Skocz do zawartości
Piotr_S

Strategia od pola do stołu

34 postów w tym temacie

Rekomendowane odpowiedzi

W 2017 roku sektor pszczelarski kontrolowała i zdiagnozowała NIK. To analiza profesjonalana, my jesteśmy proszeni przez ministra o amatorską. Od tego czasu mamy chyba trzeciego ministra rolnictwa i z jego strony do pomocy nam niezatapialny lotniskowiec – Jacka Parszewskiego.

Wyniki kontroli NIK wskazują, że w Polsce brakuje kompleksowej, jednolitej strategii wspierania pszczelarstwa. Niewystarczające są działania na rzecz walki z chorobami pszczół oraz prawidłowego stosowania środków ochrony roślin w sposób nie zagrażający pszczołom.

https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-wsparciu-pszczelarstwa.html

Chyba coś jest nie halou z tym rządzeniem resortem z pszczelarzami, albo z kontrolą tego rządzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ważne pod jakimi nazwami stosowany jest środek ale CO JEST SUBSTANCJĄ CZYNNA.  Czargu czy nawet na zdjęciach nie widziałeś jak wygląda NOWOCZESNY SAD??? Rozstawa rzędów ok. 3m, rozstawa 1- 1,5. wysokość drzew 2,5 -3. Plon jabłek 50 lat temu 10 t/ha, obecnie 50-60t/ha,  z odmian sprzed 50m praktycznie zostały 2-3 w szczątkowej ilości. W większości sadów węże do nawadniania.  W tamtych czasach zaczęto stosować glifosad pod nazwą Raundap. I stosuje się do dzisiaj... O więcej szczegółów - zapraszam do sadowników lub internetu.  

No to znajdź miejsce na to siano. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
55 minut temu, robinhuud napisał:

 

Niech będzie: złe zarządzanie pszczelarstwem, niekorzystne wyniki kontroli NIK, niezatapialny wrogi nam lotniskowiec,,

ale czy chemia w sadach jest dla nas OK?

A ostatnio stawiane pytania dotyczą właśnie tej chemii.

Czy próba "zadziałania" w tej kwestii nie jest przypadkiem jakimś kroczkiem w celu poprawienia zarządzania pszczelarstwem i realizacji zaleceń NIK?

 

------------------------------------------------------------------------------------------

Do Ateny:

wiem jak wygląda współczesny sad i nie podoba mi się ten wygląd, ani to , że zniknęły takie odmiany jabłek jak kosztela, papierówka itd., czy kwitnące kwiaty mniszka lekarskiego, a nawet zwykła zielona trawa która niegdyś rosła między rzędami jabłoni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I to se ne wrati - jak mawiali starożytni Słowianie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  No właśnie "kwestia jabłczana"... 

   Powrócę do tematu  jako całokształtu problemów "od pola do stołu".   Strategicznie rzecz ujmując strony próbują się okopać na z góry upatrzonych pozycjach  z tym że pozycje pszczelarzy są na  gorszych stanowiskach.  Nie pierwsza to "święta wojna"  w środowisku pszczelarskim chociaż cele strategiczne bywały różne.                                          W roku '16  kiedy zaprosiłem na zamek przedstawicieli wszystkich organizacji pszczelarskich Dolnego Śląska atmosfera wśród  przybyszów była, delikatnie mówiąc, mało sympatyczna. Jedni drugim nawet na dzień dobry nie odpowiadali. Po dwóch godzinach, po wyłożeniu wszystkich żalów i pretensji atmosfera się uspokoiła, wyciszyła a zaciekli wrogowie na koniec nawet wspólną wódkę wypili.  Co prawda rozbieżności ocen zostały ale od tego czasu nastąpiło zawieszenie broni które trwa do dzisiaj. Spotkania, w różnym składzie są kontynuowane, ostatnio, pod patronatem Izby Rolniczej odbyło się niedawno.                                                                                                                                               Po co się na ten temat rozpisałem???  A no po to że w sprawach spornych TRZEBA ROZMAWIAĆ!!!  Propozycja merytorycznego spotkania z sadownikami  może przynieść podobne efekty. Widzę jak szczątkowa jest wiedza pszczelarzy o technologii produkcji sadowniczej. /Najczęściej - sadownik to wróg bo stosuje glifosat/. Nie wiem jak wygląda wojna między producentami glifosatu a innych /bardzo wielu/ herbicydów. Ale ona jest, i każdy każdego chce wysiudać z rynku. Kto ma rację - nie wiem?                                            Rozumiem że po takim spotkaniu szerokiego gremium fachowców wiele można wyjaśnić a także napisać protokół rozbieżności. Czyli podstawę do dalszej konstruktywnej pracy " ku chwale".  Oczywiście można trwać, i trwać, i trwać w okopach. 

  WYBÓR NALEŻY DO ZAINTERESOWANYCH; "ŚWIĘTY SPOKÓJ czy ŚWIĘTA WOJNA". 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No cóż, napisałem powyżej, co nieco, ku refleksji bywalców portalu na temat, ogólnie mówiąc, wzajemnych relacji wśród producentów żywności. Liczyłem iż po analizie istniejącej dziś sytuacji, na styku interesów pszczelarzy i innych producentów rolnych, KTOŚ zaprezentuje SWOJE przemyślenia na ten temat....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temat jest tak szeroki, że cała ta idea łatwo popada w bezkonkrecie.
Ale główny problem jest wg mnie taki: jakie możliwości pomiaru, szacowania zdrowotności pożywienia ma normalny klient? Jeżeli nie ma on żadnych wiarygodnych narzędzi to problem pozostaje w obszarze werbalnym, jak "ekogroszek" klient może myśli o ekologii, producent o ekonomii...

Oczywiście można stwierdzić, że mamy instytucje, które winny w sposób wiarygodny monitorować rynek żywności robić testy, raportować, aby klient mógł dokonać wyboru.
Mam wrażenie, że w badaniach dotyczących nowych odmian nie widzę wogóle porównań stanu gleby, równowagi organizmów glebowych. Mówi się o wydajności, łatwości ochrony.... tymczasem odniesienia do gleby są tylko sporadyczne. A to gleba decyduje o tym co jemy, co gorsza, nie idzie o trywialny w gruncie rzeczy aspekt chemiczny, ale biologiczny, mikrobiologiczny. W tym sensie bardziej naukowe wydają mi się badania Thunów, w których jakość uprawy oceniano po jakości chleba, a nie wydajności z ha. Ale to im zajęło kilkadziesiąt lat...
Próbowałem znaleźć sensowne badania na temat EM-ów, ich działania. Część badań krytycznych jest tak metodologicznie postawiona, że trudno byłoby przy takich kryteriach wykazać wpływ prądu elektrycznego na zdrowie człowieka nawet biorąc pod uwagę krzesło elektryczne...
W rezultacie jest sens w stosowaniu EM-ów, czy to zabobon?
Ale ja tu piszę o bakteriach, co ich gołym okiem nie widać, ale gołym okiem widać że w tym samym miejscu od 11 lat rośnie kukurydza, albo inne zboże... Trzeba byłoby zlikwidować dopłaty za nieprzestrzeganie płodozmianu...

A tak swoją drogą, skoro jesteśmy przy glifosacie - narozrabialiśmy nim na poziomie mikrobiologicznym strasznie. Po pierwsze rośliny RR nie pozbywają się go do końca, bo im nie szkodzi. Ale on ma funkcje antybiotyku, obecny w glebie zmienia jej mikrobiom. A wygląda na to, że Bozia zrobiła nam kawał - pozwoliła, aby część informacji genetycznej niósł genom, ale drugą część niosły bakterie z naszego organizmu i otoczenia. I tu jest psikus poważny, bo taka bakteria może coś produkować, bo ma to zaprogramowane, tzn. umie to robić, ale nie musi... Ale jeżeli dochodzi ze środowiska sygnał w postaci uwalonych bakterii to może zacząć produkować np. neurotoksyny... i nie ma jej w środowisku, zrobią to specjalnie dla nas, taki gratis za traktowanie gleby. Cała nasza koncepcja determinizmu rozsypała się... genom mamy niewiele większy niż polna mysz. Reszta jest w mikrobach, także tych w otoczeniu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie potrzeba broni masowej zagłady i bomb neutronowych. Ludzie zauważą, że coś z mikrobiomem i resztą jest niezbyt ciekawie i zaczną się poważnie buntować, gdy przez swą głupotę wybijemy chemią rolniczą drożdże i ustanie fermentacja alkoholowa. Tak załamie się nasza cywilizacja jak załamała się na Wyspach Wielkanocnych. Tego niewinny naród głupiej władzy nie wybaczy. Albo wytrujemy muchy plujki i inne robactwo, aż trupy przestaną się rozkładać i zaczną tworzyć pokłady jak kiedyś węgiel?.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

  Apokaliptyczna wizja świata? Widzę to trochę inaczej. Trochę determinacji rządzących i więcej determinacji tych którzy chcą jakoś żyć. W latach 80-tych "wystrzeliła" produkcja szklarniowa ogórków i pomidorów. Podstawą była walka chemiczna z przędziorem i mączlikiem. Szły tony środków na walkę z nimi do czasu kiedy wdrożono walkę biologiczną przy pomocy Phytoseilusa i Encarsji /piszę z błędami/. Śor wycofano a pomidory, przez cały sezon, zapylają trzmiele. Producenci śor musieli odpuścić, bo interes w tym mieli produkujący pomidory. Czy w innych uprawach można podobnie? Na pewno, ot choćby sprawa bawełnicy korówki w sadach. Można zwalczać chemicznie, można też wprowadzając ośca korówkowego ale śor można kupić a nikt  skutecznym owadem nie chce se głowy zawracać bo nie ma w tym interesu. 

  Ot, przykłady że jak jest interes to można, i tu sobaka spoczywa... 

  No jeszcze jeden kwiatek, /nie wiem czy z nektarem?/ za użycie podłoża pieczarkowego do nawożenia, bez stosownych zezwoleń grozi kara od 10 000 do miliona zł  a za 10 letnią uprawę kukurydzy w tym samym miejscu -nic! Chyba byłoby o czym pogadać ale... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie

×
×
  • Dodaj nową pozycję...