Skocz do zawartości


Zdjęcie

Znów nasz kolega przeniósł się do niebieskiej pasieki


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
5 odpowiedzi w tym temacie

#1 Piotr_S

Piotr_S
  • Moderator
  • 1056 postów
  • Lokalizacjakoło Radomia

Napisano 22 październik 2019 - 18:40

Spośród tych, którzy przyjeżdżają na nasze spotkania, nie ma chyba nikogo, kto nie pamięta i dobrze nie wspomina Zbyszka Miotły. Ostatnio nie mógł już przyjeżdżać... i już nie przyjedzie.

 

Pamiętam go jako zawsze aktywnego uczestnika. Kiedy miał inne zdanie, zawsze o tym mówił. Zawsze taktownie i kulturalnie. Pamiętam jego uśmiech, prawie nigdy nie znikał. Kiedy był z nami ostatnio, zrobił w kuluarach prelekcję o swoich doświadczeniach z miniplusami. Żałowałem, że nie było mnie tam wtedy i namawialiśmy go, by zrobił taką samą prelekcję dla wszystkich. Już nie zrobił, już nie mógł przyjechać.

 

Nie znam czasu i miejsca pogrzebu. Kilka najbliższych dni sam będę nieobecny, więc niniejszym proszę tutaj kolegów z zarządu lub kogokolwiek w ogóle o poinformowanie wszystkich, kiedy będzie można go pożegnać. Ja czynię to już teraz. Mam nadzieję, że w ostatniej chwili uda mi się pojechać. Jeśli jednak nie, żegnaj Zbyszku. W jakimś sensie zawsze już będziesz z nami.



#2 an500

an500
  • Użytkownik
  • 198 postów

Napisano 22 październik 2019 - 20:12

W Lipsku pamietaja 

Twoj wyklad jako pszczelarz, sadownik, czlowiek o duzej wiedzy. sympatyczny i kazdemu sluzacy radom.

Dziekujemy.



#3 Karpacki

Karpacki
  • Moderator
  • 1554 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 23 październik 2019 - 08:57

Będzie nam brakowało tych ciekawych dyskusji z kolegą Zbyszkiem, zawsze przebijała z nich troska o dobro pszczół i ciągłe poszukiwanie najlepszych rozwiązań , które by do tego prowadziły. Wielka kultura osobista i chęć służenia dobrą radą , nigdy go nie opuszczały.

Cześć jego pamięci.



#4 baru

baru
  • Użytkownik
  • 458 postów
  • LokalizacjaRzepiennik Biskupi

Napisano 23 październik 2019 - 20:00

Trochę jakby z terenu z opowiadań słyszałem o Nim,ale  też dobre rzeczy .

Odpoczywaj w spokoju .


Jestem Polakiem i jestem z tego dumny .
Dążyć do ideału nie znaczy nim być .
http://pasiekabajorek.pl

#5 Piotr_S

Piotr_S
  • Moderator
  • 1056 postów
  • Lokalizacjakoło Radomia

Napisano 24 październik 2019 - 17:48

Mam nadzieję, że będzie czytelne, jeśli nie, szukajcie na Facebookowej grupie. Ja teraz lepiej nie mogę.

Załączone miniatury

  • FB_IMG_1571935384702.jpg


#6 Przemur

Przemur
  • Użytkownik
  • 3 postów

Napisano 30 październik 2019 - 12:16

Poniżej pożegnanie Zbyszka od POLANKI odczytane w dniu jego pogrzebu:

 

Śmierć zawsze zmusza nas do refleksji i wspomnień. W myślach przewijają się szczególnie intensywnie obrazy i rozmowy. Czujemy się osamotnieni i szczególnie często przywołujemy bliskiego zmarłego. Nie inaczej było i jest w przypadku odejścia Zbyszka. Dlaczego? Bo dla nas, społeczności pszczelarzy, członków Stowarzyszenia Pszczelarzy Polskich POLANKA , Zbyszek był bliską, drogą i wyjątkową osobą, z którego odejściem ciężko się pogodzić. Po jego odejściu rozdzwoniły się telefony, odezwały się fora pszczelarskie. Każdemu zebrało się na wspomnienia. Każdy go pamięta, może inaczej ale zawsze pozytywnie. Zawsze na plus.

 

Bo jaki był Zbyszek?

 

Zawsze pomocny i życzliwy, potrafił wyciągnąć rękę do każdego, kto znalazł się w trudnej sytuacji życiowej. Czy to pomoc w dostaniu się do lekarza w Warszawie czy podarowanie drzewek ubogim pszczelarzom czy nawet mini plusów. Chętnie również dzielił się swoją wiedzą pszczelarską i sadowniczą z każdym. Z każdym, który chciał słuchać. Uczył szczepić drzewka...niektórzy Polankowicze do tej pory wspominają marcowe szczepienie jabłonek w Puławach póżnym wieczorem w hotelu! Wszystkie zrazy się przyjęły a drzewka już owocują. A praktyczne szkolenie z mini plusów? Nikt lepszego nie zrobił! Zbyszek był osobą bardzo inteligentną i cenił sobie tę cechę u innych. Do tej pory wspominam rozmowę o sylogiźmie kategorycznym:) Logika to postawa, prawda Zbyszku?!

 

Dobro pszczół, szczególnie w ostatnim czasie, kiedy nie mają się one najlepiej było dla Zbyszka bardzo ważne. Zaczytywał się w prasie, rozmawiał z naukowcami, sprowadzał i testował różne leki. Jednocześnie dzielił się tą wiedzą.

 

Był skrupulatny i dokładny. Zawsze rzetelnie potrafił podsumować każdy sezon uwzględniając liczbę wybranego miodu z poszczególnych pożytków, uśredniając to do całego sezonu i porównując z innymi latami.

 

Dla Zbyszka nie było rzeczy niemożliwych. Czy to w pasiece czy życiu codziennym. Potrafił załatwić każdą sprawę, nawet z pozoru benadziejną, nawet gdzieś daleko na Ukrainie sobie tylko znanymi ścieżkami.

Dbał o pamięć swoich przodków, odwiedzał miejsca rodzinne na wschodzie. Dbał o dobre imię swoje i rodziny. Było to dla niego droższe od pieniędzy. Kochał swoją rodzinę i niejednokrotnie mieliśmy wrażenie, że zabierał ich ze sobą na zjazdy Polanki. Zawsze wspominał o ukochanej córce i wnuczce, o synach, którzy byli jego dumą, mimo że czasem jak mówił – nie zgadzał się z ich decyzjami w sadzie to ku jego zaskoczeniu ale i radości – okazywały się one nader trafne! I to go bardzo cieszyło. Bardzo lubił swojego zięcia. Żonę Marysię mieliśmy przyjemność poznać nawet osobiście. Bardzo ważna dla Zbyszka była mama, która również była stale obecna w jego opowieściach. A opowieści arcyciekawych snuł wiele, od tych bliskich lokalnych, po te zagraniczne bliższe i dalsze. W towarzystwie Zbyszka człowiek nigdy się nudził. Zawsze też dobrze się czuł.

 

Wiedzieliśmy, że chorował. Nigdy tego nie ukrywał. Kibicowaliśmy mu, każdy jak potrafił. Gdy 4 września zadzwonił aby się pożegnać nie mogłem wydusić z siebie słowa. Zamarłem. Potrzebowałem chwili aby oprzytomnieć i oddzwonić. Powiedziałem podówczas Zbyszkowi, że będę opowiadał o nim moim dzieciom jak dorosną. Teraz dodam jeszcze jedno – moje drzewa, od Zbyszka otrzymane, będę zawsze o nim szumiały i przypominały mi go uśmiechniętego, bo chyba takim chciałby byśmy go pamiętali.

 

Jako, że Zbyszek kochał przyrodę i bardzo się z nią identyfikował, na koniec odczytam elegię żałobną napisaną przez amerykańską poetkę Mary Frye, która właśnie do przyrody nawiązuje a nam pozostającym tutaj na ziemi stara się dać próbę ukojenia:

 

 

Nie szlochaj, stojąc nad moją mogiłą wytrwale,

Bo tam mnie nie ma, ja nie śpię wcale.

Jestem wiatrem który wieje,

w szczerym polu poprzez knieje.

Jestem słońca odblaskiem na zbożu,

Małym deszczykiem w jesiennym przestworzu.

Gdy się przebudzasz ze snu o świcie

Ja cię pobudzam i wskrzeszam życie

Poprzez okrężne ptaszków latanie

I gwiazd o zmroku migotanie.

Nie płacz, stojąc nad moją mogiłą wytrwale,

Bo tam mnie nie ma, nie zmarłem wcale.

 

Zbyszku, dziękujemy Bogu, że dane nam było Cię poznać i spotkać. Nie mówimy:” Żegnaj” a do zobaczenia Przyjacielu w dniu Przyjścia Pańskiego!


  • an500, baru i Asper lubią to




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych