michalowy
Użytkownik-
Liczba zawartości
105 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Kalendarz
Zawartość dodana przez michalowy
-
Dobre czasy dla społeczników i ludzi blisko rozdzielania wspólnej kasy. Aż się chce założyć jakąś organizację pszczelarską...
-
Będą wyręczać pszczelarzy za pieniądze z podatków. Bo pszczół za mało i zbyt chore, a pszczelarze zbyt głupi. Zaczynam się martwić, co będzie kiedy moją pasją staną się rowery. Wprowadzą obowiązkowe coroczne przeglądy moich pedałów?
-
Bo ja wiem, chyba ostatnie zdanie kol. czarga wskazuje, że raczej się trochę zbliżyliśmy. Nie restytucja pszczoły sprzed 100 lat, ale zaprzestanie egzotycznych dolewek i naturalna równowaga połączona z pracą nad lokalnym materiałem.
-
Tutaj w dużej mierze się zgadzam z tymi zastrzeżeniami. Ale nie jest tak źle. Rójki "złapałem" ze trzy w ciągu ostatnich dwóch sezonów. Jedne to rzeczywiście były buckfasty, prawdopodobnie z pasieki uniwersyteckiej UP w Lublinie (pozdrawiam), ale dwie pozostałe to były bardziej krainki. Dla Lubelszczyzny to już trochę bliżej do "lokalności". Co ciekawe - wszystkie z matkami bez opalitka. Co do lasów - no też to prawda, że mało które kawałki zapewniają siedzibę pszczołom, bo jest mało drzew dziuplastych. Ale dajmy dorosnąć tym tzw. kępom ekologicznym - to jest 5% każdego lasu, które od 2010 zostawiają leśnicy nietknięte. Rojołapki wystawiam w strefie podmiejskiej. Tam gdzie ogródki, pola, zagajniki... Przy czym zaznaczę, że nie jestem zwolennikiem twardego przywracania jakiegoś sentymentalnego stanu pszczelej populacji z połowy lat 50tych. Jeśli w obecnych czasach coś się zmieniło tak, że on już tu nie sprawdza się, to po prostu jestem za tym, żeby nie przeszkadzać wytworzyć się nowej równowadze. Nie dolewać ciągle egzotycznych/ przerobionych sztucznie genów, bo natura wie lepiej, jakie pszczoły będą idealne dla obecnej pogody + pożytków + patogenów. Jeśli damy się ustabilizować lokalnym genom, poprzez po prostu zostawienie kwestii matek i unasieniania - samym pszczołom - to myślę że wystarczy. Może warto będzie zrobić kilkuletnią akcję sprowadzania na moją Lubelszczyznę rodzimych AMM (np. Ast, albo Północnych), ale jeśli te geny znowu stąd znikną mimo braku dolewek linii "C" - trudno. Najwyraźniej to już nie ich czas.
-
Trochę tak, trochę nie. Są też hodowcy pszczół rodzimych. Domagaj się takich pszczół. Jeśli przyzwyczaiłeś się do zakupów komercyjnych matek - spróbuj na początek tych rodzimych w co piątym ulu. Albo podziel pasiekę na dwie części. W drugiej nie wymieniaj matek. Niech pszczoły sobie same wychowują matki. I to nie jest abstrakcja, sam ją przećwiczyłem. Pozwalam pszczołom wychowywać własne matki, czasem coś dokupuję (np. "kortówkę", albo "północną"). Opiekuję się ok. 20 rodzinami. Wszystko robię w większości bez dymu i rękawic, w kapeluszu z siatką.
-
Wnioski ująłem w ostatnim akapicie. Czyli - drogi pszczelarzu, zwłaszcza hobbysto. Po co Ci zaglądać zimą i jeździć z ciastem do pszczół? Po co Ci miód, o którym nie wiesz, ile ma dodatku paszowego, bo musiałeś dokarmiać swoje importowane brojlery między rzepakiem a lipą? Po co Ci gwiazdorzenie w slipkach na Youtube, kiedy możesz po Bożemu gwiazdorzyć w kapeluszu z siatką? Wreszcie - po co Ci coroczne zakupy matek, to całe poddawanie, patrzenie czy nie uszkodzone, czy nie wykształciły się trutówki... Kiedy możesz cieszyć się małym kawałkiem rodzimej natury, który u Ciebie zamieszkał, dając przy tym więcej radości z obcowania - a jak wskazuje doświadczenie innych krajów - radości również z dobrego miodu?
-
Pomyśl o Apis cerana. Ta pszczoła żyje w strefie o niemal ciągłych pożytkach, ale nadal jest niemiodna i ciężka do trzymania. Gdyby linia "M" rodzima dla Hiszpanii była niemiodna - to by nie mieli tyle miodu. Pożytki są sprawą ważną, ale dziurawym kubkiem, to i Salomon nie naleje. Kubek nie jest dziurawy. Kolego czarg - na razie przeczytałem na szybko i tylko do jednej rzeczy się ustosunkuję: nie pisałem że Węgry i Rumunia posiadają rodzimą czarną pszczołę. Posiadają rodzimą dla swoich terenów pszczołę linii "C" i też dużo miodu. To świadczy o tym, że lepiej mieć pszczołę właściwą dla swego terenu. Nie ma jednego rozwiązania. Dobra, doczytałem. Oficjalne dane sztucznej inteligencji twierdzą, że Hiszpanie ze swoją pszczołą "M" mają mało miodu na ul. Jakieś 11kg. Ja niedawno słyszałem z nawet bardziej wiarygodnego źródła, że w Polsce jest ponad 2mln uli, a produkcja to 8kg na ul. Dlatego po prostu skupiam się na danych zagregowanych. Jeśli ty masz 50 uli z psitkami z Austrii, a z każdego 15 kg a ja mam 100 uli z rodzimą krajową szarą, a z każdego 11kg. To który jest bogatszy?
-
1. Nie pozbyli się pszczoły rodzimej. 2. Mają dużo miodu. Pkt. 2 wytrzymuje też przerobienie na "per capita" (Hiszpania przy pomocy głównie pszczół linii "M" produkuje 758 ton miodu na milion mieszkańców. Polska przy pomocy głównie importowanych psitek 618t miodu na milion mieszkańców. [2018]) Gdyby pszczoła linii "M" była niemiodna, nie mieliby dużo miodu, bez względu na pozostałe warunki. Dziurawym garnkiem i Salomon nie naleje. Można się oczywiście zastanawiać, czy są jakieś analizy porównujące zasobność pożytkową Hiszpanii do Polski. Z chęcią je zobaczę. PS. Mam jeszcze coś małego w rękawie, ale wymaga pogrzebania.
-
Z wizytą na konferencji w Karniowicach 21 lutego 2026 Prezentacja prof. Tofilskiego trwała około 2 godziny, stąd trudno byłoby ją streścić w całości, natomiast mnie zainteresowały głównie trzy jej części, które postaram się tu swoimi słowami opowiedzieć. Tytuł to "Zalety rodzimych pszczół miodnych". Na wstępie podkreślę, że nie do końca byłem w grupie docelowej. Ja osobiście patrzę na pszczelarstwo z nieco innej strony. Pszczoły miodne interesują mnie jako swego rodzaju pomost między człowiekiem a naturą. Pomijając wyolbrzymione w głowach aktywistów zarzuty odnośnie wąskiej grupy gatunków zapylaczy (z reguły zarzuty nieprawdziwe), dzięki współpracy z pszczołami czuję się częścią czegoś większego, pozytywnie włączony w krąg tego wszystkiego żywego, co mnie otacza. To tak, jakby w mojej budce zamieszkała para najpiękniejszych ptaków. Z pszczół przychodzi dla środowiska jednak więcej, niż z ptaków - przynajmniej w moim odczuciu. Dlatego te pszczoły rodzime - a w zasadzie lokalne dzięki trzymaniu ich w zgodzie z naturą (niekoniecznie oznacza to "rodzimość") - są dla mnie oczywistością. Skoro podpinam się niejako do świata ukształtowanego obok człowieczej sprawczości, nie będę tego robił z pszczołami, które wymagają regularnych dolewek genów z importu, by podtrzymać cechy, które najwyraźniej do tego świata nie pasują. Gdyby pasowały, nie byłoby wszak trzeba ich sztucznie wzmacniać, prawda? Zdaję sobie jednak sprawę, że wielu pszczelarzy myśli o pszczołach jako o swego rodzaju narzędziu do produkcji wyniku, mierzonego w kilogramach złotych cukrów z wartościowymi dodatkami. Prof. Tofilski przemówił właśnie do nich. Zwrócił mianowicie po pierwsze uwagę na to, że właściwe dla Europy Środkowej pszczoły linii "M" nie wszędzie zostały wyparte tak jak w Polsce, przez importowane podgatunki. Pokazał na to dowód w postaci analizy użyłkowania skrzydeł pszczół w Europie (w 86% zgodnej z badaniami mikrosatelitarnego DNA), która ujawniła, że np. Hiszpanie nadal mają tę pszczołę. Głównym deklarowanym powodem, dla którego polscy pszczelarze czuli niechęć do AMM, była "łagodność" tych importowanych pszczół. Otóż okazuje się, że różnica w obronności między pszczołą rodzimą a importowanymi krainkami wcale nie jest taka wielka, jak to nam wmówiono. Hiszpański pszczelarz nie nagrywa może filmików na Youtube, jak pracuje przy ulach w slipkach, prawie zawsze zakłada kapelusz pszczelarski, ale to mu wystarczy. Najbardziej agresywne natomiast nie są pszczoły czystej linii "M", tylko mieszańce któregoś pokolenia. I najciekawsze - ci Hiszpanie (ale także inni posiadacze pszczół właściwych dla swego regionu) mają niemal najwyższe zbiory miodu ze wszystkich krajów w Europie. Obrazek - Hiszpanie posiadają pszczoły linii "M" Obrazek - Hiszpanie produkują dużo miodu To był pierwszy ciekawy argument kierowany do pszczelarzy, którzy myślą o swoim pszczelarstwie nieco inaczej, niż np. ja. Posiadając pszczoły właściwe dla naszej strefy klimatycznej - być może będziesz musiał częściej zakładać kapelusz z siatką - ale za to będziesz miał więcej miodu? Druga ciekawa dla większości pszczelarzy sprawa, którą poruszył profesor, dotyczyła wybujałej "mięsności" pszczół sprowadzanych z południa, która objawia się niekorzystnym dla zdrowia i pokarmu czerwieniem zimą, ale także tym, że coraz częściej te pszczoły, załadowane czerwiem nawet w okresie dziur pożytkowych, trzeba dokarmiać w lecie. Tutaj skupił się na interesującym aspekcie popularności ostatnimi czasy inwertów glukozowo-fruktozowych. Otóż jak obliczył, kilogram cukrów w takim inwercie kosztuje ok. 8-9 złotych (z doliczeniem kosztów transportu). I mimo że szukał intensywnie nie tylko "przeciw", ale i "za" - nie znalazł takich prac naukowych, które wykazywałyby "wyższość" karmienia taką karmą nad sacharozą. W badaniach klateczkowych pszczoły częściej wybierały syrop sacharozowy, dłużej na nim żyły. W badaniach in vivo sacharoza bardziej pobudzała pszczoły do rozwoju... Dlaczego zatem te inwerty ostatnio stały się tak popularne? Czy nie ma to związku z faktem, że sacharozę dolewaną latem - można łatwiej wykryć - niż owe inwerty, zatem część pszczelarzy swoje nietutejsze, mięsne pszczoły, dokarmiać może z większym poczuciem spokoju o swój "produkt"? Prof. Adam kilkukrotnie przepraszał publiczność za brutalną szczerość swoich rozważań, ale, tłumaczył, jako naukowiec stara się prowadzić swe rozważania obiektywnie - a zatem też nie ucieka od trudnych pytań i wniosków. Jak inaczej wytłumaczyć coś, co jest droższe, gorsze jakościowo dla pszczół, a jednak coraz częściej stosowane? Mniejszą pracochłonnością? Gdyby problemem było mieszanie, dlaczego pszczelarze nie poszukują syropu sacharozowego, już pomieszanego? Dlaczego cukrownie nie proponują takiego produktu pszczelarzom? Przecież z ich punktu widzenia byłby to łatwiejszy do uzyskania efekt przetwarzania buraka - syrop buraczany powstaje wszak w pewnym momencie procesu i cukrownie muszą go wysuszać celem uzyskania kryształków. Sprawa byłaby więc prosta. A jednak? Czyli - drogi pszczelarzu, zwłaszcza hobbysto. Po co Ci zaglądać zimą i jeździć z ciastem do pszczół? Po co Ci miód, o którym nie wiesz, ile ma dodatku paszowego, bo musiałeś dokarmiać swoje importowane brojlery między rzepakiem a lipą? Po co Ci gwiazdorzenie w slipkach na Youtube, kiedy możesz po Bożemu gwiazdorzyć w kapeluszu z siatką? Wreszcie - po co Ci coroczne zakupy matek, to całe poddawanie, patrzenie czy nie uszkodzone, czy nie wykształciły się trutówki... Kiedy możesz cieszyć się małym kawałkiem rodzimej natury, który u Ciebie zamieszkał, dając przy tym więcej radości z obcowania - a jak wskazuje doświadczenie innych krajów - radości również z dobrego miodu?
-
Jest. Nie widzę sensu, bo walka z betonozą i ogólnie o pożytki też fajnie wygląda w zestawieniach dla wyborców... Lobby biznesów sprzętowych?
-
Czyli tak, w przypadku pszczół: 1. Unia pozwoliła krajom nie obciążać mniej istotnych "zakładów hodowli" urzędniczą rejestracją. Polska wybrała większy zamordyzm, niż Unia. 2. Unia nawet nie zasugerowała na liście chorób, że zgnilec amerykański zasługuje na urzędnicze zwalczanie. Polska znowu wybrała większy zamordyzm, niż Unia. Dawno już były zabory i PRL? Tęskni się? A tutaj fakty:
-
Z tym 10 lat rejestracji w PIW, była kiedyś taka zdrowa tendencja by w sprawach administracyjnych odchodzić od zaświadczeń, a iść w stronę oświadczeń. Pszczelarz to zatem osoba posiadająca pasiekę 10 lat. Na podstawie oświadczenia z dopiskiem o świadomości odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy.
-
Z reguły działalnością obejmuje cudze ziemie. To by pasowało: Kątnik Pasieczny brzmi nieco jak gatunek pająka... ale może to i lepiej?
-
A ja się wczoraj dowiedziałem, że jeden z pszczelarzy marketingowych miejskich, sobie trochę wziął pewne rozrzucone fakty do serca i na przykład bierze udział w odtwarzaniu pszczoły kampinoskiej. ha. Innowacja z pszczołą rodzimą zatacza coraz szersze kręgi
-
Dopóki jedyne co mają do powiedzenia na komisjach, to "nie chcemy tych piętnastu bartników na krzyż, bo nam sto tysięcy pszczelarzy pudełkowych zakażą", niech sobie piją ten bimber, ewentualnie dokształcają się.
-
Ja nie mam organizacji żadnej, póki co... Wy jesteście moją organizacją. Już tu się zasiedziałem i nieprędko ucieknę.
-
Właśnie po kolejnej dyskusji z panem Siemaszko mój niepokój co do jego członkostwa w "Grupie doradczej przy MŚ do spraw zapylaczy" wzrósł. Jego zdaniem pszczoła miodna, kiedy w jej chów zaingerował człowiek, zmieniła gatunek na "domowy" niczym świnia. Zatem ponieważ ekoszurskie infografiki z jego bańki wskazują na udomowienie pszczoły 3500 lat temu, to nie może ona żyć dziko, zatem nie może być nawet rodzimym gatunkiem. Trochę się to niestety wpisuje w dyskusję z p. Czesławem. Pan Siemaszko twierdzi, że nie ma już rodzimych pszczół a te co są, nie mają prawa mienić się prawdziwymi pszczołami. Zatem wypad z parków narodowych. Czy stowarzyszenie "Polanka" wykonało jakieś ruchy celem bycia w grupie doradczej ds zapylaczy?
-
Czyli zgnilca dla niepoznaki wycofali (w nowych przepisach nie ma go jako zwalczanego z urzędu), ale po tym jak się pasiecznicy ujawnią, zacznie się zwalczanie i kontrole. Ciekawe kiedy dla mojego bezpieczeństwa żywności nakażą mi rejestrować ile mam krzaków pomidorów, które latem, o zgrozo, zjadamy.
-
Szkoda mi o tym wszystkim gadać, ale się wysilę. Uważam, że aparat urzędniczy jest dobrym wujkiem jeśli ogranicza się do kontroli jakości, pilnuje przed oszustami (np. rodzinna pasieka z Mazur, co sprzedaje miód z Wietnamu) oraz w pewnym zakresie dba o środowisko. Wszystko powyżej tego stopnia zaangażowania wymaga bardzo ostrożnej analizy, bo może więcej zepsuć, niż naprawić. W przypadku pszczół hobbysta nie liczy kosztów, a biznesman powinien brać na siebie ryzyko. Dotacje psują pszczelarstwo.
-
Aparat urzędniczy to nie jest dla mnie dobry wujek zaprowadzający normalność pod przymusem. Zwłaszcza w tym kawałku świata, zwłaszcza w tej gałęzi rolnictwa.
-
1. "Zarejestruj się, dostaniesz dotację" 2. "Zarejestruj się obowiązkowo, to tylko 10 minut dwa razy do roku" 3. "Zarejestruj się, bo zabierzemy ci pieniądze i ukarzemy" 4....
-
Moim zdaniem bardzo dobra decyzja, że wycofali to pismo do dalszej analizy. Wszystkie punkty jakie wymienił, są mijającą się z prawdą, lub nieco przeinaczoną manipulacją. Jako przykład weźmy punkt 1 (pszczoły wyjadają dzikim zapylaczom). a) W naszym ekosystemie różne gatunki zapylaczy wyspecjalizowały się w warunkach współistnienia. Pszczoła miodna jest zapylaczem "hurtownikiem", nastawionym na duże pożytki. Jej robotnice wykazują wierność konkretnemu gatunkowi. Nawet jeśli w teorii powinna zjadać nektar np. z Jasnoty białej, to nie poleci na nią, jeśli w okolicy kwitną lipy. I tak jest w pobliżu mej pasieki. Mam pszczoły więc nie koszę tak często. Rośnie i kwitnie jasnota. Na tej jasnocie wykarmiają się dwa albo trzy gniazda trzmieli. Podobnie irga błyszcząca i osowate. b) Jeśli się mówi a - pszczoła miodna wyżera, to nie można pomijać b, pszczoła miodna daje pożywienie. Nasion jest więcej, są lepiej rozwinięte (gryzonie lubią to). Same pszczoły są pożywieniem pająków, taszczynów, sikorek, osowatych, chrząszczy barcieli. Tymczasem aktywiści uparli się patrzeć tylko na wąski wycinek ekosystemu, jedną grupę owadów. Bo po prostu innego powodu, by się czepiać, nie mają. c) poza rozdzieleniem gatunkowym pożywienia różnych zapylaczy, nie można zapominać o rozdzieleniu pór żerowania. Dzicy zapylacze na stołówkę wylatują wcześniej w ciągu dnia, niż pszczoła miodna. Potępianie w czambuł wszystkiego, co wiąże się z pszczelarstwem, stawia pod znakiem zapytania jego bezstronność. Uważam że takie osoby nie powinny być brane jako doradcy. Doradzanie i spotkania - "Grupa ds. Zapylaczy". Ponoć niedługo wypuszczą strategię. https://www.linkedin.com/posts/łukasz-rejt-74a4633a_kolejne-już-v-spotkanie-grupy-ds-zapylaczy-activity-7397733962682540032-t2WT/?originalSubdomain=pl Żeby było ciekawiej, w tej grupie "ds. zapylaczy" jest również kolega Piotrka (tutaj Piotr_S) z "Polanki", Jakub Jaroński - znany z materiałów "Polanka TV".
-
Mikołaj Siemaszko to jeden z pierwszych aktywistów, tak jednoznacznie przeciwny pszczelarstwu. Niestety jest jakoś umocowany bliżej ośrodków decyzyjnych. Do tej pory te grupy za cel obierały sobie leśników i myśliwych. Teraz pan Siemaszko narzeka, że jego akcja "wywalmy pszczoły z parków narodowych" nie zadziałała. Mikołaj Siemaszko 19 stycznia o 16:40 · O TYM, O CZYJ INTERES DBA "KIEROWNICTWO" MINISTERSTWA KLIMATU I ŚRODOWISKA... Gdy wspominam o lobby pszczelarskim i jego wpływie na instytucje państwowe, to ludzie uważają, że jestem kreatorem teorii spiskowych. Niestety opisana w poście sytuacja, to rzeczywistość, gdzie interes pewnej grupy ludzi jest stawiany wyżej niż ochrona przyrody nawet w Parkach Narodowych, czyli z założenia w miejscach, gdzie najważniejsza powinna być dzika przyroda, a nie gatunek hodowlany. Dla zabieganych – co się wydarzyło? – Ministerstwo Klimatu i Środowiska wysłało w 2025 roku pismo do dyrektorów Parków Narodowych, żeby rozważyli ograniczanie pasiek z pszczołą miodną na terenach PN. – Po telefonach pszczelarzy do MKiŚ to pismo zostało cofnięte. Bez uzasadnienia, bez analiz, bez nowych wytycznych, bez reflekcji nad losem dzikich zapylaczy. – Zapytałem oficjalnie, na jakiej podstawie i kto podjął taką decyzję. W odpowiedzi Ministerstwo przyznało, że nie zrobiło żadnych analiz, nie ma notatek z rozmów, nie zasięgało opinii ekspertów, a decyzja była „wewnętrzna” kierownictwa resortu. – Do dziś nie ma żadnych standardów w skali kraju dotyczących lokalizacji pasiek na terenach chronionych, a los dzikich zapylaczy w parkach zostawiono w praktyce uznaniowości – przy silnej presji pszczelarzy. Teraz dłuższa wersja. 19 lutego 2025 r. Departament Ochrony Przyrody MKiŚ wysłał do dyrektorów Parków Narodowych pismo z prostym, zdroworozsądkowym przekazem: proszę rozważyć rezygnację z lokowania lub ograniczenie lokowania pasiek pszczoły miodnej na terenach parków narodowych. Nie było tam żadnego nakazu natychmiastowego usuwania uli. Było „proszę o rozważenie” i odwołanie do wiedzy naukowej o konkurencji pszczoły miodnej z dzikimi zapylaczami. (Całość pisma w komentarzu). Pismo miało charakter doradczy i uwrażliwiający. Przypominało, że Park Narodowy to miejsce, gdzie priorytetem jest dzika przyroda, a pszczoła miodna jest gatunkiem hodowlanym, którego interes nie może stać ponad celami ochrony ekosystemów. Dokładnie po 8 dniach, czyli w dniu 27.02.2025 pismo zostało anulowane. (Treść w komentarzu) Jako członek Zespołu ds. owadów zapylających przy MKiŚ dowiedziałem się o tym z korespondencji do Parków. Zapytałem oficjalnym pismem MKiŚ, dlaczego. W odpowiedzi ministerstwo napisało, że powodem anulowania była „konieczność przeprowadzenia analizy skutków” oraz „informacje telefoniczne o potencjalnie negatywnych skutkach dla właścicieli pasiek”, którzy obawiali się „szybkiego usuwania pasiek” z parków. Problem w tym, że w tym pierwotnym piśmie nikt nie nakazywał szybkiego usuwania pasiek. Była prośba o rozważenie ograniczania ich lokowania w przyszłości. Czyli – zamiast uspokoić dzwoniących, że pismo ma charakter rekomendacyjny, zdecydowano się na jego całkowite cofnięcie. Wysłałem więc wniosek o informację publiczną. Poprosiłem o: – podstawy prawne decyzji o anulowaniu pisma, – dokumenty z analiz, na które się powołano, – notatki z telefonicznych zgłoszeń, – informacje, czy zasięgano jakichkolwiek opinii prawnych lub merytorycznych, – wyjaśnienie, jak ministerstwo zamierza zapewnić spójność działań wszystkich parków narodowych w sprawie pasiek, – wskazanie osoby odpowiedzialnej za podjęcie decyzji, – informację, czy ministerstwo w ogóle rozważy przywrócenie pisma. Co odpowiedziało MKiŚ? 1. Decyzja była „wewnętrzna”, podjęta „na szczeblu kierownictwa resortu”. Nie podano nazwiska osoby, która faktycznie zdecydowała o cofnięciu pisma. Nie wskazano też żadnej podstawy prawnej, bo „nie zachodziła potrzeba jej wskazywania”. 2. Ministerstwo wprost przyznało, że nie przeprowadzono żadnych analiz skutków obowiązywania pisma. I że obecnie również nie są prowadzone tego typu analizy. Powód anulowania („musimy przeanalizować skutki”) okazał się pustym uzasadnieniem – analiza nie powstała i nie jest planowana. 3. Informacje od pszczelarzy miały charakter „roboczy” i były przekazywane telefonicznie. Ministerstwo napisało, że tego typu kontakty „nie podlegały obowiązkowi utrwalania w dokumentacji urzędowej”, więc nie sporządzano z nich notatek. Innymi słowy - decyzję o cofnięciu pisma, które dotyczyło całej sieci parków narodowych, podjęto na podstawie nieudokumentowanych, roboczych rozmów telefonicznych z pszczelarzami. 4. Ministerstwo przyznało, że nie zasięgało żadnych opinii prawnych ani merytorycznych w kwestii lokowania pasiek na obszarze parków narodowych. Wiedza naukowa o wpływie pszczoły miodnej na dzikie zapylacze istnieje. Są opracowania zlecane przez samo ministerstwo. Ale przy podejmowaniu decyzji o cofnięciu pisma nie poproszono nikogo o opinię - no może pszczelarzy. 5. Ministerstwo napisało wprost, że obecnie nie są prowadzone prace analityczne, zespoły zadaniowe ani projekty dotyczące wpływu chowu pszczoły miodnej na bioróżnorodność. Wspomniano tylko dwa wcześniejsze opracowania o zapylaczach, ale bez żadnego przełożenia na praktykę w parkach narodowych. 6. Na pytanie o spójność działań parków narodowych odpowiedź sprowadza się do zdania, że decyzje o udostępnianiu terenu pszczelarzom podejmuje dyrektor parku w oparciu o plan ochrony, zadania ochronne i akty wewnętrzne. Centralnie nikt nie zamierza wypracować wspólnego standardu. Każdy park ma radzić sobie sam, oczywiście pod presją lokalnych interesów. 7. Na część pytań po prostu nie odpowiedziano. W szczególności na pytanie o to, czy ministerstwo rozważy przywrócenie pisma z 19.02.2025 r. i z jakich powodów ewentualnie tego nie zrobi. Ta prosta, kluczowa kwestia została przemilczana. Co z tego wynika? 1. Decyzja o cofnięciu pisma, które miało chronić dzikie zapylacze w Parkach Narodowych, została podjęta bez analiz, bez dokumentów, bez opinii ekspertów. Za to po kilku telefonach od pszczelarzy. 2. interes jednej grupy (właścicieli pasiek) okazał się ważniejszy niż jasny cel istnienia Parków Narodowych, jakim jest ochrona różnorodności biologicznej. Zamiast rzetelnie wyjaśnić, że pismo nie nakazuje natychmiastowej likwidacji pasiek, po prostu je anulowano. 3. Ministerstwo nie chce wziąć odpowiedzialności za tę decyzję. Nie podaje nazwiska osoby decyzyjnej, nie wyjaśnia, dlaczego uznało, że „konieczność przeprowadzenia analiz” wymaga cofnięcia pisma, skoro żadnych analiz nawet nie rozpoczęto. 4. Z punktu widzenia dzikich zapylaczy w Parkach Narodowych oznacza to tyle, że dalej brakuje spójnej polityki. Jeśli dyrektor parku ulegnie presji „żeby wprowadzić ule”, to nie ma żadnego jasnego sygnału z góry, że Park Narodowy ma chronić przede wszystkim dziką przyrodę, a nie hodowlaną pszczołę. Dlatego napisałem kolejne pismo, w którym wzywam ministerstwo do uzupełnienia odpowiedzi. Tj. wskazania osoby odpowiedzialnej, odpowiedzi na pominięte pytania i wyjaśnienia, czy w ogóle ma zamiar wrócić do tematu pasiek w Parkach Narodowych w sposób systemowy. Jeśli tej odpowiedzi nie będzie, pozostaje już tylko ścieżka sądowa i dalsze nagłaśnianie sprawy. To smutne, że tak wygląda ochrona przyrody w Polsce, gdzie ważny dokument pro-przyrodniczy powstaje, a potem „po cichu” znika, bo komuś przeszkadza. Wystarczy kilka telefonów od grupy interesu, w tym wypadku, pszczelarzy. Ciekawe jak wiele spraw tak się "załatwia" w tym kraju...? *** Dlaczego na terenach chronionych nie powinno być pasiek z pszczołą miodną lub ewentualne wprowadzanie powinno być badzo przemyślane? 1. Zabierają pokarm dzikim zapylaczom. Tysiące pszczół z uli wyjadają pyłek i nektar z tej samej puli, z której żyją dzikie pszczoły, trzmiele i muchówki. 2. Przenoszą choroby i pasożyty. Ule są rezerwuarem wirusów i pasożytów, które mogą być przenoszone na dzikie zapylacze. 3. Zaburzają naturalne sieci zapyleń. Pszczoła miodna dominuje na kwiatach, wypierając dzikie gatunki i zmieniając sposób zapylania roślin. 4. Są nienaturalnie liczne. To gatunek hodowlany, utrzymywany w zagęszczeniach, które w przyrodzie by się nie utrzymały – szczególnie nie w Parku Narodowym. 5. Oddziałują na duży obszar. Jedna pasieka „czyści” z zasobów pokarmowych nawet kilka kilometrów wokół siebie – w małych, cennych obszarach to może być cały teren. 6. Kłócą się z celem Parków Narodowych. Park ma chronić dziką przyrodę, a nie produkcję miodu – dokładanie hodowlanego gatunku, który szkodzi dzikim zapylaczom, jest z tym sprzeczne.
-
Mam skany 11 skrzydełek rodziny tej z 2020 roku. Ale wolę policzyć nie kubitalny, ale zbiorczy indeks 19 punktów użyłkowania. Sam indeks kubitalny może być wysoki, a reszta użyłkowania odjechać, tak przynajmniej mówi prof. Tofilski. Wypadkowo rodzina wychodzi jako mieszaniec "do niczego niezbyt podobny", choć najbardziej do krainki, ale z prawdopodobieństwem pięć stutysięcznych, czyli niezbyt wysokim. Czyli biorąc normalny rozkład cechy (tego indeksu), w populacji, gdyby było tysiąc pasiek po sto uli, genetycznie czystych krainek, w tej grupie znalazłoby się pięć takich rodzin. Planuję pozbierać skrzydełka od zeszłorocznych rodzin na wiosnę z dennicy. Ale nie sądzę żeby się dużo zmieniło. Choć może mnie coś zaskoczyć.
-
Jeśli chodzi o tę rodzinę to tak: W 2021 roku powstały z niej macierzak dożył do roku 2024, po czym wiosną zniknęła matka. Z pozostałych larw wychowały sobie nową matkę. Na nowej matce rodzina nie przetrwała jednak pierwszej swej zimy (2024/2025) - mało pszczół na dennicy, w osypie na przejrzane kilkanaście pszczół, jedna z warrozą. Macierzak powstały z niej w 2022 roku nie przeżył pierwszej zimy - 2023/24, mało pszczół pozostałych w ulu. Macierzak powstały z niej w 2023 nie wychował sobie matki - został z jakąś rodziną połączony. Macierzak powstały z niej w 2024 przezimował pierwszą zimę, ale niestety padł z głodu w obecną zimę (zostawiłem im na zimę półnadstawkę, do której podczas zakarmiania nie odłożyły wystarczająco pokarmu, co uszło mej uwadze. Kilka dni temu zastałem kłąb w pustej półnadstawce, a w korpusie poniżej było ok. 10kg zapasu). Natomiast owe macierzaki też były "przerajane" w nowe miejsca i tak dalej. Obecnie żyje sześć rodzin potomków tej jednej. Pięć z tych rodzin to potomkowie tego pierwszego macierzaka. Jedna - tego z 2024.
