z porażeniem skrzydełek co jednoznacznie oznacza konsekwencje warrozy. Lub też pszczoły pełzające po trawie przed ulami mimo niby skrzydełek w dobrej formie.

W dniu 26.07.2021 o 23:54, baru napisał:

Chyba paski z kwasem szczawiowym lepiej działają ,przynajmniej u mnie .

Paski stosuję wiosną. ( pierwszy raz w tym sezonie). Od Kilku lat kwas mrówkowy i się sprawdza. ( sierpień , wrzesień). Wydaje mi się ze kwas mrówkowy silnie zakwasza środowisko ula i związku z czym nosemy już brak lub sporadycznie . Ale to moje amatorskie spostrzeżenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, robert napisał:

W tym sezonie zauważam pszczoły z porażeniem skrzydełek co jednoznacznie oznacza konsekwencje warrozy. Lub też pszczoły pełzające po trawie przed ulami mimo niby skrzydełek w dobrej formie.

To nie jedyna droga propagowania się wirusów. Miałem w rodzinach taką sytuację, że warozy było niewiele i to drugi sezon, a nagle pojawiły się pszczoły ze zdeformowanymi skrzydełkami i praktycznie  cały czerw był taki od pewnego momentu. Wirus przenosi się też z nasieniem trutni, jeżeli w pewnym momencie matka zaczyna wykorzystywać masowo plemniki takiego trutnia to praktycznie jest po rodzinie. Myślę, że waroza jest mniej masowym wektorem bezpośrednio, ale może przenieść wirusy właśnie na trutnie.

A teraz po paru dniach stosowania kwasu mrówkowego z wykorzystaniem cegiełek nie widzę osypu roztoczy. Nie wierzę, aby jej nie było, 3-4 sztuki w ciągu trzech dni... coś nie tak.

W tym roku po sugestiach kolegi Karpackiego nastawiłem się na wcześniejszą wymianę matek, trochę to wszystko było opóźnione  tego roku, ze względu na pogodę...

Ale my tu takie proste sprawy omawiamy a tu:
https://innpoland.pl/170309,polskie-pszczoly-poleca-w-kosmos-badaczka-z-agh-sprawdza-czy-to-mozliwe

Wyobrażacie sobie słoik miodu marsjańskiego?🤣

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość robert

Ukończyłem tylko edukację na poziomie szkoły średniej dwóch technicznych specjalnościach. Biologicznych nazwijmy.

Ale nie pojmuję jak wirus może roznosić po jednym trutniu. Czy w komorze nasiennej matki ,gdzie są plemniki wielu trutni, nie dochodzi do wzajemnej infekcji wirusa? Czy coś niewłaściwie zrozumiałem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, robert napisał:

Ale nie pojmuję jak wirus może roznosić po jednym trutniu. Czy w komorze nasiennej matki ,gdzie są plemniki wielu trutni, nie dochodzi do wzajemnej infekcji wirusa? Czy coś niewłaściwie zrozumiałem?

Nie gniewaj się za szczerość, ale nie rozumiem nic z tego co napisałeś. Przeczytaj to ze spokojem i spróbuj przeredagować. Nie wszyscy na forum są orłami i nadążają. Ja zazwyczaj piszę tekst w Wordzie, sprawdzam, poprawiam błędy i dopiero wtedy publikuję. Tak rozumiem szacunek dla innych forumowiczów. Przy pisaniu myśl powinna wyprzedzać słowo, odwrotnie przy czytaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wystarczy mała odrobina dobrej woli zeby zrozumiec ze chodzi o transmisję patogenu pomiedzy plemnikami w komorze nasiennej matki, panie przyszły moderatorze.

Pytanie ciekawe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, robert napisał:

Ukończyłem tylko edukację na poziomie szkoły średniej dwóch technicznych specjalnościach. Biologicznych nazwijmy.

Ale nie pojmuję jak wirus może roznosić po jednym trutniu. Czy w komorze nasiennej matki ,gdzie są plemniki wielu trutni, nie dochodzi do wzajemnej infekcji wirusa? Czy coś niewłaściwie zrozumiałem?

To jest słuszne pytanie, ale nie znalazłem na nie odpowiedzi w literaturze: czy wirus może się propagować pomiędzy nasieniem różnych trutni w komorze nasiennej matki. Poza tym to co się podaje o mieszaniu plemników w komorze nasiennej i wydawało by się mechanicznie słuszne, na pewno nie jest standardem, o ile ogóle taki wydajny proces ma miejsce. Argumentem przeciw są np zmiany wyraźne i masowe wyglądu robotnic w trakcie sezonu. Przy mieszaniu plemników nie byłoby tego efektu.

Drugi argument odnosi się do tzw. wojny plemników. Istnieją różne mechanizmy zwalczania plemników konkurencji, wydzielane są substancje atakujące konkurencyjne plemniki czy oddziałujące na samicę. Dlatego takie swobodne mieszanie może nie być takie sensowne w początkowym okresie, a potem może być to proces mało wydajny. Te substancje zwalczające plemniki konkurencji mogą jednak blokować propagowanie się wirusów.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałbym nadążyć za dyskusją i prawidłowo skalkulować ryzyko. Czy możecie mi lajkonikowi weterynaryjnemu na dobry początek wymienić choroby wirusowe owadów (pszczół) przenoszone drogą płciową/przez inseminatorów? (entomoweneryczne)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość robert
21 godzin temu, jjb napisał:

To jest słuszne pytanie, ale nie znalazłem na nie odpowiedzi w literaturze: czy wirus może się propagować pomiędzy nasieniem różnych trutni w komorze nasiennej matki. Poza tym to co się podaje o mieszaniu plemników w komorze nasiennej i wydawało by się mechanicznie słuszne, na pewno nie jest standardem, o ile ogóle taki wydajny proces ma miejsce. Argumentem przeciw są np zmiany wyraźne i masowe wyglądu robotnic w trakcie sezonu. Przy mieszaniu plemników nie byłoby tego efektu.

Drugi argument odnosi się do tzw. wojny plemników. Istnieją różne mechanizmy zwalczania plemników konkurencji, wydzielane są substancje atakujące konkurencyjne plemniki czy oddziałujące na samicę. Dlatego takie swobodne mieszanie może nie być takie sensowne w początkowym okresie, a potem może być to proces mało wydajny. Te substancje zwalczające plemniki konkurencji mogą jednak blokować propagowanie się wirusów.

 

Nie jestem naukowcem ale marnym praktykiem. Przez lata teorie były dwie. 

1. Ze nasienie trutni się nie miesza. I jak matka była zapłodniona tak . Tak czerwi nazwijmy to genetycznie.

2. Druga teoria mówi że plemniki się mieszają.

Mogą być plemniki bardziej żywe. Dominujące, to rozumiem. Ale pytanie co z tym wirusem?

To pytanie nie jest pytaniem zaczepnym,  czy dyskryminującym piszącego.  ( Bo tak na forum się jakoś opacznie przyjęło).

Chodzi o wiedzę i nasze spostrzeżenia. Choć moja wiedza o genetyce jest marna  a

w wiedza o genetyce pszczół jeszcze marniejsza.Ale są cechy dominujące. Jeśli matka takie posiada, to prawdopodobieństwo powielenia tych cech jest znaczące. Co dla praktyki pszczelarskiej wystarczy.

Dopiszę jeszcze że też mamy w pasiece na jakość  trutni i ich genetykę , wiele do powiedzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrym wprowadzeniem do tematu jest https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5016801/

To co prawda 5 lat od publikacji, ale podsumowanie pewnego stanu wiedzy do 2016. roku.

Mnie po prostu uderzyło w tamtym roku to, że miałem pod zasklepem praktycznie wszystkie poczwarki ze zdeformowanymi skrzydełkami, ale inwazja warozy była niska. Także w poprzednim sezonie.  Założyłem, że w takim razie larwy są zarażane przez robotnice. Dałem ramkę z larwami z innej rodziny. Pszczoły się wygryzały normalne. Wtedy zacząłem szukać w literaturze, czy jest możliwe, że plemniki są źródłem zakażenia. Tym bardziej, że problem dotyczył  rodzin z matkami z ubiegłego sezonu, które miały swoje loty godowe w tym samym okresie.

To że matki były z ubiegłego sezonu ma znaczenie, bo:

  • rodziny w dobrym stanie przezimowały;
  • dobrze sie rozwijały;
  • były miodne;

I problem zaczął się nagle...

Być może skasowanie zakażonego czerwiu, podmiana matki i wstawienie ramek ze zdrowym czerwiem jest  w stanie uratować rodzinę, ale pozostaje pytanie na ile warto to robić w praktyce.  Mam na myśli duże nasilenie choroby.

Zasadniczo to nie jest zagadnienie dla zwykłego miłośnika pszczół, jak ja, ale dla naukowców, weterynarzy... Ale to co obserwowałem nie dało się wytłumaczyć działaniem warozy, na którą się właściwie wszystko teraz zrzuca.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Upierdliwość   podniesiona do potęgi , nie przeszkadza wiadro pomyj tylko brak przecinka .😟

Wykładnia prof. jest taka że wirusy się odbijają czkawką jeszcze przez dwa lata .

Polecam wykłady Pani Pohoreckiej ,zawsze rzeczowo.

jjb mógłbyś się kopsnąć do  S. Bartnika . na wykłady ,ew. to co mi zostało w głowie  , na tel . bom nie pisarz  ;)

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Panowie, hola hola, co można to można. Podważacie moje zaufanie do refundowanych matek i odkładów z nimi. Że niby mamy w Polsce i UE zorganizowaną grupę przestępczą trudniącą się rozprowadzaniem refundowanych chorób pszczół? Że niby w pszczelarstwie ma zapanować taka sama bioasekuracja jak w chlewach z ASF?. To co widzę w Polsce zakrawa na sabotaż biologiczny,  niektórzy  już dziś tak diagnozują przyczyny pandemii Covid, ASF, AFB, ptasiej grypy, czy zgnilca  (rywalizacja o rynki). W dużych zbiorowiskach ludzi i zwierząt skupionych na małym terenie wybuchają choroby i jest to dobrze znane zjawisko z różnych obozów koncentracyjnych. Czy zgnilca w Polsce zawdzięczamy ministerstwu rolnictwa, refundacjom KOWR prowadzącym do przepszczelenia i organizacjom pszczelarskim popełniających grzech zaniechania w rej sprawie? Również niewykształconym naukowcom nie potrafiącym przekonać polityków? Trutniowa sperma – hmm, swego czasu czytałem ogłoszenie o skupie trutni. Pewnie po to, by pobrać im nasienie i zmiksować do inseminacji przez inseminatorów amatorów, co w Polsce nie jest zabronione, podobnie jak miksowanie miodów pochodzących i niepochodzących? Niby nie wolno tanich marketowych miksów miodowych stosować jako paszy, czy bazy do ziołomiodów, ale kto zapobiegnie roznoszeniu chorób poprzez rabunek zostawionego na stole słoika z "miodem". Słyszałem swego czasu o zakładaniu banku genów i pszczelej spermy przez gościa mającego problemy psychiatryczne. Czy Tusk pokątnie inseminuje matki i przywozi z Brukseli/od Putina jakąś spermę? To by wiele tłumaczyło. Czy wy tak pierdu, pierdu, że niby dotyczy to tylko sezonu 2021 ? Zmylił mnie tytuł wątku i się już gubię. Stąd pytanie jakie choroby weneryczne mi i moim pszczołom zagrażają poprzez spermę. Czego się boicie?

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, baru napisał:

Upierdliwość   podniesiona do potęgi , nie przeszkadza wiadro pomyj tylko brak przecinka .😟

Wykładnia prof. jest taka że wirusy się odbijają czkawką jeszcze przez dwa lata .

Polecam wykłady Pani Pohoreckiej ,zawsze rzeczowo.

jjb mógłbyś się kopsnąć do  S. Bartnika . na wykłady ,ew. to co mi zostało w głowie  , na tel . bom nie pisarz  ;)

 

To prawda, ostatnio nie bywałem u Bartnika na posiadach, a zawsze sobie przywoziłem jakoweś materiały, matki, można było pooglądać ule różnych kosntrukcji, a bywało, że coś od Czechów kupiłem.

To, że pszczoły z uszkodzonymi skrzydełkami pojawiają się jeszcze przez dwa lata w wielu miejscach jest podawane - mam wrażenie, że to trochę tak metodą kopiuj-wklej, bo jakoweś uzasadnienie by się przydało, z czego ten czas wynika, jak to było określane, czy to jest obserwacja, której może dokonać pszczelarz, czy jest to wynik jakowyś doświadczeń kontrolowanych, czy modelowania - co też wydaje się możliwe.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, robinhuud napisał:

Trutniowa sperma – hmm, swego czasu czytałem ogłoszenie o skupie trutni. Pewnie po to, by pobrać im nasienie i zmiksować do inseminacji przez inseminatorów amatorów, co w Polsce nie jest zabronione, podobnie jak miksowanie miodów pochodzących i niepochodzących?

Robinie, w sarkastyczny sposób poruszasz istotny temat. Otóż wydaje mi się, że mamy do czynienia z negatywnym selekcjonowaniem trutni w pasiekach, które są dobrze prowadzone.

Na czym to polega?

  1. Rodziny produkcyjne, dobre są traktowane proceduralnie - ramka pracy, wycinanie czerwiu trutowego - z tych rodzin prawie nie ma trutni;
  2. Rodzina byle jakie, do których nie mamy cierpliwości, albo z takich trochę zaniedbanych pasiek mają trutnie, to one dominują w powietrzu.

Innymi słowy im lepiej, tym gorzej.  Poza tym te rodziny, które nie rozwijają się dobrze (przyczyna mogą być właśnie choroby wirusowe) często mają dłużej trutnie w rodzinach i to późniejsze unasienianie matek (o czym wspominał kolega Karpacki) często przynosi gorsze rezultaty.

Wydaje mi się, że dla dobra wspólnego powinniśmy myśleć też o tym, czy do tego składu trutniowego w powietrzu dokładamy z naszej strony wartościowy materiał, nie tylko w sensie genetycznym, ale zdrowotnym także.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość robert
Godzinę temu, jjb napisał:

Robinie, w sarkastyczny sposób poruszasz istotny temat. Otóż wydaje mi się, że mamy do czynienia z negatywnym selekcjonowaniem trutni w pasiekach, które są dobrze prowadzone.

Na czym to polega?

  1. Rodziny produkcyjne, dobre są traktowane proceduralnie - ramka pracy, wycinanie czerwiu trutowego - z tych rodzin prawie nie ma trutni;
  2. Rodzina byle jakie, do których nie mamy cierpliwości, albo z takich trochę zaniedbanych pasiek mają trutnie, to one dominują w powietrzu.

Innymi słowy im lepiej, tym gorzej.  Poza tym te rodziny, które nie rozwijają się dobrze (przyczyna mogą być właśnie choroby wirusowe) często mają dłużej trutnie w rodzinach i to późniejsze unasienianie matek (o czym wspominał kolega Karpacki) często przynosi gorsze rezultaty.

Wydaje mi się, że dla dobra wspólnego powinniśmy myśleć też o tym, czy do tego składu trutniowego w powietrzu dokładamy z naszej strony wartościowy materiał, nie tylko w sensie genetycznym, ale zdrowotnym także.

Zgadzam się z Kolegi spostrzeżeniami. Od kilku lat nie wycinam czerwiu trurowego z ramek pracy. Teoria że trutnie tylko zjadają pokarm uważam za co najmniej błędną. Nie widzę różnicy w pozyskaniu miodu z ula u Taty , który wycina a u mnie jak nie wycinam. Nawet mniemam że mam trochę więcej miodu z ula. Jednoznacznie trudno to ocenić bo Tata mając pasiekę pod domem może sobie pozwolić na wirowanie po jednej ramce z ula ja takiej możliwości nie mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, jjb napisał:

Robinie, w sarkastyczny sposób poruszasz istotny temat.

 

Wiem, albo to jeden? A cóż mi pozostało? Ja od dawna stosuję taktykę: jak coś mi nie jest niezbędnie konieczne - nie kupuję tego - nawet z refundacją, nawet gdy mi to dają za darmo (np węza). Niczego od pszczelarzy nie pożyczam, nikomu nic ze sprzętu pasiecznego nie wypożyczam i nikogo niepotrzebnego nie wpuszczam do pasieki. Po wizycie w będącej w strefie zapowietrzonej poznańskiej hurtowni Łysonia - dezynfekuję wszystko, szczególnie zakupione klamotki. Oczywiście wizyty ograniczam do niezbędnego minimum - sporo kupuję w internecie i dezynfekuję. Węzę robię sobie sam z własnego wosku. No i staram się nie utrzymywać stosunków z pszczelarkami😉. Dziwi mnie to, że odwołano ODP Łowicz, a nie odwołano biesiady u S. Bartnika. Że nikogo nie interesuje ile refundowanych odkładów pochodzi ze stref zapowietrzonych. Itp itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, jjb napisał:

To prawda, ostatnio nie bywałem u Bartnika na posiadach, a zawsze sobie przywoziłem jakoweś materiały, matki, można było pooglądać ule różnych kosntrukcji, a bywało, że coś od Czechów kupiłem.

Najwartościowsza jest sobota ;) .

12 godzin temu, jjb napisał:

czy to jest obserwacja, której może dokonać pszczelarz,

Skrótowo, to odpowiedź prof. na obserwacje pszczelarza .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie

×
×
  • Dodaj nową pozycję...