Skocz do zawartości


Zdjęcie

Nosema ceranae.


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
231 odpowiedzi w tym temacie

#1 Karpacki

Karpacki
  • Użytkownik
  • 1500 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 09 październik 2015 - 13:31

Szanowni Użytkownicy tego forum. W natłoku prac w sezonie, jakby schował nam sie gdzieś ten temat. Obecnie jednak coraz częściej słychać wiadomosci o znikajacych w bardzo krótkim okresie czasu rodzinach pszczelich. Dzieje sie to bardzo często w czasie jesiennego dokarmiania.

Wielu pszczelarzy nawet sie nie przyznaje do tego, że zjawisko takie zaobserwowali w swojej pasiece, dopiero kiedy w dyskusji jeden powie, że coś takiego mu się przydarzyło, wtedy czasem rozwiązują sie języki i ten czy ów, potwierdza że spotkał sie w ostatnim okresie czasu z takimi objawami.

Temat ten przewija się już od dawna, jakoś nasi, podobno wspaniali, naukowcy jakoś nie garną się do rozpoznania i określenia sposobów leczenia tego schorzenia.  A juz od kilku lat słyszymy o znikaniu rodzin w okresie drugiej połowy lata, i większość , która przy tej okazji zabiera głos przypisuje ten problem warrozie. Oczywiście że jest to błędne rozumowanie, bo stan jaki pozostaje w ulu, wyklucza aby powodem tego mogła być warroza. Przy wysoko zaawansowanej warrozie, idzie zaobserwować dużo pszczół uszkodzonych, niezdolnych do lotu, wręcz bez skrzydeł których nie mają już od wygryzienia sie z komórki. Przebywają one jakis czas w ulu, a kiedy zechcą zobaczyć świat i wyjdą na zewnątrz ula, upadają na ziemię i maszerują jakiś czas po pasieczysku aż ktoś ich nie spożyje, rozdepcze lub giną w końcu z głodu lub zimna.

Przy nosemie ceranie, w ulu zostaje piękny porządek, plastry czyste, resztki czerwiu w którym warrozy nie ma więcej jak w innych rodzinach w tym czasie, a w najlepszym przypadku, pszczelarz zastaje jeszcze gdzieś w narożniku ramki kilkanaście pszczół, czasem z matką między nimi. Jeśli w pasiece nie ma w tym czasie rabunków, w plastrach jest ułożony podany w tym czasie przez pszczelarza pokarm, częściowo nawet zasklepiony.

O ile pszczelarz przegapi moment największego ubytku pszczół z tego ula , a szybciej dowiedzą się o nim szukające łatwego dobytku pszczoły rabujące, można zastać już tylko czyste , wybrane ramki, a nawet nie ma juz tej grupki ostatnich pszczół, stanowiących świtę matki.

Wielu , pytanych o genezę tego zjawiska, niepotrzebnie korzysta z takiej furtki jaką sobie wcześniej przygotowali, i twierdzą że jest to CCD.

Jest to dość wygodne tłumaczenie, bo skoro inni naukowcy nie potrafią wyjaśnić tego zjawiska to dlaczego mieli by to robić oni.?

W kilku zdaniach chciałbym wyjaśnić skąd biorą się te objawy, i jak można im ewntualnie zapobiegać. Nosema ceranea należy do schorzeń które w początkowej fazie, nie wykazują objawów po których mógłby pszczelarz mieć jakieś podejrzenia zaistnienia choroby. Wręcz przeciwnie, rodzina ma dużo czerwiu i rozwija się do dużych rozmiarów, często nawet, kiedy juz nie ma pozytków , które by to uzasadniały. Bakteria tego typu nosemy, niszczy komórki trawienne w jelicie pszczoły, ale w tym przypadku nie powoduje to typowych objawów jak przy nosemie apis, a wiec śladów kału na ramkach, nazywanych zaperzeniem. Pszczoły jedzą , ale nietrawiąc pokarmu są słabe, coraz trudniej im latać, a więc w większości siedzą w ulu. To sprawia wrażenie dużej siły, a duza ilość czerwiu, jest odruchem obronnym rodziny która czując zagrożenie, chce wychować jak najwięcej potomstwa. Niewiele to jednak pomaga, ponieważ podczas karmienia larw, są one już na tym etapie zarażane sporami tej choroby, gdyż kał chorych pszczół jest bezbarwny, słodki, i stanowić może dużą część pokarmu przekazywanego larwom w komórkach.  Dość duża ilość czerwiu wymaga też dużej ilości pyłku, a więc te pszczoły, które są jeszcze zdolne do lotu, muszą po niego latać. Wypracowują sie tym samym szybciej aniżeli w rodzinie zdrowej. Rodzina jednak trwa, podtrzymywana liczebnie przez wygryzające sie młode pszczoły, ale te wychodzą z komórek już zakażone i poza liczbą niewiele już mogą tej rodzinie pomóc. Punktem który rozpoczyna koniec takiej rodziny, jest rozpoczęcie podkarmiania przez pszczelarza rodzin na zimę. Pobranie i ułożenie pokarmu jest wykonywane jeszcze przez te młode wygryzające się w ostatnim okesie pszczoły, ale kiedy , a powodu podkarmiania, wzrasta aktywność pszczół, wiele z nich już nie jest w stanie wrócić do ula. Dochodzi wtedy do takiego momentu, kiedy pojawia się stress i panika. Pszczoły wylatujące z ula za konkretną potrzebą nie wracają. Rodzina szybko słabnie, wysyłając kolejne zastępy pszczół po to, co jest im potrzebne . Te również nie wracają. Zjawisko nabiera rozpędu, i nawet dość silna rodzina, które jeszcze niedawno pobierała podawny pokarm, nagle się kończy. Pszczelarz może nawet nie zauważyć, że czasem karmi juz rodziny, których nie ma, a ruch na wylocie , to ruch wynoszących pokarm z ula pszczół rabujących. Nie trzeba już nawet dodawać , że razem z tym co z tego ula wynoszą , wynoszą też mnóstwo bakterii jakie dostały się do tego pokarmu w trakcie przenoszenia go przez zarażone pszczoły z tej rodziny , która już się skończyła.

W przyszlym roku, będą w podobny sposób znikały rodziny, które teraz z uciechą wynoszą zapasy po rodzinach wcześniej zarażonych.

Proszę kolegów . Napewno wielu jest takich którzy oczywiście z różnych przyczyn nie będą chcieli przyznać, że zauważyli już w swojej pasiece to zjawisko.  Niezrozumiałe jest dlaczego? Przecież to nie oni powinni się wstydzić. Wstydzić się z tego powodu powinni ci, którzy bez opamiętania z chęci zysku, sprowadzają nam matki z różnych stron świata.  Nosema ceranea, jak sama nazwa mówi,  można było ją wyodrębnić właśnie na tej pszczole.  W sposób naturalny, przez setki lat, na nasz teren się nie przedostała. Pszczoła ta w naturalny sposób, nigdy by do nas nie emigrowała. To człowiek, nieprzewidywalne stworzenie, pędzące za zyskiem za wszelką cenę przyłożył do tego swoje ręce , tak samo jak spowodował, że po świecie rozlazła się warroza.

Najważniejsze pytanie - i co teraz? 

Są kraje gdzie skuteczny środek przeciw temu schorzeniu pszczelarze mogą kupić w sklepach dla nich przeznaczonych. U nas jednak z "dobrodziejstwem " Unii, tego typu preparaty zabrania się stosować . Podobnie jak z leczeniem zgnilca , według

obecnych przepisów najskuteczniejszym jest, spalenie pasieki, tak i w tym przypadku, wg przepisów, należy biernie przyglądać się jak kończą się kolejne rodziny, a nawet całe pasieki, a skutecznego preparatu który jest w miarę tani , zastosować sie zabrania.

W tym akurat przypadku pasuje powtarzana do znudzenia formułka że "kazdy lek niewłasciwie stosowany, zagraża..........itd ble ble ble.

Proponuję więc, aby tak długo jak odpowiedzialnym za leczenie pszczół w naszym kraju ludziom, nie zechce sie opracować skutecznych sposobów  leczenia tej choroby, musimy brać sprawy w swoje ręce i ratować przed upadkiem to co jest możliwe.

Podobnie jak z warrozą, chyba nigdy już sie od niej nie uwolnimy, tak i przeciw tej odmianie nosemy, konieczne jest stosowanie zabiegów bez względu na to , czy choroba ta została przez kogoś potwierdzona , czy jeszcze nie.  Niekontrolowanemu roznoszeniu jej, sprzyja stale rozwijany handel odkładami czy matkami. I nie uratuje nikogo fakt, że on nie będzie kupował. Kupi jego sąsiad i chorobę przywlecze.

Zachęcam w tym miejscu do rzetelnej dyskusji . Tylko tych , którzy chcą mnie ustawiać do pionu , twierdząc że coś tam przepisy widzą inaczej,

lepiej niech głosu nie zabierają.  Według mnie przepisy też powinny podlegać tej samej formule, którą już tu dziś cytowałem. Że " każdy niewłaściwie stosowany....itd"  Ja zajmuję sie tym tematem już kilka lat, tak długo jak i w mojej pasiece ten problem sie pojawił.

Jedno mogę powiedzieć . Została opracowana metoda stosowania skutecznych preparatów na to schorzenie, skuteczna dla pszczół,  i gwarantująca, że nic  z tego co zostaje zastosowane , nie ma prawa przedostać sie do miodu, chociażby nawet , jak sugerują przepisy, chora rodzina dawała ogromną produkcję.

Serdecznie pozdrawiam .

 

 


  • grybos1 lubi to

#2 endriu11111111

endriu11111111
  • Zbanowany
  • 65 postów

Napisano 09 październik 2015 - 19:55

 

Jedno mogę powiedzieć . Została opracowana metoda stosowania skutecznych preparatów na to schorzenie, skuteczna dla pszczół,  i gwarantująca, że nic  z tego co zostaje zastosowane , nie ma prawa przedostać sie do miodu, chociażby nawet , jak sugerują przepisy, chora rodzina dawała ogromną produkcję.

 

No to niechże ją Pan wyjawi, szanowny Panie Czesławie. Ciekawość wielka.



#3 Karpacki

Karpacki
  • Użytkownik
  • 1500 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 10 październik 2015 - 09:05

 edytowano z okazji zbliżających się świąt.
  • grybos1 lubi to

#4 robinhuud

robinhuud
  • Użytkownik
  • 2507 postów
  • LokalizacjaPoznań

Napisano 10 październik 2015 - 09:42

Kolego Karpacki
Guglując olsztyński kumafos znalazłem na stronie
http://www.biopoint.pl/
pewien turecki (biohayat) środek na nosemozę. Dziwna sprawa, z polskojęzycznej strony wynika, że Biopoint zajmuje się drobiem i trzodą chlewną i nie ma żadnego specjalisty od- ani żadnych środków dla owadów. Gdy jednak klepnąłem angielską flagę u góry ekranu, w zakładce "produkts" - "honeybees" wyskoczyło pięć środków do leczenia (???) pszczół.
Jest między nimi "nosembee plus", sprawdzony ponoć pod bezchmurnym niebem pozaunijnej Turcji.

Na pierwszy rzut oka, to coś z buraków i kwasu salicylowego.

 

nosembee.jpg

 

Tutaj link do jego ulotki.
http://biopoint.eu/a...es/nosembee.pdf
Z rozmowy tlf dowiedziałem się, że dają na tym zarobić Łysoniowi. Nie żebym zaraz robił im reklamę, ale nie siedzę w branży leków i gdyby ktoś lepiej chemioangielskojęzyczny zaopiniował ten środek - to myślę, że skorzystałby na tym wątek. Jeżeli to coś porządnego, to pozytywny cień padnie i na biohayat i na ABvarC. A jeżeli to leczenie syfa pudrem, to też odpowiednio ocenię motywy działania eksportmanagerów zlecającym pracę olsztyńskim apinaukowcom, A może ktoś to stosował?


Prezydent dziesięciu pni. Dyktator Pasieki. 


#5 Karpacki

Karpacki
  • Użytkownik
  • 1500 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 10 październik 2015 - 10:25

Edytowano z okazji zbliżających się świąt.

#6 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 10 październik 2015 - 11:53

Sulfonamidy biją wszystko i pierwotniaki i bakterie
np zgnilca, ale też te pożyteczne które w środowisku ula są obecne.
Jedno zasadnicze pytanie: liczba spor nosemy przed i po kuracji (mln/pszczołę) liczona w obrazie mikroskopowym bez rozróżniania typu nosemy?

#7 Karpacki

Karpacki
  • Użytkownik
  • 1500 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 10 październik 2015 - 12:15

. Edytowano z okazji zbliżających się świąt.

#8 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 10 październik 2015 - 13:44

Liczenie spor możemy można zrobić samemu wykorzystując mikroskop o powiększeniu min.500 (cena od 150pln). Sporządzenie próbki i preparatu szkiełkowego to pięć minut.
Liczenie trwa bardzo szybko bo nie liczy się milionów tylko sztuki (preparat jest rozcieńczany w stosunku 1ml wody na jedną pszczołę).
I to tyle w tym temacie, może pan dalej pierdzielić bez uwag z mojej strony.

#9 Karpacki

Karpacki
  • Użytkownik
  • 1500 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 10 październik 2015 - 14:35


Edytowano z okazji zbliżających się świąt.

#10 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 10 październik 2015 - 15:38

Po co?
Po to aby potem móc śmiało ogłosić światu że ma pan dobry sposób na nosemę nie narażając się na takie komentarze jak mój.
Zaproponować coś lepszego?
Film z ubiegłej jesieni pt."wielkie żarcie" - jesienne dożywianie pszczół białkiem, może nie jest to metoda tak skuteczna jak sulfonamidy, ale legalna i nikt mi się nie dopierdzieli że stosuję coś nielegalnego.

#11 Karpacki

Karpacki
  • Użytkownik
  • 1500 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 10 październik 2015 - 15:51

.
Edytowano z okazji zbliżających się świąt.

#12 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 10 październik 2015 - 15:58

To jest forum dyskusyjne, czyli miejsce w którym przedstawione tezy podlegają krytyce merytorycznej. Kto nie umie dyskutować ja czy pan?

#13 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 10 październik 2015 - 16:17

Stosując niedozwolony środek coś pan pokonał i pszczoły wyszły po kuracji w lepszej kondycji - tego nie neguje.
Pozostałości też może nie być po takiej kuracji, za oceanem w podobny sposób walczy się ze zgnilcem telozyną i po sześciu miesiącach pozostałości są niewykrywalne.
Pytanie co pan pokonał, pisanie że nosemę ceranae bez liczenia sporów nosemy to ??????

#14 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 10 październik 2015 - 16:18

Pierdzielenie

#15 Karpacki

Karpacki
  • Użytkownik
  • 1500 postów
  • LokalizacjaBerest

Napisano 10 październik 2015 - 16:22

-"?"-



#16 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 11 październik 2015 - 04:44

Próbka im liczniejsza tym bardziej wiarygodna. Minimum 50 pszczół strzepać z bocznej ramki w szklany słoiczek. Uśmiercić zalewając alkoholem, potrząsać kilka razy.
Wylać na biały papierowy ręcznik, zostawić do osuszenia. Odliczyć dokładnie co do sztuki 50 pszczół i wsypać do torebki foliowej (strunowe).Wycisnąć wnętrzności pszczół dłonią naciskając. Otworzyć torebkę i wlać dokładnie 50ml wody.Zamknąć potrząsać aby wymieszać. Pipetą jedną krople na szkiełko mikroskopu. Spory nosemy widać już od powiększenia 400 jako jasne owalne kropy. Policzyć wszystkie. Porażenie liczone w mln/pszczołę otrzymuje się dzieląc tę liczbę przez pięć. Np. jeżeli w mikrospowym liczeniu wyszło nam 80szt to porażenie jest 16mln/pszczołe. Wydaje mi się że jest to bardzo prosta i szybka metoda do samodzielnego oszacowania stopnia porażenia nosemą.

#17 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 11 październik 2015 - 05:42

Interpelacja wyników: w pełni lata w obrazie mikroskopowym powinno być nie więcej niż 15 spor (czyli mniej niż mln/pszczołę). Jeżeli jest więcej to mamy powody do niepokoju i podejrzewać porażenie nosemą ceranae. Stwierdzić czy to jest ceranae czy apis może tylko specjalistyczne laboratorium. Możemy podjąć leczenie którymś z dostępnych na rynku preparatów np.Nonosz Plusz, Vita Gold itd. czy choćby woda utleniona propagowana przez prof.Romaniuka. Po kuracji sprawdzamy metodą mikroskopową jej efekt.

Jeżeli nic nie pomoże a wisi nam czy postępujemy zgodnie z prawem możemy posypać pszczoły metodą p.Junga. Ale pod jednym warunkiem ,że p.Jung przedstawi wyniki badań na obecność sulfonamidów w pierwszym majowym miodzie.

#18 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 11 październik 2015 - 05:49

Bo chyba nie chcemy karmić siebie i naszych bliskich miodem z jakimś syfem?

#19 Gość_RafałK_*

Gość_RafałK_*
  • Gość

Napisano 11 październik 2015 - 07:51

To co napisałem w tych kilku porannych wpisach jest moim zdaniem rozsądną ścieżką postępowania w przypadku podejrzenia nosemy.
Jeżeli nie stać kogoś na zakup mikroskopu, ma słabe oczy czy ogólnie wydaje mu się że opisana procedura jest zbyt dla niego skomplikowana to pozostają jedynie działania prewencyjne typu np.dostarczenie pszczołom dostatecznie dużej porcji białka jesienią (tłusta obiałczona pszczoła nosemy się boi).
Walka z nosemą (bez jej faktycznego rozpoznania i bez pewności braku pozostałości) sulfamidami to jak strzelanie z armaty w stronę zarośli aby wytłuc te wstrętne komary które jak się nam wydaje tam się ukrywają.

#20 Piotr_S

Piotr_S
  • Moderator
  • 990 postów
  • Lokalizacjakoło Radomia

Napisano 11 październik 2015 - 09:49

RafałK, kwestia organizacyjna. Napisz w jednym poście to, co masz do napisania. Poza trudnością w czytaniu i koniecznością zebrania sobie do kupy tego, co napisałeś w paru postach, dodatkowo nabijasz sobie licznik. Masz na teraz 57 napisanych postów a to nieprawda, że jest w nich 57 różnych komunikatów - w ostatnich czterech jest tylko jeden.

 

Merytorycznie: sprawdzenie obecności nosemozy jest faktycznie proste pod warunkiem, że wzrok pozwoli na skuteczne korzystanie z mikroskopu. Jeśli pozwala, też namawiam do używania go, ale gwałtowny ubytek pszczół w ulu pod koniec sezonu, przy braku objawów innych chorób, u mnie w 100 procentach pokrywał się z wystąpieniem nosemozy w ostatnich dwóch sezonach. W tym roku używałem wody utlenionej. Nosemoza nie pojawiła się w żadnej z moich rodzin. Piszę tu o objawach, bo przy braku objawów nie robiłem preparatów. Nie stosowałem metody Karpackiego, ale jednak przy takim dawkowaniu o jakim pisze nie sposób oczekiwać pozostałości w miodzie. Pewnie, że jak wszystko, warto jest i to zbadać. Zupełnie bez sensu jest jednak wymaganie od Karpackiego by sam to zbadał. Chcesz to zbadaj sam, nie chcesz to podajesz metodę alternatywną, piszesz że z prawnego punktu widzenia jest ona zupełnie legalna a tamta nie i koniec. 

 

Jako administratora powoli zaczynają mnie denerwować te podchody obliczone na wkurzenie coraz większej liczby użytkowników forum.






Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych